
Zpałeczkowany (Asia to go)Restauracja: ASIA to go (06.03.2010) Poza kultowym pudelkiem i pałeczkami, "azjatycki" fast food nie oferuje praktycznie nic. Małych restauracyjek Asia to go nikomu już chyba przedstawiać nie trzeba. Bardzo szybko stały się one fenomenem na skale co najmniej krakowską. Mówiło się o nich, pisało i próbowało. Ale bynajmniej nie dlatego, że jest to jedzenie wybitne, czy choćby bardzo dobre. Asia to go rozgłos swój zdobyło dzięki opakowaniom. Chciałbym tutaj być oryginalny i nie powielać po raz kolejny odkrywczej inaczej prawdy o źródle sukcesu Azji na wynos, ale się po prostu nie da. Podłoże owego sukcesu stanowił amerykański przemysł filmowy, który przez lata karmił nas wizjami amerykańskiego snu, a sen ten nie mógł się obyć bez chińszczyzny serwowanej w tekturowym pudełeczku i z kompletem pałeczek. No i oto pojawiło się w końcu Asia to go, dowodząc po raz kolejny, że faktycznie jesteśmy 10 lat za murzynami... przepraszam, za afro-amerykanami.Ale gawiedź rzuciła się po swoje pudełka z chińszczyzną, by niezdarnie młócić zawartość pałeczkami, czy to w miniaturowych lokalach, czy też maszerując dumnie ulicami. Rynek zareagował na nową modę. Asia to go, prawem pierwszeństwa, szybko zaczęła przekształcać się w sieć, ale spotkała się też z odzewem konkurencji. Najbardziej rozbawiły mnie działania pierwszego krakowskiego kebaba - Pod Osłoną Nieba, który do swego menu wprowadził kalkę menu konkurenta, czując zapewne zagrożenie, ze strony kolejnego jego lokalu, który otworzył się zaraz obok wspomnianej kebabiarni. Konkurencja odbywa się głównie na płaszczyźnie cenowej, bowiem Pod Osłoną Nieba chińską papkę sprzedaje o złotówkę taniej niż konkurent, (za 8,99). Jednak kebaby zrobiły jeden podstawowy błąd - zastąpiły kultowe pudełko, kubełkiem, co moim zdaniem, pozbawiło ich wszelkich szan na zwycięstwo w tej walce. Drugim ciekawym przykładem reakcji rynku jest Warszawa i tamtejsza mutacja idei oferowanej przez Asia to go, nazywająca się jakże wdzięcznie Take a wok. O ile działania kebabiarni są chaotyczne i źle zaplanowane, o tyle Warszawa zaproponowała coś, co pod wieloma względami przewyższa pierwowzór. Fakt, że w większości są to kwestie czysto marketingowe, ale wszystko począwszy od strony internetowej (której Asia to go wciąż nie posiada), poprzez znacznie ładniejsze pudełka, aż do genialnej nazwy, przemawia na korzyść Take a wok. No ale to wciąż "sen o Warszawie", który zawitać do nas kiedyś może, ale wcale nie musi. A tymczasem czas porzucić te gastro-społeczne rozważania i skupić się w końcu na jedzeniu. Choć długo opierałem się modzie, czy wręcz boomowi na chińczyka z pudełka, i ja w końcu uległem pokusie - maszerując którejś weekendowej nocy przez Plac Nowy, wstąpiłem do Asia to go. Pomimo później pory, w lokaliku ustawiła się kilkuosobowa kolejka - na szczęście szybko poruszająca się do przodu. Gdy przyszła kolej na mnie, stanąłem przed nie lada dylematem. W dużym woku numer 1 czekał ryż z kurczakiem i warzywami, numer 2 oferował natomiast tegoż samego kurczaka i identyczne warzywa, jednak tym razem z makaronem. Opcji numer 3 nie było. By nie wypaść z roli człowieka w pogoni za amerykańskim snem w azjatyckim opakowaniu, planowałem zjeść wszystko pałeczkami - i to właśnie zdecydowało o wyborze opcji numer 2, bo, choć pałeczkami jadłem już nie raz, byłem przekonany, że ryżu w żaden sposób bym nimi nie zjadł. Niezbyt uśmiechnięta i niezbyt zaangażowana Pani zapakowała mój makaron do pudełka, pozwoliła wybrać sos oraz posypkę (wybrałem sos ostry i posypkę z sezamu) i szybko odprawiła. Jako że, na moją porcję została zużyta resztka makaronu podgrzewającego się w woku, wychodząc załapałem się jeszcze na pokaz przyrządzania chińskich specjałów. Do złudzenia przypominało ono wysypywanie wielkich worów makaronu i warzyw, oraz niewielkiej ilości kurczaka do jednego woka, następne mieszanie jego zawartości do czasu aż uzyska zadowalającą temperaturę. Ale pozory mogą mylić, a w przygotowaniu azjatyckich, jakoby, potraw na pewno kryją się jakieś sekrety, które umknęły mojej uwadze (sic!). Ale nadeszła w końcu ta chwila... Zatopiłem pałeczki w zawartości pudełka i czekając na nocny autobus rozpocząłem konsumpcję. Tak jak można się było spodziewać, kurczak był trudny do wytropienia. Cała reszta nie była zła, choć mam wrażenie, że to głównie ostry sos poprawiał ogólny odbiór dania. Sęk w tym, że ja praktycznie od każdej restauracji oczekuję jednej jedynej rzeczy - by oferowane danie stanowiło coś więcej, niż tylko sumę poszczególnych jego składników. W Asia to go niestety tego zabrakło, więc więcej tam nie powróciłem. A czy jedzenie tego typu ma szansę stanowić realne zagrożenie dla kebabów (Rynek) i zapiekanek (Kazimierz)? Moim zdaniem nie, a przynajmniej nie na dłuższą metę. Gdy minie ten chwilowy trend, większość ludzi zapomni o tekturowych pudełkach z pałeczkami, bo nie oszukujmy się, Asia to go nic więcej nam nie oferuje. A nawet jeśli się mylę, to ja z pewnością pozostanę wierny kebabom, które jako poimprezowe jedzenie, pozostają, w moim odczuciu, bezkonkurencyjne. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Wojtek Tagi: Asia_to_go, chińszczyzna, pudełko, pałeczki Anguś: Krzysztof całkowicie się z tobą zgadzam - te kababy to świństwo w papierku. A jeżeli autor recenzji sam je sprzedaje to proponuję nawet nie zwracac na nią uwagi - ja w asia byłam wprawdzie tylko jeden raz, ale ponoc pierwsze wrażenie najważniejsze, a asia wywarła na mnie wspaniałe! Paweł: Wojtku jeśli uważasz ,że to jest horteksowa mieszanka to współczuję Ci wyczucia smaku. Co do warzyw bym się nie czepiał ,gdyż są one po prostu świeże. Kebab ? Nigdy więcej tego świństwa nie zjem. Pracowałem w wielu miejscach gdzie je robiono, tego się nie da opisać jak przeginają ich producenci. Stęchnizny nie czuć zwłaszcza dzięki mocnym przyprawom i sosom. Mięso bardzo ale to bardzo podejrzane. Wojtek - autor: Cóż, ja wolę zjeść coś co mi smakuje, niż dla zasady zachwycać się czymś, tylko dlatego, że jest takie samo jak za granicą i tam się ustawiają po to kolejki. Zresztą jeśli owa zagranica to np. Wyspy Brytyjskie, to się nie dziwię, że tam się ludzie tym mogę zachwycać, bo odniosłem wrażenie, że oni specjalnie wyrafinowanych gustów nie mają. albert: jesli chodzi o asie to go to jedzenie jest dobre, znam sie na tym bo jadłem to danie za granica polski było identyczne a ustawiały sie koleji po 30 osób. przosze te kebaby czy zapiekanki to juz wszyscy znaja i tym wymiotują.
pozdr Wojtek - autor: A cóż takiego w niej podejrzanego? Po prostu uwielbiam jak ktoś takie farmazony wypisuje. Czy ja napisałem, że kebab to kulinarny zen? A to, że wolę je od makaronu w mrożoną mieszanką horteksową czy jakimś innym gotowcem, to już moje święte prawo. Krzysztof: Wierny kebabom ktore sam sprzedajesz? Bez obrazy, ale to podejrzana recenzja. Noodle nic nadzwyczajnego, ale kebab tez nie powinien pozostac bez krytyki. Stare, spalone, tluste mieso z kapusta miedzy tania bulka to zaden zen kulinarny.
| Autor: Wojtek
Polecamy: Sprawdź też: Sieć Gourmet Restaurants - restauracje Kraków z najlepszą kuchnią polską i włoską w samym centrum, na rynku głównym! Popularne tagi: restauracja, Sylwester, konkurs, Kraków, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, polędwiczki, wino, Le_Scandale, polska, Smakowisko, Pałac_w_Paszkówce, carpaccio, risotto, Winoman, Paszkówka, winiarnia, gnocchi, włoska |