
Skandalicznie krolewska uczta (Scandale Royal)Restauracja: Scandale Royal (30.03.2010) Mimo pojedynczych zgrzytów, wieczór degustacyjny upłynął mi niezwykle miło, a sama jego idea mnie urzekła i mam nadzieję, że będzie jak najczęściej powtarzana. Dziś mam ochotę pominąć całkowicie wstęp i bez zbędnych ceregieli przejść do części najważniejszej i przeze mnie ulubionej - jedzenia. Tym bardziej, że materiału poglądowego zebrało się wyjątkowo dużo, gdyż w końcu opisać postanowiłem moją je,dyną jak dotąd, wizytę w Scandale Royal. Miała ona miejsce, gdy restauracja wprowadzała nowości do swego menu, a by to uczcić, organizowane były wieczory degustacyjne, a takiej okazji nie mogłem przegapić. Dlatego też kwieciste wypowiedzi i obrazowe porównania, ustąpić dziś będą musiały miejsca dłuższej niż zwykle opowieści o mych kulinarnych perypetiach i smakowych podbojach. A było to tak...Do Scandali pójść chciałem od dawna, właściwie od ich powstania jakoś tak niecałe dwa lata temu, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie - najczęściej niestety kwestie finansowe, bo z pewnością nie jest tam tanio. Miejsce to, miało jednak w sobie coś... nie wiem czy aż królewskiego, ale na pewno arystokratycznego. Z reguły omijałem takie miejsca, mając je za siedliska snobów i innej warszawki, aczkolwiek tutaj przyciągały mnie piękne i doskonale skomponowane wnętrza, jak i nie mniej atrakcyjna obsługa. Jednak tym co o wizycie zadecydowało, była rewelacyjna idea wieczoru degustacyjnego, dzięki której mogłem spróbować wszystkich nowych specjałów w niezbyt wygórowanej cenie. Wieczór rozpoczęły przystawki... Skandynawski pucharek wędzonych ryb nieco rozczarował. Jak wiadomo wielkim znawcą, ani koneserem ryb nie jestem, ale jeśli o mnie chodzi, to wędzona kompozycja niczym się nie wyróżniała. Powiem więcej, lepsze wędzone ryby jadałem swego czasu nad polskim morzem. Wegetariański tatar z buraków z dodatkiem sera sojowego, to już kompletnie nie był mój smak. Za burakami w formie innej niż barszcz czerwony nie przepadam, a serek wcale nie poprawił sytuacji. Wszystko miało jak dla mnie lekki posmak spalenizny, choć przypalić się tam w gruncie rzeczy nie miało co. W każdym razie ta pozycja pozwoliła wysnuć wniosek, że wegetarianie po królewsku w Scandale Royal traktowani nie są. Wszystko to poszło jednak w niepamięć, gdy spróbowałem pierogów z Fois Gras zapiekanych z sosem z borowików. Wyśmienite, cudowne, po prostu niebo w gębie. Mówię to ja, który do wątróbki pałał zawsze obrzydzeniem i szczerą nienawiścią. Co więcej, mówię to dobrowolnie i będąc w pełni władz umysłowych. Pierożki z fois gras mnie po prostu oczarowały i całkowicie bez znaczenia pozostał fakt, że sosu grzybowego nawet tam nie poczułem. Po przystawkach i należnej przerwie, rządy na talerzach objęły ryby i owoce morza... Choć trudno nazwać porcję degustacyjną słuszną, to stek z tuńczyka po prowansalsku, roztaczał wokół siebie taką właśnie aurę. Masywny kawał jednej ze smaczniejszych moim zdaniem ryb, z pewnością potrafił sprawić, że ich miłośnicy będą więcej niż usatysfakcjonowani. Następne w kolejce czekało szafranowe risotto z małżami św. Jakuba. Pyszne, aromatyczne, ziołowe, jędrne małże, stanęły okoniem wobec słodkawego, mdłego risotto, w którym wpływ szafranu zakończył się na akcentach kolorystycznych, bo w smaku był nieobecny. Aż żal było patrzyć, jak przepyszny małż marnuje się w tak nieadekwatnym towarzystwie. Phad Thai z krewetkami, które wieńczyło tę część wieczoru, było bardzo dobre - tak po prostu. Nie zabrakło w nim, ani makaronu, ani przypraw, ani krewetek, ani, co najważniejsze, smaku. Kolejnym punktem programu były dania główne... Filet z perliczki okazał się lekkim rozczarowaniem. Nie dlatego, że był zły, bo przyczepić się absolutnie do niczego nie mogłem, ale nazbyt mi on kurczaka przypominał, w związku z czym, przeszedł bez echa. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy moje kubki smakowe poczęły pastwić się nad polędwiczkami wieprzowymi ze śliwkami. Niby do niczego z pretensjami wystąpić nie mogłem, ale mięso było boleśnie prostolinijne, a śliwki przypominały mi najzwyklejszą śliwkową konfiturę, czy wręcz dżem z kawałkami owoców. W ten właśnie sposób, danie pozbawione zostało głębi. Na szczęście na koniec zostawiłem sobie polędwicę wołową ze smardzami. Na szczęście, bo gdy tylko jej spróbowałem, wiedziałem, że oto właśnie jem niekwestionowaną gwiazdę wieczoru. Mięso z wdziękiem i wprawą profesjonalnego akrobaty, niczym na linie, balansowało na granicy krwistości, dostarczając nie lada emocji swym wspaniałym smakiem. Jedynym minusem był niedosyt, który pozostał, po niewielkiej porcji degustacyjnej. Zbliżając się powoli do końca wieczoru, nadeszła pora na desery... Bardzo zaciekawiła mnie szczególnie jedna z awizowanych pozycji, a mianowicie sushi z owocami egzotycznymi. Z jednej strony ciekaw byłem, w jak dużym stopniu odtworzona zostanie forma sushi, a w szczególności czym zastąpione zostaną glony nori. Z drugiej strony, zaintrygowały mnie owe egzotyczne owoce i bardzo chciałem ich spróbować. Niestety "sushi" okazało się kupką ryżu na słodko, a wśród owoców "egzotycznych" znalazła się między innymi, niespotykana na naszych szerokościach geograficznych, truskawka, czy równie rzadka brzoskwinia z puszki. Dobrze chociaż, że trzeci z owoców pozostał tajemnicą i nadrabiał egzotyką. W drugiej kolejności dane mi było spróbować creme brulee, deseru tyleż wdzięcznego, co oklepanego i powtarzanego do znudzenia wszędzie, od domowych staropolskich restauracji poczynając, na modnych, autorskich kuchniach kończąc. Był on taki, jak creme brulee być powinien - słodki, aksamitny, z wierzchu ładnie zkarmelizowany, ale wymienione wcześniej fakty sprawiły, że nie potrafiłem się nim zachwycać. Tarta z Jabłkami i orzechami laskowymi okazała się najlepszym, co tego wieczora Szef kuchni przygotował z myślą o łasuchach. Najlepsza, co jednak wcale nie dawało jej miana wybitnej, czy choćby godnej częstego powtarzania. Każdy z deserów, był niby dobry, ale po takim miejscu jak Scandale Royal, w kwestii słodkości oczekiwałem o wiele więcej. Mimo pojedynczych zgrzytów, wieczór degustacyjny upłynął mi niezwykle miło, a sama jego idea mnie urzekła i mam nadzieję, że będzie jak najczęściej powtarzana, nie tylko w Scandale Royal, ale także w innych krakowskich restauracjach, które za bardzo przyzwoitą cenę, przygotują nam przegląd najważniejszych pozycji z menu. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Wojtek Tagi: Scandale, Royal, ryby, buraki, pierogi, fois_gras, tuńczyk, małże, risotto, phad_thai, krewetki, perliczka, poledwiczki, wieprzowina, polędwica, wołowina, creme_brulee, tarta Ilona: Z tego, co pamiętam było to sushi NIGIRI, a w nigiri nie ma glonów tylko właśnie "kupka" przykryta rybą, w wersji na słodko - owocami (chyba, że ktoś lubi ryby w każdej postaci) pszczoła v Hanka M.: I mnie tam nie było? To jakieś tragiczne nieporozumienie ;) | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |