Restauracja Zielona Kuchnia... to miejsce prawdziwe
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Tajemnice Pudełka (Pudełko)

(18.05.2010) Potrawy tu i tam można pewnie jeszcze dopracować, ale sam pomysł i idea miejsca wydaje mi się trafiona. A do tego wszystkiego mamy jeszcze atmosferę, do której po prostu chce się wracać.

​Recenzję tę chciałem zadedykować pamięci osoby bardzo mi bliskiej, która odeszła od nas o wiele za wcześnie, mając zaledwie 25 lat, pozostawiając rodzinę, przyjaciół i bliskich w wielkim smutku, żalu i rozpaczy.

Niestety ja sam znałem Iwonę znacznie krócej i znacznie mniej niż bym chciał, jednak i tak zdążyłem się przekonać, jak cudowną była osobą. Zawsze gotowa nieść pomoc i dawać wsparcie osobom wszystkim, którzy tego potrzebowali. Była także wielką fanką naszego portalu, maniaczką czekolady, szczególnie tej wedlowskiej na gorąco, a także gorącą orędowniczką zdrowego odżywiania się. Wiem Iwonko, że bardzo polubiłaś Pudełko i mnie samego ogarnia rozpacz, że już nigdy się tam nie spotkamy, pozostaje mi mieć nadzieję, że jesteś już w lepszym miejscu. Spoczywaj w pokoju.


Nie łatwo jest na rynku gastronomicznym znaleźć niezajętą jeszcze niszę. Wydawać by się mogło, że w ten czy inny sposób każdy koncept i pomysł został już wykorzystany i zrealizowany. Ale mimo wszystko restauracji Pudełko się to udało. Choć może nazwa na to nie wskazuje, jest to restauracja wegetariańska. Nie kolejny bar nastawiony głównie na studentów, gdzie mdłe jedzenie wygrzewa się w odstraszających bemarach, a właśnie wegetariańska restauracja, czyli coś, czego w Krakowie jeszcze nie było.

Pudełko zastąpiło na ulicy Meiselsa inną knajpę - Debiut. Wnętrze zostało jednak całkowicie odmienione - dawniej ciemne, przytłaczające i często niestety zadymione, teraz zachęca otwartością, jasnymi kolorami oraz różnorodnością i oryginalnością ściennych dekoracji. Choć tą ostatnią w pełni docenić można dopiero przekonawszy się, że każdy z bibelotów ma swoją historię i przywiezionym został z egzotycznych podróży właścicieli, którzy ciekawych wegetariańskich przepisów szukali na wszystkich bez mała kontynentach.

I faktycznie, menu zabrało mnie w podróż dookoła świata i postawiło przed nie lada dylematem. Ostatecznie zdecydowałem się na smaki dalekowschodnie w postaci Nasu no soba, czyli japońskiego makaronu gryczanego z bakłażanem i grzybami mun (o wyborze zadecydowała obecność bakłażana), a także na koreańskie placki warzywne z pikantnym sosem (tutaj przekonało mnie pikantne otoczenie).  

Szczerze mówiąc najbardziej ciekaw byłem makaronu soba, który stanowił novum dla moich kubków smakowych. Jednak poza kolorem (nieco ciemniejszym, ziemistym), nie odbiegał on bardzo on swojskiego makaronu pszenicznego. Owszem, był może ciut twardszy (choć to zapewne kwestia długości gotowania), dało się też wyczuć odległy posmak przypominający orzechy, ale nie rozpalił on ognia rewolucji smakowej. Niemniej jednak, cała potrawa do gustu mi przypadła bardzo. Makaron, uzupełniony bakłażanem (z cieniem charakterystycznej goryczki), grzybkami mun oraz lekko słodkawym sosem, znikał z talerza w zastraszającym tempie (a porcja wcale do najmniejszych nie należała).

Mimo tego, że pierwszy głód został zaspokojony, postanowiłem spróbować chociaż wspomnianych placków warzywnych, które podobno wśród jedzących zawsze wywoływały skrajne emocje. Początkowo podchodziłem do nich bez nadmiernych emocji, jednak taka zapowiedź sprawiła, że czekałem na nie z rosnącą niecierpliwością. Ale gdy się już pojawiły, byłem nieco rozczarowany. Nie ich smakiem, bo był on niezły, ale tym, że u mnie żadnych intensywnych, czy skrajnych odczuć te placki nie wywołały. Była to mieszanka grubo utartych warzyw usmażona w formie swojskich placków ziemniaczanych. Tutaj także dało się wyczuć bakłażana, choć tym razem mógłbym się już obyć bez tej goryczki, szkoda więc, że przed utarciem nie został pozbawiony skórki. Do tego wszystkiego podano sos chili, nie kupny "gotowiec", a samodzielnie przygotowywany w restauracji pikantny dressing dla moich placków. Nie był to, co prawda, preferowany przeze mnie, ekstremalny poziom ostrości, ale osobom o nieco normalniejszych gustach, z pewnością przypadłaby do gustu jego delikatność. Tak, delikatność właśnie, bo choć pikanteria była dobrze wyczuwalna, nie był to taki jej typ, który sprawia, że nie jedna łezka się w oku kręci.

Na tym zakończyło się zgłębianie zawartości Pudełka. Okazało się to zajęciem wcale przyjemnym. Potrawy tu i tam można pewnie jeszcze dopracować, ale sam pomysł i idea miejsca wydaje mi się trafiona. A do tego wszystkiego mamy jeszcze atmosferę, do której po prostu chce się wracać.

Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym! Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Wojtek

Tagi: Pudełko, restauracja, wegetariańska, makaron, gryczany, bakłażan, placki


Wpisz komentarz:
Podpis:
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kurczak, pizza, makaron, polska, tagliatelle, Festiwal, pierogi, żurek, włoska, szynka, Pierogów, melon, Pizza_Hut, Any_Time, crostini, polędwica, Scandale_Royal, zniżka, boczek
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter