
Zdrada i rozczarowanie (Bar pod Barbakanem)Restauracja: Bar pod Barbakanem Nigdy więcej nie zdradzę naleśników serwowanych pod adresem Nowy Świat 39! Od czasu do czasu dopada mnie ogromna ochota na barowe naleśniki z serem. Zawsze wtedy odwiedzam bar "Familijny" na Nowym Świecie. Za ok. 3 zł dostaję 2 pyszne, słodkie naleśniki polane śmietaną i… mnóstwo radości. Nie wiem dlaczego, ale domowe nigdy nie smakują mi tak bardzo, jak te! Kilka dni temu zostałam ponownie zaatakowana przez głód naleśnikowy. Na ten głód nie ma innego lekarstwa, jak tylko wizyta w barze. Tym razem postanowiłam jednak odwiedzić nowe miejsce na „barowej” mapie Warszawy. Kilka osób polecało mi "Bar po Barbakanem", więc właśnie tam skierowałam swoje kroki. Bar znajduje się w bardzo dobrej lokalizacji, bo jak sama nazwa wskazuje, w bliskiej odległości od barbakanu, czyli prawie na Starówce. Weszłam do środka w porze obiadowej (ok. godz. 14.00) i ku mojemu zdziwieniu zastałam tam niewielką liczbę klientów (na Nowym Świecie zawsze stoję w dłuuugiej kolejce do kasy, a nierzadko przychodzi mi też czekać na wolny stolik). Mając nadzieję, że w tym wypadku liczba gości nie świadczy o jakości serwowanych posiłków, podeszłam do tablicy z listą dań. Niestety i tu czekało mnie rozczarowanie, bo naleśników z serem już nie było. Cóż, jak się nie ma co się lubi… itd. U Pani w PRL-owskim fartuszku zamówiłam pomidorową z makaronem i krokiety z kapustą i grzybami. Zupa była zdecydowanie za tłusta i chyba dosładzana cukrem, aczkolwiek dało się ją zjeść. I w tym miejscu nie mogę nie wspomnieć, że w „Familijnym” do naleśników też przeważnie zamawiam zupę pomidorową i jest naprawdę smaczna. Nie zgłębiałam nigdy definicji słowa „krokiet”, ale zawsze mi się wydawało, że krokiety to naleśniki panierowane w jajku i bułce tartej. A tu niespodzianka! Krokiet był zwiniętym w rulon naleśnikiem opieczonym na patelni, a raczej utopionym w tłuszczu. Swoją drogą jestem ciekawa czym różnią się tamtejsze naleśniki (bo ta nazwa też widniała w menu) od krokietów. Niezrażona wyglądem postanowiłam ich spróbować. Farsz był raczej kapustą niż kapustą z grzybami, ale najbardziej przeszkadzał mi fakt, że wprost ociekały tłuszczem i zdecydowanie nie był to olej z pierwszego tłoczenia! Wizyta nie była jednak pozbawiona wątku humorystycznego. W trakcie krojenia krokieta dobiegł mnie krzyk z kuchennego okienka „Krysia, zdejmij pierogi z tablicy!”. Wtedy pani zasiadająca za kasą podeszła do tablicy, wzięła ścierkę, zamoczyła ją w wiadrze z wodą (naprawdę!), weszła po stopniach mini drabinki i starła ścierką napisaną flamastrem na plastikowej tablicy cenę. Takie chwile w XXI wieku są absolutnie bezcenne! Chociaż podejrzewam, że tam za schabowego raczej nie zapłacilibyście kartą MasterCard. W niewątpliwie lepszym już nastroju opuściłam bar i udałam się wzdłuż barbakanu w kierunku Placu Zamkowego (na którym, jak to określił mój znajomy, będący pierwszy raz w Warszawie, stoi Szwed - czyt. Kolumna Zygmunta). Dzień był pochmurny a z nieba zaczął padać, pierwszy w tym roku, drobniutki śnieg. I wtedy moim oczom ukazał się przepiękny widok – Starówka na tle tonącej we mgle, ogromnej bryły Stadionu Narodowego. Wierzcie mi, dla tego iście impresjonistycznego obrazu warto było wybrać się do Baru pod Barbakanem, aczkolwiek nigdy więcej nie zdradzę naleśników serwowanych pod adresem Nowy Świat 39! Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
Dołącz do nas na Facebooku: ItaliAnka | Autor: ItaliAnka
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, konkurs, tagliatelle, Presto, włoska, Jesienne_Smakowisko, trattoria, farfale, Five_Restaurant, makaron, spaghetti, gotowanie, fooding, Ganesh, Smakowisko, Pałac_w_Paszkówce, pizzeria, Haloween, penne, pizza |