
Festiwal Makaronu (Pizza Hut)Restauracja: Pizza Hut Wskaźnik cena - jakość (czy też raczej ilość), jest bardzo korzystny, a jeśli wiedzieć czego się wystrzegać, to można się całkiem przyjemnie najeść. Przy okazji zakupów z Moją Cudowną Małżonką (MCM) w centrum handlowym M1, oczom naszym ukazała się reklama nowej promocji w Pizza Hut, jaką jest festiwal makaronu. Zasady okazały się podobne jak w poprzednim festiwalu (pizzy) - płacisz wejściową opłatę i jesz ile chcesz, pod warunkiem, że jest to makaron. Jako, że była właśnie pora lunchu, a Pizza Hut pod nosem, postanowiliśmy wypróbować zarówno restaurację, jak też i nasze możliwości konsumpcyjne. Po wejściu do restauracji wskazano nam stolik, po chwili pojawił się kelner i zebrał nasze zamówienia. Co do obsługi nie mogę powiedzieć złego słowa. Pan który nas obsługiwał poinstruował nas o zasadach promocji, przy czym zasugerował, żeby odbierając jedną porcję, przy okazji zamawiać następną celem upłynnienia posiłku. Do wyboru jest dziesięć makaronów klasycznych i siedem makaronów "prosto z pieca". Porcje podobno zostały pomniejszone, aby można było więcej spróbować, nie jestem pewien czy tej zasady pilnowano jednak restrykcyjnie, zwłaszcza przy późniejszych makaronach. Dodatkowo w makaronach klasycznych można modyfikować sam rodzaj makaronu mając do wyboru penne, spaghetti i tagliatelle. Ciekawostką jest natomiast fakt, że wszystkie makarony garnirowano połówką pomidorka koktajlowego. W czasie gdy oczekiwaliśmy na pierwsze porcje dostaliśmy dodatkowo przekąskę od restauracji - paluszki z ciasta pizzowego z oliwą czosnkowo-ziołową. Naszą potyczkę z makaronami zaczęliśmy od Spaghetti carbonara dla mnie oraz Lasagne Neapolitana Verdi dla MCM. Już na początku postanowiliśmy sobie, że będziemy dzielić się zamówionymi pozycjami, tak aby móc jak najwięcej spróbować i samodzielnie wyciągać wnioski. Co do carbonary, to nie było to nic zaskakującego - poprawnie wykonany sos z zachowaną równowagą między jajkami a resztą składników. Ponieważ nie jestem jednym z carbonarowych purystów (a są tacy, jeden nawet prowadzi program kulinarny w tele 5 i krytykuje ludzi na forach internetowych), nie mam tej pozycji nic do zarzucenia. Lasagne MCM było o tyle ciekawe, że wyglądało bardziej jak cannelloni niż lasagne. MCM była zadowolona, jak dla mnie potrawa była nieco bez wyrazu. Ze wszystkiego co próbowaliśmy, w tym przypadku można było być jednak pewnym tego, że porcja była pomniejszona. Następnie wybór z karty padł na Farfalle di Concerto dla MCM oraz Tagliatelle Molto Bene dla mnie. Farfalle di Concerto to reprezentant makaronów zapiekanych, w którym kurczak, kiełbasa pepperoni i boczek spotykają się z sosem pomidorowym z bazylią. Dodatki mięsne były całkiem w porządku, jednak sos całkowicie położył potrawę. Smakiem, który praktycznie zagłuszał wszystkie inne był smak koncentratu pomidorowego, i to szczerze mówiąc nie najlepszego. Była to jedyna potrawa, której nie daliśmy rady do końca spożyć. Tagliatelle Molto Bene również rozczarowało, zwłaszcza, że w karcie zdjęcie tego dania jest na eksponowanym miejscu, zaś przy opisie znajduje się uwaga: "szczególnie polecany". Makaron dostaliśmy efektownie polany sosem czosnkowo-beszamelowym z szynką, suszonymi pomidorami, czarnymi oliwkami i rukolą. Wyglądało to faktycznie bardzo ładnie, niestety nie wynagrodziło faktu, że był praktycznie bez smaku. Kolejnymi degustowanymi potrawami były Farfalle o Sero Mio - czyli sos Alfredo zapiekany z serami: pleśniowym, ementalskim i mozzarella oraz Farfalle di Pollo - czyli makaron w białym sosie z kurczakiem, brokułami, czerwoną papryką i cebulą, zapiekany z serem cheddar. Pierwszy z makaronów był całkiem w porządku, drugi niestety, podobnie jak Molto Bene, okazał się prawie bez smaku. Para makaronów, którą zamówiliśmy w następnej kolejności, okazała się ostatnią dla MCM, która poddała się po niej i pozostawiła mnie samego na placu boju. W jej ramach zamówiliśmy Penne Pesto (wyjaśnienia zbędne) oraz Penne Salmone, czyli makaron z łososiem i szpinakiem wraz z sosem śmietanowym. Obydwa dania bardzo smaczne. Pesto podobne do słoiczkowego, co jednak samo w sobie nie jest niczym złym, o ile nie kupuje się słoików produkowanych dla pewnej sieci dyskontowej. Penne salmone było natomiast oryginalne, bardzo smaczne i uważam je za najjaśniejszy punkt posiłku, który mogę polecić każdemu. Samotnie degustując, wypróbowałem jeszcze dwa makarony - Tagliatelle Alfredo - czyli sos śmietanowo-serowy z kurczakiem i pietruszką oraz Tagliatelle Bolognese. Pierwszy z nich, generalnie poprawny, ale pisząc tę recenzję mogę stwierdzić, że zupełnie nie zapadł mi w pamięć, ani pozytywnie, ani negatywnie. Co do bolognese, to nie jestem w stanie powiedzieć tego samego. Po pierwsze od razu raził fakt, że w karcie bolognese podawane jest ze spaghetti. Wiem, że tak się już przyjęło (podejrzewam, że winą za to należy obarczyć "Zakochanego Kundla"), ale ragout Bolognese powinno się podawać z makaronem tagliatelle - tylko i wyłącznie. Ale to powiedzmy drobiazg, gorzej, że sos był zwyczajnie nie taki jak powinien. Prawdziwe bolognese jest sosem przede wszystkim mięsnym, a to, którego okazję miałem spróbować, było nie wiadomo jakim. Ogólnie kiepskie zakończenie posiłku i tego makaronu nie polecam. Podsumowując, Festiwal Makaronu jest ciekawą okazją na wypróbowanie umiejętności kucharzy z Pizza Hut. Wskaźnik cena - jakość (czy też raczej ilość), jest bardzo korzystny. Jeżeli będziemy się wystrzegać Farfalle di Concerto i Bolognese, i być może unikniemy tych mniej smacznych, możemy się całkiem przyjemnie najeść. Warto na pewno spróbować salmone i całkiem przyzwoitej carbonary. Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dołącz do nas na Facebooku: The Doctor Tagi: Pizza_Hut, pizza, pasta, makaron, spaghetti, lasagne, carbonara, farfalle, tagliatelle, penne Anonymus: panie autorze...farfalle Di concerto jest super grzes: Festiwal makaronów w obecnej formie jest kpiną z klientów gdyż spędziłem w restauracji 2 godziny i w tym czasie podano mi 8 porcji (kelner podszedł do mnie 8 razy nakładając mi za każdym razem łyżkę makaronu, dla jasności zjadłem 8 łyżek makaronu o różnym smaku). Średni czas oczekiwania na podejście kelnera z kolejnym makaronem to od 10 do 20 minut. Na zadane kelnerowi pytanie dlaczego tak długo muszę czekać na kolejny "makaron" usłyszałem, że zostało zamówione bardzo dużo "festiwali makaronu" w związku z czym kuchnia nie nadąża z przygotowaniem kolejnych porcji.
Nigdy dotąd nie spotkałem się z takim brakiem profesjonalizmu.
Nie dziwi mnie fakt oczekiwania na stolik w długiej kolejce kiedy klient aby mógł cokolwiek zjeść musi odsiedzieć 2 godziny aby otrzymać 8 łyżek makaronu.
Jednak muszę przyznać, że cała ta sytuacja denerwuje jak i bawi ludzi, którzy wodzą wzrokiem za kelnerem w nadziei, że to już pora na kolejną dokładkę.
Jak dotąd nie spotkałem się z tak wyrafinowanym traktowaniem klientów w negatywnym rozumieniu tego słowa. haah: heh dokładnie, też pracowałem w pizzy hut jako "kucharz" i potwierdzam, że tam wszystko jest gotowe, wystarczy zamieszać podgrzać i do podania, przykładowo sos do spaghetti bolognese to mieszanka sosu knora ze słoiczka i innego pomidorowego sosu, który przychodził już zamrożony. Równie dobrze można by się pokusić o recenzje makaronów z FIXu Anna: dla mnie z kolei Farfalle di Concerto było najlepszym makaronem, jaki wczoraj wypróbowałam :) Hanna: Drogi autorze. Pracowałam dla sieci Am-Rest, która jest właścicielem m.in. Piza Hut i musze Cię zmartwić: tam nie ma kogoś takiego jak "kucharz". wszystkie składniki makaronów przychodza do restauracji GOTOWE, wystarczy je tylko rozmrozić bądź posiekać, nawet kurczak cezar nafaszerowany jest konserwantami, bowiem przychodzi jako półprodukt, poddany wczesniejszej obróbce cieplnej. Pisać recenzję kulinarną dań z Pizza Hut to jak debatować nad jakością artystyczną "M jak miłość" w świecie filmu'
Pozdrawiam | Autor: The Doctor
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |