
Zimna fuzja (Tokyo Fusion)(27.09.2010) Zimne sushi, ale i całkiem niezłe. Zimne kobiety w ogólności i jedna, dla której sam musiałem być zimny, choć wcale nie chciałem. Każdy mężczyzna, który na tym łez padole przeżył chociaż kilka lat, powinien wiedzieć, że kobiety kłamią (empirycznie udowodnione zostało, że mężczyźni kłamią niemal równie często, jednak oni traktują to jako swoje niezbywalne i święte prawo - przyp.red.), a jeśli tego nie wie, to albo jest wyjątkowym szczęściarzem, albo przypadkiem całkowitego oderwania od rzeczywistości. Stąpając twardo po ziemi, każdy wcześniej czy później spotka na swej drodze samice, które świadomie lub nie (ale cóż to za różnica), swego partnera omamią, zwiodą, wystawią i zrobią w przysłowiowego ciula. Co gorsza, dotyka to nawet najlepsze okazy rodu męskiego, czego dowodzi historia pewnej degustacji sushi w Tokyo Fusion. Wszystko miało być pięknie. Mężczyzna miał być piękny, choć by nie został posądzony o metroseksualność, lepiej będzie określić go przystojnym. Kobieta miała być piękna, choć by wykluczyć podejrzenia o skoliozę kręgosłupa moralnego, zamiast chętną i otwartą, nazwać ją lepiej bardzo miłą. Sushi też miało być piękne, choć by szczerości nie było uszczerbku, przyznać trzeba, że miało być tylko przystawką przed daniem głównym tego wieczora. Mężczyzna stawił się, jak zwykle, zwarty i gotowy. Sushi także było, sinusoidalne, ale o tym później. Kobiety jednak zabrakło. Czy to dlatego, że miała pozostać tylko sennym, nieuchwytnym marzeniem, czy też dlatego, że w rzeczywistości była zimną... samicą. "I don't know and I don't care" chciałoby się powiedzieć, i słusznie, w końcu była to jej strata. I tak właśnie Mężczyzna został rzucony na pastwę sushi, które do jego ulubionych potraw nigdy nie należało, a miało być tylko uzupełnieniem modnej randki. Dobrze chociaż, że nie był on neofitą w sprawach japońskiej kuchni i choć nie darzy jej wielką sympatią, to poznał ją co nieco . W końcu takiej na przykład byłej żony też można nie trawić, a znać ją jak zły szeląg. Wychodząc z tego założenia, pozostało czekać na próbki kucharskich umiejętności personelu Tokyo Fusion i rzetelnie ocenić jak im japońskie kucharzenie wychodzi. Szybko jednak stało się jasne, że to nie personel kucharski stanie się adresatem największej ilości westchnień i zachwytów, gdyż zbierać je będą kelnerki, a w szczególności nieziemskiej urody blond młódka, która sprawiła, że każdy normalny mężczyzna momentalnie zapominał i wybaczał całe zło wyrządzone mu kiedykolwiek przez rodzaj żeński. Wybaczał, zapominał i chłonął każde słowo wypływające z pięknych ust, nawet jeśli sens słów był znany. Jak choćby to, że nigiri, w wolnym tłumaczeniu oznaczające "formowane ręką", jest najprostszą formą sushi, w którym jednak najtrudniej o osiągnięcie idealnej harmonii. Sen o harmonii szybko był prysł wraz ze spróbowaniem nigiri sake (łosoś). Formowane ręczne "kulka" ryżu okazała się zbyt duża i zbiła się w pozbawioną smaku grudę, która bezsmakiem zaraziła również cienki kawałek łososia. O falstarcie restauracji pozwoliło zapomnieć nigiri komo hoisin (kaczka w sosie hoisin), którego widocznie mniejsze rozmiary pozwoliły zachować balans, a bliższe europejskim gustom i smaczne kacze sedno zadecydowało o znacznie pozytywniejszym odbiorze. "Hosomaki, to dosłownie cienkie rolki" tłumaczyło następnie blond zjawisko i choć temat tymi słowy został praktycznie wyczerpany, bo i opis tyleż lakoniczny, co trafny, to jednak chciałoby się, by słowa płynęły godzinami rozprawiając o rolkach cieńszych i grubszych. Tymczasem napłynęły wspomniane hosomaki: maguro zuke (marynowany tuńczyk) i campyo (tykwa). Oba kawałki podobne do siebie jak dwie krople wody. Smakowo umiarkowane, ani złe, ani dobre, tylko nori z wilgotnym ryżem odrobinę zbyt długo się koligaciło, przez co algi sflaczały nabierając niepożądanej gibkości. Dochodząc do futomaków dało się zauważyć, że cudny anioł w kobiecej postaci, stracił nieco humor. Czyżby nie w smak jej były rolki grube, jak tłumaczy się wprost "futomaki"? Czy dlatego podała je niemal bez słowa, bez uśmiechu i wszechogarniającej rozkoszy, którą obdarowywała postronnych? W każdym razie było to niczym wygnanie z niebiańskich bezkresów, do piekielnych otchłani. Tak też futomak surimi (paluszek krabowy, dip mayo, ogórek, crunchi, sałata) przez nieuwagę, strącony został w odmęt sosu sojowego, którego nadmiar zepsuł smak i pozbawił przyjemności konsumpcji. Drugi z futomaków - ibodai (maślana, shitake, melon, płatek omletowy) uniknął sojowego piekła, zyskując znacznie na tle poprzednika i plasując się na tamten moment w czołówce. Gdy na tapecie pojawiły się kolejne porcje, boginka powróciła, znów uśmiechnięta i piękniejsza niż kiedykolwiek. Wyjaśniła, że uramaki znaczy tyle, co "rolowane na odwrót", jednak ważniejsze były obliczenia... Koran twierdzi, że idealny wiek dla żony, to połowa wieku męża powiększony o siedem lat, niestety nawet przy tak sprzyjającym i liberalnym standardzie, boska istotka mogłoby okazać się zbyt młoda, dlatego bezpieczniej i moralniej było podziwiać ją dalej zachowując pewny dystans, a na otarcie łez cieszyć się bardzo udanymi uramakami. Szczególnie suzuki (okoń, majonez, rzodkiew, czerwone tobiko, szczypiorek, ogórek) zasłużył na wysoką ocenę zarówno za walory smakowe, jak i estetyczne, choć myśli od wiadomej osóbki odciągnął on na niewiele dłużej, niż uramak sake (łosoś, filadelfia, awokado, teriyaki, płatek omletowy). Obie propozycje pozwoliły na chwileczkę zapomnienia i iście stoicką radość z przyjemności mniejszych, wobec niemożności zaznania tych większych, najbardziej upragnionych. Ale przyjemność wróciła raz jeszcze, choć tym razem już praktycznie ostatni. Niczym Helena Trojańska, która tysiąc okrętów wyprawiła w morze, ona wyprawiła nie jednego w sferę marzeń, a statki wyprawiała na talerze, wszak Guankan maki, to "zwoje łodzi bojowej". Specyficznie uformowana alga i wypełniający ją tatar z łososia złożyły się razem na model sake tataki. "Helena" odegrała też rolę opatrzności czy też dobrego ducha (zresztą kim ona tego wieczora już nie była), bo łosoś o dziwo pokazał, że surowa ryba potrafi mieć smak i to całkiem dobry. Tysiąc takich "okrętów", to byłaby może przesada, ale jeszcze kilka na pewno można by przyjąć. I na tym zakończył się przygotowany na ten wieczór program, a co za tym idzie, urzekająca blondynka złożyć miała jeszcze tylko jedną, ostatnią wizytę, a potem rozpłynąć się w niebycie wraz z oparami alkoholowymi gromadzonymi przez cały wieczór. Tak miało być i tak właśnie było. Kulminacja nie nastąpiła, a godna Odyseusza wyprawa przez morze sushi nie zakończyła się wymarzonym happy endem. Smak sushi zadowolił i spełnił oczekiwania, smak zasad, jak zwykle, niósł gorycz niespełnienia. Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dołącz do nas na Facebooku: Aleks Tagi: Tokyo_Fusion, sushi, nigiri, hosomaki, futomaki, uramaki, gunkanmaki, łosoś, tuńczyk, kaczka, okoń | Autor: Aleks
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |