
Trzy kolory: (Bordo)Restauracja: Bordo (07.06.2010) Niska cena i związane z nią miłe rozczarowania jakością stały się tematem przewodnim wizyty w Bordo - miejscu, gdzie zapewne jeszcze nie raz powrócę. Lubię jak wyjście do restauracji jest wyjątkową okazją. Lubię je planować, zawczasu przeglądać menu, by idąc, z góry wiedzieć, co tego dnia będę jadł. Lubię o wyjściu myśleć już na kilka dni przed i wspominać je przynajmniej kilka dni po. Lubię to wszystko, jednak świadom jestem faktu, że nad to co lubię, często przychodzi przedkładać jedzenie proste, tanie i bez zobowiązań, w miejscach, gdzie bez wyrzutów sumienia do obiadu wypiję piwo, miast wina. Takim właśnie miejscem jest Bordo.Jest to stosunkowo nowa knajpka przy ulicy Gołębiej. Jej wąskie wnętrza urządzono (nie wkładając w to nazbyt dużego wysiłku) w stylu pubowym, jednak pozostał to przybytek przede wszystkim gastronomiczny. Przyznam szczerze, że z lektury tamtejszego menu nie zapamiętałem praktycznie nic, gdyż moją uwagę od razu przykuła odręcznie napisana wkładka lunchowa, która pozostawiając po kilka pozycji do wyboru, obiecywała trzydaniowy obiad w cenie 12 czy też 13 złotych. Nie deliberując zbyt długo, postawiłem na taki właśnie zestaw, na który złożył się żurek, filet smażony z frytkami i surówkami oraz sernik. Co ciekawe, menu nie zdradzało proweniencji owego fileta, więc przed zamówieniem upewniłem się jeszcze u kelnerki, że na moim talerzu znajdzie się drób, tak jak zakładałem. Swoją drogą, obsługa w Bordo okazała się bardzo specyficzna, bowiem aż do ostatniej chwili nie zdradzała swego zajęcia, ni to ubiorem, ni to zachowaniem. Zarówno trochę nieobecna dziewczyna, jak i nieco roztrzepany chłopak, aż do ostatniej chwili umiejętnie ukrywali swe role w restauracji. Łączyło ich jeszcze jedno - oboje wykazywali absolutną niezdolność do uśmiechania się, co, bez ingerencji chirurgicznej, znamionować musiało długie lata wyczerpujących treningów w tej materii. Ale, że swoje zadania wykonywali bez większych zarzutów, powstrzymam się od dalszych złośliwości i przejdę powoli do meritum. Konsumpcja, jak nie trudno zgadnąć, rozpoczęła się od żurku i przyznać muszę, że rozpoczęła się z bardzo wysokiego C. Jadałem już tę zupę w najróżniejszych restauracjach,w tym także wyróżnianych przez prestiżowy przewodnik Michelin (gdzie, nota bene, zupę doprawiono mi włosem), ale nigdzie jeszcze nie spotkałem się z żurkiem tak dobrym, jak w tym niepozornych i na pierwszy rzut oka niezbyt ciekawym Bordo. Nie znalazłem w nim jaj przepiórczych czy też strusich, bo i po co, skoro zwykłe kurze do żurku są idealne. Żurek nie był za kwaśny, ale wyrazisty. Nie za rzadki, ale wyciągnięcie zeń łyżki też problemu nie stanowiło. O dziwo nie brakowało w nim też kiełbasy, bo żurek to nie żadna szynka parmeńska, żaden bekon czy wędzonka. Żurek, to prosta kiełbacha - biała lub ta najzwyklejsza swojska, tradycyjna, czy jak ją kto tam nazywa. A jeśli jest jeszcze chuda, tak jak w Bordo, to tylko dodatkowy plus. Danie drugie nie dostarczyło już tak wielkich wzruszeń, ale dostałem dokładnie to, co mi obiecano - kilka większych lub mniejszych kawałków smażonego kurczaka, sporo frytek i cztery surówki. Mięso podczas obróbki cieplnej, nie straciło na szczęście całej wilgoci, więc dostarczało bardzo pospolitych, ale jednak sympatycznych doznań smakowych. Frytki absolutnie niczym w pamięci się na zapisywały pozostawiając idealnie neutralne wrażenie. Najmilej zaskoczyły surówki, których różnorodność, szczególnie w takim miejscu, była przyjemną niespodzianką. Deser w postaci sernika w gruncie rzeczy także stanowił miły akcent. Bałem się, że poza ziemniakami, niewiele więcej będzie w nim czuć. A tutaj proszę, sernik jak z przyzwoitej sieciowej cukierni. Słodki i jadalny, czyli i tak znacznie więcej niż się spodziewałem w pamięci wciąż mając bardzo niską cenę. Zresztą niska cena i związane z nią miłe rozczarowania jakością stały się tematem przewodnim wizyty w Bordo - miejscu, gdzie zapewne jeszcze nie raz powrócę, by w niepozornym otoczeniu i za niewielką cenę całkiem smacznie się posilać. Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Wojtek Tagi: Bordo, restauracja, Gołębia, lunch, tanio, żurek, kurczak, sernik HEJO: a wystrój jest w kolrze BORDO? Wojtek (autor): Któż to wie :) HEJO: ale dlaczego BORDO się nazywa?? Wojtek (autor): Droga sernikofanko, do sernika dodaje się niekiedy ziemniaków, by zwiększyć ich masę, także gdy trafisz na sernik zbity w sobie, ciężki i o niewyraźnym smaku, oznacza to, że zapewne ziemniaków dodano zbyt dużo. Niestety im niższa cena za sernik (nie mówię tutaj już akurat o restauracjach), tym większa szansa, że ziemniaki dodane były w zbyt dużych ilościach. sernikofanka: Odkąd to w serniku czuje się ziemniaki??? | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |