
Tajskie towary (Samui)Restauracja: Samui (26.06.2010) Zabrakło prawdziwych tajskich "smaczków", ale smak kuchni w Samui jest całkiem niezły. Zapewne Tajlandia jest krajem wielu wspaniałości, cudów i lokalnych smaczków, jednak nie ma się co oszukiwać, w świecie znana jest przede wszystkim z jednego. Świeżutki, apetyczny, przystępny (cenowo i nie tylko), pasjonująco egzotyczny, a na życzenia, także przyjemnie pikantny. Wszystko to można powiedzieć o głównym towarze eksportowym tajskiej ziemi... Ale kuchnie też mają tam całkiem niezłą i wstydzić się jej nie muszą.Niestety nasz kraj wciąż pozostaje w rozwoju kilka lat za afroamerykanami i trudno w pełni docenić, ba, trudno w ogóle zakosztować w Polsce głównego dobra Tajlandii, dlatego spragnionym egzotycznych przyjemności pozostaje smakowanie tajskiej kuchni. Marny to substytut, ta egzotyka i pikanteria jeno dla języka, ale miło czasami przy tajskim jedzeniu pomarzyć o zgoła innych, tajskich przyjemnościach. No a co by nie mówić, to ulica św. Filipa, gdzie mieści się tajska restauracja Samui, marzeniom takim z pewnościom sprzyja, choć lokalne "kolorytki", to niestety nie to samo, co egzotyczne "smaczki". Na szczęście wnętrze restauracji pozwoliło myślom raz jeszcze odpłynąć w stronę tajskich kobiet, a raczej dziewczątek. Podobnie jak one, wnętrze było niewielkie, estetyczne i świeże, choć nieco toporne. Dało się też zasmakować pewnej egzotyki wystroju, który, na szczęście poszedł śladem egzotycznych kobiet i nie ukrywał swych wdzięków pod zbyt wieloma fatałaszkami. Marzenia pozostawiwszy jednak marzeniami, trzeba zatroszczyć się było o inne potrzeby fizjologiczne i coś zjeść. Jako się rzekło pikanteria jest znakiem rozpoznawczym tajskich specjałów, wstyd byłoby się z nią bliżej nie zaznajomić. Dlatego kiedy ponownie pojawiła się kelnerka (choć o typowo słowiańskich rysach, stylizowana na "przysmak" orientalny), otrzymała zamówienie na pikantne czerwone curry z wieprzowiną oraz, w ramach zachowania równowagi w przyrodzie i żołądku, kaczkę w sosie miodowym. Ciekawość kazała też zamówić tajską ciekawostkę w szerokim świecie kompletnie nie znaną - napój Guawa "Foco" (nawet googlowanie niewiele daje). Wracając jeszcze do słowiańsko-tajskiej mieszanki kelnerskiej, dziewczę to było wyjątkowo "niepociumane" i dowiodło tym samym, że długotrwałe przebywanie się na styku tak różnych kultur, może być szkodliwe. Na jej szczęście, niebrzydka buzia sprawiła, że roztargnienie, zamiast uciążliwym, było jedynie pociesznym, a momentami nawet zabawnym, tym bardziej, że potrawy dostarczyła na stół w stanie nienaruszonym, więc trwałych szkód nie wyrządziła. Nie zaszkodziło również curry, choć jak przekonał się świętej pamięci David Carradine (legenda kina akcji, znany między innymi z roli Billa w firmie Kill Bill, który zmarł w nie do końca jasnych okolicznościach podczas pobytu w Tajlandii - przyp. red.), pikanteria tajskich "smaczków" bywa niebezpieczna. Tym razem obeszło się na szczęście bez śmiertelnych zejść, jeśli oczywiście nie liczyć wieprza, który poświęcił się, by w curry znaleźć mogło się soczyste, przesycone aromatem potrawy mięsko. Poświęciły się też małe, żółte rączki, dzięki którym curry towarzyszył ryż jaśminowy. A jedzenie takiego połączenia nie było już poświęceniem, ale czystą i bardzo ostrą przyjemnością. W porównaniu z curry, miodowa kaczka była wręcz krynicą łagodności oraz fontanną subtelności i choć była ona także zalewem smakowej poprawności, to niestety ciekiem dominującym było lokalne rozlewisko przewidywalności. No a Guawa "Foco", jak można się było spodziewać, było zwykłą oranżadką, ale o nieznanym wcześniej smaku. Zgodnie z przewidywaniami, nie spełniły się też marzenia o deserze zafundowanym przez restaurację, na który składałyby się główne towary eksportowe Tajlandii. Pozostało cieszyć się wspomnieniem curry, bo to właśnie ono uczyniło wizytę w Samui godną uwagi, a kto wie, może i godną powtórzenia, kiedy już do karty włączone zostaną nowe "desery". Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Aleks Tagi: Samui, restauracja, tajska, curry, wieprzowina, kaczka mac: A o jakim to głównym towarze eksportowym autor wspomina? Aleks: I to jest najbardziej niestosowny fragment całego tekstu? :) No to nie jest jeszcze tak źle :) Swoją drogą, jaki rasizm, toż to jest partyzancka walka o wolność, równość i braterstwo dla naszych skośnookich braci i sióstr, których małe żółte rączki bywają notorycznie wykorzystywane. x: "Poświęciły się też małe, żółte rączki (...)"?
Dawno nie przyszło mi czytać tak rasistowskiego i niestosownego komentarza. | Autor: Aleks
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |