Kurczak pływający po chińsku (Hoan Kiem)Restauracja: Hoan Kiem (12.04.2008) Niedrogo, ale i niezbyt smacznie. A do tego tandetny wystrój. Lubię czasem, zwłaszcza gdy się spieszę lub nie mogę zdecydować na co mam ochotę, skoczyć na "chińczyka". Staram się chodzić w różne miejsca, chociaż mam dwóch faworytów. Tym razem padło jednak na nowe miejsce. A powody były dwa: lało jak z cebra (powód nr 1) i akurat przechodziłam obok chińskiej restauracji, w której było sporo ludzi (powód nr 2). Wybierając restaurację, czy też wszelkiego rodzaju miejsce na jedzenie, kieruję się przywiezioną z Hiszpanii zasadą: jem tam, gdzie widzę dużo jedzących ludzi. W Hiszpanii zawsze działa. Tam gdzie sporo miejscowych jest zawsze smacznie.
Weszłam więc do restauracji i co od razu zwróciło moją uwagę to tandetność wystroju. Nikt nawet odrobinę się nie postarał, aby uczynić to miejsce podobnym do reszty chińskich barów czy restauracji. Gdyby nie parę ozdób na ścianach i dwie figurki jakiś chińsko wyglądających postaci, to miejsce to niczym nie różniłoby się od zwykłej stołówki. Do tego na centralnym miejscu restauracji postawiono sztuczne drzewko pomarańczowe - efekt kiczu osiągnięty na poziomie maksymalnym. Dodam, że drzewko zakurzone jak trzeba.
W
restauracji są trzy sale. Jedna na parterze, gdzie wszyscy się
posilają, a stolików pełno w maksymalnym chaosie. Jeden ze stolików
stoi blisko drzwi wejściowych. Ponieważ tylko on był wolny, akurat przy
nim usiadłam. Niestety rotacja klientów była duża i co chwilę wiało mi
po plecach lodowatym, zimowym jeszcze powietrzem, co przypłaciłam na
szczęście tylko katarem. Jest również sala na górze. Na początku
myślałam by właśnie tam usiąść, ale coś mnie przed tym na szczęście
powstrzymało... Dwójka pechowców miała mniej szczęścia... już już prawie byli
na górze, gdy pani kelnerka gromkim głosem huknęła na nich "góra
zamknięta, proszę na dół". No góra tak naprawdę zamknięta nie była, bo
schody nie zagrodzone i światło się świeciło. Podejrzewam, że po prostu
nie chciało jej się biegać z jedzeniem na górę. Lub też obawiała się,
że po drodze wyleje się jej cała płynna zawartość dań... ale o tym za
chwilę.
Siadłam więc przy wybranym, z konieczności, stoliku i wybrałam z karty kurczaka na ostro.
Musiałam poprosić o ostry sos sambal, ponieważ na moim stole przypraw
nie było. Z przyprawami, jak się okazało, krucho w restauracji i pani
kelnerka musiała zabrać sos jakiemuś biedakowi przy innym stoliku,
który co miał zrobić... zgodził się. Czułam się podwójnie okropnie. Po
pierwsze miałam wyrzuty sumienia, że biedak, któremu zabrano przyprawy
ma na nie również ochotę, a skorzystać nie może. A po drugie, czułam że
zaraz i mnie się je odbierze, aby dać komuś przy innym stoliku...
Kurczaka
na ostro podano mi po niedługim czasie oczekiwania. Danie to powinno
się raczej nazywać "niewielka ilość bladych strzępków kurczaka
pływająca w niezidentyfikowanej cieczy wylewającej się z talerza...". No
niestety tak właśnie było. Kurczak kompletnie bez smaku. Postanowiłam
wezwać na ratunek sos sambal!!! I o zgrozo niemożliwe okazało się
nalanie go na potrawę prosto z pojemniczka… Sos sambal jest bardzo
gęsty i na pewno nie wypłynie sam przez malutki otwór w pojemniczku...
cóż to kolejne niedopatrzenie ze strony restauracji... Ale polka potrafi.
Dobrałam się do sambla i nożem wydobyłam go tyle, by grubą warstwą
pokryć mojego kurczaka. Chyba kurczaka. I wtedy pomyślałam... "O
rety... pewnie więcej ludzi przede mną, w ten sposób musiało sobie radzić"
i pomyślałam o ilości bakterii dostających się w ten sposób do
sosu... stwierdziłam, że od razu jak wrócę do domu czeka mnie wypicie
kieliszka wódki dla dezynfekcji, no może dwóch żeby zapomnieć o wizycie
w tej restauracji. Dodam jeszcze, że ryż glutowaty, sałatka bez smaku,
a warzywom pływającym w pobliżu mojego kurczaka przydałyby się
przyprawowe koła ratunkowe.
Serwetek na stole brak, więc
wytarłam usta dopiero po zakupieniu chusteczek higienicznych w
najbliższym kiosku. Nie polecam tej restauracji. Aneczka Więcej na temat restauracji
| Autor: Aneczka Twórcza, przedsiębiorcza, bezlitosna dla nieudolnej obsługi klienta.
Specjalista w dziedzinie badań marketingowych.
A Smak jest bardzo ważny, najlepiej jakby wszystko smakowało Hiszpanią (dużo czosnku, dużo krewetek, dużo ryżu) i Meksykiem (dużo ziół). Dowiedz się więcej Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |