Bal Walentynkowy w Betmanowska Hall
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Ośla łączka (Wiśniowy Sad)

Restauracja: Wiśniowy Sad

(12.08.2010) Niestety jak wiele poprzednich, tak i ten rozdział stosunków Polsko-Rosyjskich obfitował w rozczarowania, zdrady i dramaty. A miało być tak pięknie.


Można by pomyśleć, że napisać druzgocącą recenzję jest o niebo łatwiej, niż tekst pozytywny. W końcu skoro było rozczarowanie, to jego powody bardzo łatwo zdiagnozować, podczas gdy źródła zadowolenia nie zawsze dają się tak łatwo zdefiniować. Mimo to, jak już kiedyś wspominałem, uważam się raczej za miłośnika, niż krytyka kulinarnego, dlatego pisanie niepochlebnych recenzji przychodzi mi zawsze z niejakim trudem. Tym razem niestety nie miałem już innej możliwości, bo rozczarowałem się srodze. Przeżycie było tym boleśniejsze, że moje "smaki" rezydowały właśnie na krańcach Europy Wschodniej, a czasami zapuszczały się nawet za Ural, by więc je zaspokoić, postanowiłem udać się do restauracji Wiśniowy Sad.

Jest to jedyny praktycznie przedstawiciel kuchni rosyjskiej (jako że Kalinka stanowi tę samą firmę, więc to w gruncie rzeczy to samo), więc wiedziony potrzebą zaspokojenia wspomnianych już smaków, nie miałem wielkiego wyboru. Specjalnie jednak na to nie narzekałem, bo o Wiśniowym Sadzie zdarzało mi się już słyszeć całkiem zachęcające opinie. I to chyba właśnie mnie zgubiło, bo do restauracji szedłem pełen optymizmu, pewny niemal, że na moje podniebienie czekają nie lada rozkosze. A wiadomo, jak się człowiek tak nastawia, to najczęściej czeka go rozczarowanie.

No ale po kolei... Siłą rzeczy malutkie wnętrze Wiśniowego Sadu, poznałem jako pierwsze. Moim zdaniem nie zaszkodziłoby mu delikatne odświeżenie, bo wszystko wydaje się tutaj naleciałością minionych lat. Może takie jest zamierzenie, może ma to tworzyć klimat typowego, rosyjskiego domostwa, gdzie od wrażeń artystycznych, ważniejsza jest serdeczność gospodarzy i przytulność izby, ale ja tego po prostu nie poczułem. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Rosję dało się tutaj odczuć, wypływała ona z każdego kątka, jednak nie była to Rosja, jaką chciałbym poznawać i w jakiej pragnę się rozsmakować.

Tym niemniej, zgodnie z moim przekonaniem, iż wystrój w restauracji to kwestia co najwyżej drugorzędna, bez strachu zamówiłem "Soliankę" (choć poprawną nazwą jest o ile się nie mylę "Solanka"), oraz Ragout po moskiewsku. Zupa, jak donosiło menu, miała zawierać oliwki, kapary i cynaderki. Wizja tych ostatnich napawała mnie, jeśli nie obrzydzeniem, to co najmniej poważnymi obawami, bo dość powiedzieć, że fanem jakichkolwiek podrobów nigdy nie byłem. Obawy te okazały się jednak płonne, jako że w menu powinno widnieć, iż Solianka zawiera ogórki, ogórki i ogórki, nic więcej nie było bowiem wyczuwalne. Mnogość składników mięsnych, które powinny być przecież znakiem rozpoznawczym solanki, zastąpiono jakimś tworem parówkopodobnym, który smaku dawał tyle, co nic. Również wspomnianych cynaderek nie udało mi się nigdzie wypatrzyć, chyba, że jeden jedyny kawalątek niezidentyfikowanego mięsa wielkości pół paznokcia, był właśnie cynaderką. Niestety było tego za mało by wyczuć nawet jakikolwiek smak, a Solianka powinna chyba raczej zostać nazwana czerwoną zupą ogórkową z parówkami, do tego niezbyt dobrą.

Pozostało mi już tylko czekać na Ragout w nadziei, że uratuje ono ten posiłek i ocali wizerunek restauracji. Niestety i tutaj kucharz udowodnił, że od Wiśniowego Sadu, bardziej nadawałby się na oślą łączkę. Duszona cielęcina z ziemniakami i grzybami (w ten sposób menu próbowało rozwiać nieścisłości związane z nazwą potrawy), przypominało rzadką i dość cieniutką potrawkę, która choć w smaku nie była taka ostatnia, to na myśl przywodziła stołówkowe obiady w czasach szkolnych. Nie wiem co prawda, jak jest teraz, ale za moich czasów, takie obiady smakiem nie porywały, a po restauracji spodziewam się jednak znacznie więcej. Litościwie przemilczę też kwestię wyglądu samego Ragout, bo odwołać bym się musiał do bardzo niesmacznych porównań.

W ten właśnie sposób samemu przyszło mi napisać kolejny rozdział w historii kontaktów Polsko-Rosyjskich. Niestety jak wiele poprzednich, i ten obfitował w rozczarowania, zdrady i dramaty. Choć uszczerbek na portfelu nie był wielki, to w boju poległo moje podniebienie, a nadzieje na dobre rosyjskie jedzenie w restauracji odniosły śmiertelne chyba rany. A miało być tak pięknie.

Podziel się ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym!Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Wiśniowy_Sad, restauracja, rosyjska, solianka, solanka, cynaderki, ragout


Wojtek (autor): A był w ogóle krytyk w rzeczonej knajpie i jadł solankę? Oraz czy jadł kiedykolwiek w życiu dobrą solankę? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedział nie, to niech zamilknie, bo nie wie o czym mówi (pisze). A jeśli chciałbym zamówić ogórkową z najpodlejszymi parówkami, to właśnie o nią bym poprosił.
2011-06-09 09:21:49

krytyk: Nie zna się ten Wojtek.Zamiast przewagi fajnych kiszonych ogóreczków chciałby zjeść 300 ml solonych kaparów? A są w tej zupie i kapary i oliwki, i owszem, trochę parówek/czytaj przepisy kuchni rosyjskiej/.Każdy ma smaki, które bardziej lub mniej pasują akurat jemu. A miało być dobrze?
2011-06-08 18:02:05

Wojtek (autor): Owszem, skupiam się na pozytywach, jeśli takowe są, ale jak już gdzieś było faktycznie tłumaczone, ani ja, ani nikt z recenzentów nie ma w zwyczaju wylewania w swoich recenzjach swych kulinarnych frustracji i uraz. Jeśli jest coś źle, coś co mi się nie podoba, to o tym piszę. I tak właśnie było w Wiśniowym Sadzie, gdzie przede wszystkim potężnie rozczarowałem się Solanką. Ale na szczęście nikt nie musi na mojej opinii bazować, ani się z nią liczyć, przeto jest to jedynie jedna, subiektywna opinia (jak każda recenzja zresztą).
2010-08-16 16:14:45

Adaskoo: Tak wogóle to śmieszne są te recenzje w GłębiSmaku. W zasadzie nie ma negatywnych. kiedyś ktoś mi wyjaśniał, że misją portalu jest skupianie się na pozytywach. Zaglądam do tych recenzji rzadko i w zasadzie zdziwiłem, się, że ta jest negatywna. Zresztą akurat nie zgadzam się z nią bo w Wisniowym Sadzie byłem i było ok. Zresztą, po pobierznym przeglądnięciu kilku recenzji - samych pozytywnych (także atora Wojtka), się z większością nie zgadzam. Dla mnie to śmiesznie to wygląda.
2010-08-16 12:20:07

Wojtek (autor): Sam rosyjskiego nie znam, więc kategorycznie się w tej kwestii nie wypowiadam, ale powołując się na źródła: "Często stosowana nazwa soljanka jest niepoprawną transkrypcją z alfabetu rosyjskiego, gdyż rosyjskie я po л powinno się zapisywać jako a (zgodnie z zasadami Słownika języka polskiego), podobnie niepoprawny jest zapis solianka."
2010-08-13 14:27:59

yureq: Solianka to jak najbardziej poprawna nazwa. Solanka to w ciechocinku.
2010-08-13 07:44:27


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter