
Galeria dramatu (Miyako)Restauracja: Miyako Sushi (13.09.2010) W skali czteropunktowej ocena 0/4 sprawia wrażenie łaskawej, bo pewnych rzeczy nie można i wybaczyć. W Miyako w Galerii Krakowskiej (GK) byliśmy z Moją Cudowną Małżonką (MCM) już wcześniej, jednak uznaliśmy, że poprzednim razem doświadczyliśmy potknięcie przy pracy, więc tym razem będąc głodnymi, postanowiliśmy dać tej restauracji jeszcze jedną szansę. Nie będę się tutaj zagłębiał w klasyczne zarzuty lokalu... Jak na to że Miyako jest oszklonym lokalem na środku galerii handlowej, wnętrze jest naprawdę sensownie rozwiązane. Wystrój jest na tyle ładny, na ile pozwala sceneria i rozkład mebli. Oprócz stolików na sali jest jeszcze bar, za którym sushi jest przygotowywane na oczach klientów. Nie jest to co prawda nic szczególnego (w każdym sushi lokalu jest taki bar), jak na lokal w galerii, to i tak jest to coś przewyższającego oczekiwania. Zostaliśmy skierowani do jednego z wolnych stolików, na którym czekała już przekąska w postaci groszku wasabi i sos sojowy. Z perspektywy czasu trzeba było na tej przekąsce poprzestać, jako że była jeszcze niezła. Szkoda tylko, że groszek w tej postaci kupuje się gotowy, jego smak nie jest więc zasługą restauracji. Chcieliśmy zacząć od czegoś ciepłego, więc zamówiliśmy sobie po zupie. MCM wybrała zupę misoshiru (czyli zupę miso), zaś dla siebie wziąłem smoczy język (ostra zupa rybna). W ramach dania głównego zamówiliśmy z kolei mały zestaw maki. Miso MCM wyglądało bardzo ładnie i kolorowo. Co z tego, skoro smakowało tak, jak smakować mógłby anegdotyczny "rosół z bardzo młodych kurcząt, a tak dokładniej to woda, w której gotowały się jajka". Jak na to, że robienie miso to żadna filozofia, nieco dziwi absolutny brak smaku. Co do zupy rybnej, to nie było aż tak źle, ale tutaj dla odmiany dominował smak jakiejś ostrej przyprawy, która zagłuszała całą "rybność". Smak ryby można było wyczuć jedynie w jej kawałkach pływających w zupie, a i tam z trudem. Po średnim początku czekaliśmy na sushi, które faktycznie okazało się być przygotowywane na oczach klientów. Panowie susherzy (analogicznie do pizzerów) przygotowali je natychmiast po naszym zamówieniu i ustawili na barze. Szkoda tylko, że po tym jak je przygotowali i tak musieliśmy jeszcze czekać 15 minut na to, zanim została przygotowana nasza zupa, kolejne 10 minut kiedy ją jedliśmy i na koniec 5 minut nim pani kelnerka zorientowała się, że nie mamy już talerzy i można podać nasze sushi, które, jak łatwo można wyliczyć, już od około pół godziny leżało sobie na barze. Jak na to, że lokal ma tak ogromny przerób (praktyczne non stop pełna sala), obsługa i kuchnia mogłyby się nauczyć czegoś tak podstawowego jak kolejność przygotowywania potraw. Przejdźmy jednak do samego zestawu. Mały zestaw maki nie był w żaden sposób opisany w karcie, więc ciężko powiedzieć z czego dokładnie się on składał. Z tego co można było zobaczyć i spróbować mogę powiedzieć, że do zestawu zaliczały się hosomaki z tuńczyka, uramaki z surimi, awokado i ogórkiem oraz futomaki z sałatą rzymską, marynowanymi tykwą i dynią oraz bliżej nieokreśloną jasną rybą (także łosoś z miejsca został wykluczony). Na dużym talerzu, oprócz wspomnianych maków różnego rodzaju, znalazła się jeszcze mała kupka imbiru i bryłka wasabi (z proszku). Prezencja samego sushi też niestety nieco kulała, jako że uramaki nieco nieforemne, zaś futomaki wyglądały jakby się miały rozlecieć. Wspomniany w tytule dramat miał jednak dopiero nadejść. Każdy, kto kiedykolwiek przygotowywał sushi w domu wie, że algi nori (czyli wodorosty, w które owija się sushi) bardzo źle znoszą przechowywanie, zwłaszcza z dostępem wilgoci. Robią się gumowate i trudne do przegryzienia. Dlatego też do opakowań glonów wkłada się specjalne woreczki z pochłaniaczem wilgoci - takie jak np. do opakowań z elektroniką lub skórzanych torebek damskich. Dlaczego restauracja żyjąca z robienia sushi i zarabiająca na tym krocie nie jest w stanie zapewnić dobrego przechowywania, lub chociaż używania mniejszych opakowań pozostaje dla mnie tajemnicą. Oczywiście gumowatość mogła też być spowodowana wspomnianym już długim leżakowaniem na barze, choć z doświadczenia wiem, że po pół godziny stania i nasiąkania wilgocią ryżu, ich stan nie jest z reguły aż tak zły. Ale tak czy inaczej, nie był to jeszcze koniec dramatu... Integralnym składnikiem sushi jest ryż. Ponownie ktokolwiek przygotowywał sushi wie, że zrobienie ryżu, który będzie miękki i kleisty jest sprawą stosunkowo prostą. Wystarczy wypłukać ryż i stosować się do zaleceń na jego opakowaniu. Przyprawienie zaś ryżu to ponownie, przestrzeganie zaleceń dla odmiany na opakowaniu octu ryżowego. Zaryzykowałbym, że beneficjenci pewnych akcji społecznych, którzy np. układają ręczniki i żartują z paniami pokojowymi potrafiliby zrobić coś takiego bez problemów. Zaś ryż w jak podejrzewam, najbardziej ruchliwej restauracji oferującej sushi w Krakowie, był twardy i stanowczo za słodki. Już samo to dyskwalifikuje sushi, a i to też nie był jeszcze koniec... Futomaki zawierały sałatę rzymską. W przekroju wyglądało to nawet efektownie. Co z tego, skoro nieświeża sałata może być gorzka. A zapewniam Was ta właśnie była gorzka, kompletnie rujnując i tak już kiepski posiłek. W ramach podsumowania chciałem oddać głos MCM, która na co dzień jest delikatną i subtelną osobą: "Przyszliśmy zjeść coś smacznego, a tu k***a takie badziewie!". Wniosek nasuwa się jeden. Jeżeli Myiako prezentowałoby podobny poziom w jakimkolwiek innym punkcie Krakowa, to po miesiącu nie miałoby żadnego klienta. Tajemnicą ruchu jest lokalizacja, w której jedyną konkurencją są bary szybkiej obsługi bez własnej sali. Moja rekomendacja - omijać szerokim łukiem! Jeżeli jesteście głodni w Galerii Krakowskiej, nawet fast foody są lepszym wyborem. Przynajmniej oszczędzicie kubki smakowe. W skali czteropunktowej ocena 0/4 sprawia wrażenie łaskawej. Pewnych rzeczy nie można wybaczyć. Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dołącz do nas na Facebooku: The Doctor Tagi: Miyako, sushi, zupa, miso, smoczy_język, maki, hosomaki, uramaki, futomaki furaon: widze ze ksiazece podniebienie ma autor textu.. nic zupelnie nie smakowalo az wiezyc sie nie chce (najlepiej sam zacznij robic sushi w domu bo nikt nie sprosta Twoim oczekiwaniom krolewiczu :P)..a tak na maeginesie to pewnie jestes z konkurencji dlatego tak piszesz.. mi tam smakuje, moim znajomym tez.. :P Molson: Taki sam poziom prezentuje miayko na rynku. Byłem tam kilka raz (rynek i galeria), zmuszony przez osoby towarzyszące. Sam z siebie nigdy bym tam nie zjadł. marianna: Prawdziwe sushi to tylko Genji... karolina: jedynym słusznym wyborem i godnym polecenia w kwestii sushi jest bar EDO a reszta typu Miyako daleko daleko w tyle...mówiąc bardzo subtelnie deidre: Recenzja idealnie pasuje do "przygód" jakie mieliśmy z mężem w Miyako w Galerii Krakowskiej rok temu. Widzę że nic się nie zmieniło... dobrze że są w Krakowie inne susharnie, reprezentujące przyzwoity poziom sushi przemek: Szokująca jest ta recenzja... Widać też że napisana zdecydowanie pod wpływem negatywnych emocji.
Jest dla mnie o tyle zaskakująca ze wedle mojej oceny - to Miyako to taka 'ukryta perła' na mapie sushi barów w Krakowie. Dobre jedzenie, sprawna obsługa, zawsze świeże produkty (które gwarantuje ruch w Galerii). A tu taki klops...
Żeby było ciekawiej - dla mnie liczy się tylko sushi - ale moja żona uwielbia ichniejszą misohiru (a jest bardzo wybredna). :-) | Autor: The Doctor
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |