
Sushi pod strzechy (Haiku Sushi)Restauracja: Haiku Sushi (22.01.2010) Skołatana myśl Gdy głód leniwy, sushi Zamówić mogę Dreszcze pragnieniaDuszą wstrząsać poczęły Sushi mi się chce Kto by pomyślał, że ja, do niedawna zdeklarowany przeciwnik japońskiej myśli kulinarnej, nie raz i nie dwa wykpiwający ideę zawijania surowej ryby w kleisty ryż i obrzydliwego glona czy inne wodorosty, będę miał nieodpartą ochotę na sushi. Oczywiście dziś już wiem, że surowa ryba jest tylko stereotypem, ponieważ zastępowana może być najróżniejszymi innymi produktami; klejący ryż jest efektem zamierzonym, przygotowywanym z prawdziwym pietyzmem; a wodorosty nori nie tylko nie są obrzydliwe, ale zawierają także wiele witamin i minerałów. Tak więc chciało mi się sushi i postanowiłem coś z tym zrobić, tym bardziej, że niedawno pojawiło się na krakowskim rynku Haiku Sushi. Można więc odetchnąć z ulgą - moje poetyckie wygibasy, od których zacząłem, nie były poszukiwaniem nowej ścieżki twórczego rozwoju, a jedynie nawiązaniem do nazwy firmy. Piszę "firma" nie bez przyczyny, Haiku nie jest bowiem restauracją, zajmuje się dostawą sushi do biur, a od niedawna także pod strzechy. Doczekaliśmy się zatem w naszym cudownym, acz nieco zaściankowym Krakowie sushi na telefon. Bez tworzonej ze wszystkich sił japońskiej atmosfery, a tym samym, bez sztucznie napompowanych, niebotycznych niekiedy cen. Z jednej strony, jest to bardzo ciekawa propozycja dla osób, dla których sushi jest celem samym w sobie, a nie tylko uzupełnieniem, jakże ostatnio modnej, orientalnej otoczki. Z drugiej strony Haiku Sushi powstało dla ludzi poszukujących alternatywy dla monotonii posiłków biurowych (czy domowych) - alternatywy zdrowej, smacznej i sycącej. A mi się po prostu chciało sushi... Nie pomnę już, co dokładnie wchodziło w skład konsumowanych zestawów, pamiętam tylko, że był to jeden zestaw za 15 i jeden za 20 zł, gdzie w względnej równowadze pozostawały ilościowe proporcje hosomaków, futomaków i uramaków. Wszystko to zapakowane było w jednorazowe, plastikowe pudełka, w których oprócz samego sushi, znajdował się, zgodnie z tradycją sos sojowy w niewielkim pojemniczku, chrzan wasabi oraz marynowany imbir. Jako, że sushi nie udało mi się spożyć od razu, jako ciekawostkę dodam, że zestawy zapakowane zostały na tyle sprytnie, że praktycznie nie ucierpiały, gdy wraz ze mną jeszcze przez około dwie godziny wędrowały po Krakowie. Jedynym drobnym minusem jaki dostrzegłem, była niezbyt estetyczna bryłka wasabi nasuwająca skojarzenia ze zużytą gumą do żucia, ale jak już wspomniałem na początku, od formy ważniejsza jest tutaj treść. Na szczęście trudy wędrówki bez zastrzeżeń przetrwało także samo sushi, zapewniając dokładnie to, na co miałem tak wielką ochotę - posiłek zdrowy i sycący, a co najważniejsze, pozwalający oderwać się od przytłaczających smaków i aromatów naszej rodzimej kuchni. Choć posiłek był obfity, nie zalegał on w żołądku przez kilka następnych godzin. Oczywiście i tutaj pojawiły się drobne niedogodności. Temu, że nori utraciły kruchość sam byłem sobie winny zwlekając z konsumpcją posiłku, jednak to, że futomaki było w moim odczuciu odrobinę za cienkie, obarcza już sushimastera. Uważam też, że zmianie powinien ulec sos sojowy, który był zdecydowanie za słony, co przy zbyt dużej jego ilości groziło zabiciem smaku potrawy. Szczególnie w przypadku osób niewprawionych w posługiwaniu się pałeczkami, groźba utopienia sushi w sosie stawała się nader realna. Mimo to moją pierwszą przygodę z Haiku sushi uznać muszę za udaną. Jest oczywiście kilka rzeczy do poprawy, ale obrany kierunek i charakter działalności jest jak najbardziej słuszny i myślę, że Haiku Sushi skazane jest na sukces. A na koniec raz jeszcze pozwolę sobie na małe haiku... Skołatana myśl Gdy głód leniwy, sushi Zamówić mogę Ps. Jakiś czas później z Haiku Sushi spotkałem się jeszcze raz, tym razem jako z dostawcą kateringu. Impreza udała się świetnie, sushi zrobiło furorę wśród gości, którzy, choć było ich mniej niż planowano, uporali się z pokaźnym zapasem japońskich przysmaków. Jedyne do czego tym razem mogę się przyczepić, to ponownie zbyt słony sos (co zauważyli i inni współbiesiadnicy) oraz odrobinę za mało sezamu na uramakach, ale to już może być kwestią gustu. ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() Wojtek Tagi: Haiku, Sushi, dostawa, catering, hosomaki, uramaki, futomaki m: w/g mnie najlepsze sushi w krakuu g: bez rewelacji ale za ta cenę nie ma się do czego przyczepić. Taki krakowski standard ale za przyzwoitą, rozsądną cenę. Wojtek - autor: Proszę zauważyć, że nie użyłem określenia "słony", a "za słony" - to ogromna różnica. Miałem już styczność z niejednym sosem do sushi i aż tak słone nie były. j: ten sos ma byc slony | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska |