
Pułapka smaku (Genji)Restauracja: Genji (19.06.2010) Po raz kolejny opuszczałem Genji najedzony (a właściwie, to przez własne łakomstwo, przejedzony) i bardzo zadowolony. Ponad dwa lata minęły zanim zdecydowałem napisać o jakimś miejscu powtórnie. Oczywiście zdarzało mi się wracać do opisywanych restauracji, ale wizyty te nigdy nie wzbudziły emocji dostatecznie silnych, ani też nie zagwarantowały smaków na tyle odkrywczych i odmiennych, by dawało to asumpt do opisywania ich po raz kolejny. Tak było aż do dziś, gdyż w pamięci wciąż mam moją ostatnią wizytę w Genji.I już na wstępie należy się restauracji pochwała i słowa uznania, gdyż cała wizyta była niejako prezentem urodzinowym od restauracji. Tak, tak, można w naszym kraju dostać coś za darmo. Wystarczyło, że podczas poprzedniej wizyty wypełniłem swoimi danymi mały karteluszek, by dostać od restauracji niespodziewany prezent na urodziny - bon na 50zł, któryż to bon, bez zbędnego przemyśliwania, poszedłem wykorzystać. Kelnerka jak zwykle okazała się dziewczęciem bardzo miłym i uczynnym, choć zbytnio się nie namęczyła, gdyż zarówno rozkład salek, rozsianych po całej piwnicy, jak i menu, znałem już dobrze. W końcu Genji, to miejsce, gdzie już nie raz i nie dwa, bywałem i w gruncie rzeczy się jeszcze nie zawiodłem. Dlatego też wygodnie rozsiadłem się przy stoliku i szybkim rzutem oka przypomniałem sobie skład poszczególnych zestawów lunchowych, miałem bowiem chęć na coś nowego. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, a wybór padł na zestaw Cheyuk Bento, jednak powodowany łakomstwem i miłymi wspomnieniami, zamówiłem także porcję kimche. I w ten właśnie sposób, po raz kolejny wpadłem w pułapkę... Owa pułapka związana jest ze wspomnianymi zestawami, które lunchowymi są tylko z nazwy, bowiem oferują ilość jedzenia, którą nawet w ramach sutego obiadu, trudno byłoby przejeść. A słowa te z moich ust mówić powinny sporo, w końcu do osób najbardziej powściągliwych w kwestiach jedzenia nie należę. Koniec końców, zestaw udało mi się zjeść chyba tylko siłą woli, natomiast lot na oparach łakomstwa wystarczył na dotarcie już tylko do połowy kimche. Drugą połowę musiałem, z ogromnym bólem serca, pozostawić. Choć mówiąc szczerze, nie zrobiło ono już na mnie takiego wrażenia jak za pierwszym razem. Może to dlatego, że teraz wiedziałem, czego się spodziewać i obiecywałem sobie bardzo wiele, albo po prostu ta partia nie była już aż tak udana. Jednak to minimalne rozczarowanie zostało wręcz zmiecione z powierzchni pamięci przez Cheyuk Bokum, czyli smażoną, pikantną wieprzowinę, która była podstawą wybranego zestawu. Fantastycznie smakowita i wspaniale ostra, z każdym kolejnym kęsem dowodziła kunsztu szefa kuchni. Wstydzić nie miały się czego również Yaki Gyoza - smażone pierożki, które też wchodziły w skład zestawu. Już same z siebie były bardzo dobre, jednak mi w pamięć najbardziej zapadł podany do nich sos. Choć powstał on na bazie chili, oferował smak dotąd przeze mnie nie spotkany i zajął drugie, po sambalu, miejsce wśród moich ulubionych sosów. Zawiodło tylko sushi, a konkretnie futomaki, które, choć dobre, wyglądały na wykonane nader niechlujnie i rozpadały się zanim udało się je dotransportować do ust. Mimo tej drobnej niedogodności, po raz kolejny opuszczałem Genji najedzony (a właściwie, to przez własne łakomstwo, przejedzony) i bardzo zadowolony, tym bardziej, że około półtorej godziny wspaniałych kulinarnych doznań, nie kosztowało mnie ani złotówki. Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Wojtek Tagi: Genji, restauracja, japońska, koreańska, lunch, kimche, cheyuk, bokum, wieprzowina, yaki, gyoza, pierożki, sushi, futomaki | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |