
Kalejdoskop smaków (Magillo)Restauracja: Magillo (30.04.2010) Magillo to miejsce do którego warto się wybrać, a czy będziecie wracać zdecydujecie sami. Ja będę i to z pewnością dość często. Jest takie miejsce w Krakowie pełne kulinarnych sprzeczności. Raz smacznie, innym razem zupełnie mdło, raz fascynująco i tajemniczo, przy kolejnej okazji prosto, albo wręcz pospolicie. Ale warto iść do Magillo i samemu się przekonać. Ale pisząc o tej restauracji, nie sposób nie poruszyć jednej kwestii - kwestii istnienia i funkcjonowania restauracji biesiadnych, bo właśnie tym jest Magillo. I niech Was nie zmyli pierwsza sala urządzona na elegancko - to nie Wierzynek. I dobrze. Mam wrażenie, że coraz częściej mamy dość napuszonych restauracji, straszących kelnerami śledzącymi każdą naszą kulinarną pomyłkę. Chcemy żeby dobrze obsługiwali, ale jedzeniem chcemy się cieszyć bez skrępowania. A w eleganckich restauracjach króluje pewna, z góry ustalona konwencja. Jemy nożem i widelcem (nawet żeberka czy pieczonego kurczaka), jemy zawsze najpierw przystawkę, a dopiero potem zamawiamy zupę, no i oczywiście musimy znać terminologię. Bywa więc, że zupa to nie zupa ale esencja, sos to nie sos, tylko salsa, i inne "carpaczja", "tiramizje" czy "brulekremy". A my wolimy czasem od tego odpocząć i taki odpoczynek można w Magillo znaleźć.Bywam tam albo z rodziną, albo Magillo bywa u nas. Obie opcje możliwe, mają swoje wady i zalety. W lokalu wszystko podadzą do stołu, można pogrymasić nad kartą, pozastanawiać się, można pooglądać wszelakie zwierzaki od żółwi czerwonolicych poczynając, przez kajmany i gadającą papugę, aż po kangura i jego kumpla z zimowego wystroju - renifera. Ale te atrakcje raczej dla dzieci. No i jeszcze jest małpka przed którą milusińskich trzeba chronić, bo palce może poodgryzać. Są minusy. Czekanie… Niejednokrotnie dłuższe niż w przypadku dowozu do domu. Rekord - 60 minut czekania na zupę. Kelnerzy tacy sobie. Paradoksalnie lepiej się sprawują, jak gości tłum, bo jak gości niewielu, to tak jakby się oni, goście znaczy, niewidzialni chwilami stawali. Można też z Magillo zamówić wszystko do domu. Zawsze gorące i spakowane w eleganckie plastikowe pojemniki. Można mieć jednak niemiłą i mało smaczną niespodziankę... Pewnego razu na przykład, zamówiliśmy naleśniki z jabłkami i cynamonem, które podawane są z owocami i bitą śmietaną. Niestety tym razem jeden z naleśników okazał się być niedokończonym (nieopanierowanym) krokietem z mięsem… Mówię Wam ohyda. Ale na plus - więcej wpadek nie mieli. Ale dość tego wszystkiego. Czas na gruntowny przegląd menu. A będzie gruntowny ponieważ od kilku miesięcy dość często bywamy w Magillo lub zamawiamy dania na wynos. Zupy. Jako pierwsza niech będzie grzybowa w chlebie. Bardzo dobra, aromatyczna i faktycznie grzybowa, ale niestety chlebem jeszcze nigdy się nie popisali. Bezpłciowy i bez charakteru, a uwierzcie mi na słowo, że chleb potrafi mieć charakterek. Barszcz czerwony chyba jeden z najlepszych, jakie można zjeść w Krakowie, czy z uszkami czy z krokietem, zawsze poezja. Gulaszowa w czarcim kociołku okazała się zupą smaczną, z charakterem, gęstą i bardzo pożywną. Warto ją zamówić będąc na miejscu, bo kociołek prezentuje się bardzo dobrze. No i wreszcie cebulowa z grzankami. Cebulę, jak należy, zeszklono najpierw na maśle, ale białego wina w niej brakło, grzanki były rozmoczone, a ser żółty posypany pietruszką, która tam zupełnie nie pasuje, więc tę akurat pozycję uznać mogę jedynie za zadowalającą. Specjały Młynarza. Pierogi... Próbowałam z mięsem - wyśmienite, mięso drobno zmielone, dobrze przyprawione, porcja słuszna, z kapustą i grzybami - całkiem smaczne i ruskie - twarde z kompletnie bezpłciowym farszem. Bo ruskie to przecież żywa pierogowa legenda, to narodowy kulinarny obowiązek, a tu ani soli, ani pieprzu, ani sera, ani ziemniaków, ani cebuli wyczuć się nie dało. Porażka. Ale za to za każdym razem wychodzą im przepyszne naleśniki z jabłkiem i cynamonem. Jabłko dobre, aczkolwiek podejrzewam, że ze słoika, takiego litrowego dostępnego w każdym spożywczaku. Dania z wołowiny. Bryzol z pieczarkami będę oceniać jako pierwszy. Mięso miękkie, dobrze doprawione, pieczarek naprawdę cała góra. Placki po węgiersku z sałatką dobre, a bywają nawet bardzo dobre. Porcja olbrzymia i do tego masa pysznego wołowego mięsa, kruchego i wyrazistego w smaku. Kolejnym smacznym daniem okazała się sztuka mięsa w sosie chrzanowym, który jak mi się do niedawna wydawało był sosem zapomnianym, a tu taka niespodzianka i to smaczna. Dania z cielęciny. Z tych dań spróbowałam giczy cielęcej po szlachecku, która przeraziła mnie swoją wielkością. I ceną. W/w 100 gramów 6,90… Bardzo mylące. Moja warzyła około kilograma. Ale smak zrekompensował wszystko. Polecam obgryzać bez skrępowania, widelcem będziecie to jeść około godziny albo i dłużej. Dania z wieprzowiny. Prawdziwie wieprzowy i całkiem smaczny okazał się kotlet schabowy z kością. Kotlety klasyczne, dobrze zbite, opanierowane z chrupiącą skórką. A jak do nich dodać ziemniaczki gniecione z masełkiem i zasmażaną kapustę, to palce lizać. Dania z drobiu. Zacznę od kompletniej klapy, niewypału smakowego. A szkoda. Nie udała im się kaczka na chrupko. Fakt, może była chrupka zanim stała się wysuszonym na wiór, niesmacznym kawałkiem bezpłciowego cyca. Profanacja. Filet z kurczaka po włosku próbowałam już trzy razy i za każdym razem był pyszny, gdy tak sobie spoczywał pod delikatną warzywno-serowo-śmietanową kołderką. Kurczak w sezamie niezły, niestety sezamu można by szukać z lupą. Nazwałabym go kurczakiem w cieście i byłoby nie tylko smacznie, ale i dużo bardziej adekwatnie. Z dań innych próbowałam jeszcze penne z kurczakiem w sosie pomidorowo-czosnkowo-śmietanowym. Poezja posypana żółtym serem.. Penne ma tylko jeden mankament - w dostawie do domu wielkość porcji jest bardzo różna od tej w lokalu i czasem pychota trwa zdecydowanie za krótko. Próbowałam też łososia z rusztu, ale nie polecam. Jakoś nie doprawiony, a przede wszystkim suchy. Wspomnę jeszcze o sałatce cezara. Niestety porażka. Niestety, bo to jedno z moich ulubionych dań i na dodatek dobrze wiem, jak je przyrządzać. Sieczka sałat w wodnistym sosie i na to rzucone ochłapy anchois. Na koniec coś na słodko. Śliwki duszone ze słodkimi kluseczkami i sorbetem pomarańczowym. Deser smaczny i przede wszystkim bardzo ciekawie połączone składniki. Ach, no tak, zapomniałabym o rzeczy najważniejszej i najbardziej zachwycającej. Choć to zaledwie dodatek do dań głównych, prawda jest taka, że od pewnego czasu do Magillo wracam dla boskich buraczków zasmażanych. Będąc tam po prostu musicie ich spróbować! Podsumowując, Magillo to miejsce do którego warto się wybrać, a czy będziecie wracać zdecydujecie sami. Ja będę i to z pewnością dość często. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Aneczka Tagi: Magillo, restauracja, pizzeria, zupa, grzybowa, barszcz, cebulowa, pierogi, naleśniki, kotlet, schabowy, kaczka, kurczak, gicz, bryzol, wołowina, penne, łosoś, sałatka_cezara, śliwki, buraczki | Autor: Aneczka
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |