Restauracja Biaa Ra - niezapomniane wesela
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Święta, Święta i po... strzemiennym (Starka)

Restauracja: Starka

(14.12.2009) Powrócić przyjdzie czas, gdy nadejdzie ochota alkoholem się raczyć, a nie przytępiać. No a apetyczny zajączek będzie niezłym dodatkiem.

Choineczki, aniołeczki, pastereczki, Mikołaj, bałwanki, gwiazdki, światełka i wszelkiej maści pacholęta... Wszędzie tego pełno, tłoczno, gwarno i parno. „Aż strach lodówkę otwierać” - przypomina się pointa kawału z brodą dłuższą niż ma sam Święty M. Tymczasem mnie fascynuje siła oddziaływania tego kolorowego i bezmyślnie rozentuzjazmowanego tałatajstwa na naszą psychikę. Toż najcięższe umysły socjalistycznego imperium latami głowiły się jak sprawić, by lud był szczęśliwy, ale nic im z tego nie wyszło. A teraz wystarczyło, że grubas w czerwonym po amerykańsku "zaHO-HOlił", a naród zakwilił radośnie i ze szczęścia popuszcza... pasa oczywiście i wodze fantazji wybierając prezenty.

Zaledwie nielicznym jednostkom udało się zachować rozsądek i trzeźwość umysłu. A na trzeźwość, najnaturalniejszą reakcją obronną jest trzeźwości brak. Mój system immunologiczny wysłał właściwe komendy do mózgu, ten puścił w ruch kończyny i w ten oto sposób obrałem azymut na ulicę Józefa i niewielką restaurację Starka. Skądinąd wiedziałem, że jest to miejsce, gdzie trzeźwość można przytępić w sposób kulturalny, dystyngowany i smaczny, czyli tak różny od moich zwykłych praktyk. Postanowiłem, że właśnie ta kultura i dobre obyczaje będą moim kompromisem z okazji świąt.

Trafiłem na próg tego niepozornego przybytku, wchodzę, a tam, o zgrozo - czerwone ściany. Niby kolor jak kolor, ale tego dnia budził agresję przywodząc na myśl atrapy Świętego M., które straszą już niemal na każdym kroku. Drugi rzut oka i było nieco lepiej - czerwoną barwę znacząco przytłumiły czarno-białe, obrazkowe opowieści różnej treści. Kolejne spojrzenie i uśmiech zagościł na mojej twarzy. Nad barem odnalazłem repliki alkoholowych etykiet z minionych lat i już wiedziałem, że jestem w domu.

Niechlujna, jakby brudna etykieta dawnej Wyborowej, to świętowanie tytułu magistra sztuki. Choć w smaku niewiele lepsza od denaturatu, liczba wtedy jeszcze 45%, dawała nadzieję rychłego ukojenia. Karykatura galicyjskiego mospana, to oczywiście Krakus i czasy mojej pierwszej płatnej chałtury wykonywanej w "stolycy". Dowód biernego oporu mojego lokalnego patriotyzmu. No i oczywiście ówczesna gwiazda i rarytas - Żytnia. Nie była to może prawdziwa starka (Długo leżakująca wódka zbożowa, zwyczajowo zakopywana w beczce w dniu narodzin syna, wykopywana i opróżniana na jego weselu - przyp. red.), ale to właśnie ona uświetniła narodziny mego największego skarbu.

Ktoś bardziej uczuciowy westchnął by może i ukradkiem osuszył łezkę, która zakręciłaby się w oku, a ja po prostu podpytałem kelnera (obsługa płci męskiej nawet mi wydała się dla tego miejsca właściwsza), czego warto się napić. Odpowiedź mnie nieco stropiła - nawet chyba ja nie zdołam spróbować wszystkiego, czego spróbować by warto. Ostatecznie starka musiała ustąpić miejsca nalewkom smakowym - gruszkówce, imbirówce oraz tej o aromacie różanym. Z kolei rola przyzwoitki, która nie pozwoli mi się za bardzo sponiewierać, przypadłą w udziale Zającowi, a dokładniej to jego Delikatnemu combrowi zawijanemu w boczek z sosem z grzybów leśnych podawanemu z ziemniaczkami zapiekanymi z tymiankiem i karmelizowaną na miodzie marchewką.

O ile przyzwoitka miała dopiero nadejść, o tyle konsumpcja właściwa rozpoczęła się niezwłocznie. Na pierwszy ogień poszła gruszkówka, która, choć mocniejsza, okazała się gorsza od typowo domowych wyrobów gruszkowej proweniencji, których próbowałem i już po pierwszej miarce powróciła na półkę. Następna w kolejności imbirówka, o podobnej, słusznej mocy okazała się już wytworem znacznie zacniejszym. Jednak nawet jak na mnie i nawet zważywszy na coraz większy ziąb, okazała się aż nazbyt rozgrzewająca. Przynajmniej po drugiej dawce. Na szczęście właśnie wtedy z odsieczą pospieszyła jęcząca, czy raczej zajęcza przyzwoitka.

Została ona rozczłonkowana na pięć czy sześć oddzielnych kawałków dokładnie zawiniętych w boczek. Ten ostatni, choć atrakcyjnie spieczony, nie nabrał zdecydowanej, chrupkiej szorstkości, która chyba ciekawiej kontrastowałaby z soczystym, mięciutkim zajączkiem. Nie było jednak co narzekać, bo zaskakująca delikatność, spotęgowana przez zaskakująco dobrą marchewkę, pozwoliła przetrawić intensywnie działającą imbirówkę i przygotowała grunt pod nadchodzącą nalewkę różaną.

I to właśnie ona okazała się prawdziwym hitem wieczoru, napitkiem wartym najcięższych grzechów i przyjemnością niewiele mniejszą, niż największe nieprzyzwoitości. Szkoda tylko, że zdrowy rozsądek nie poczuł christmas spirytu i zarządził zbiórkę o wpół do trzeźwości. Aby się na nią nie spóźnić, Starkę musiałem opuścić zaledwie dwa różane ideały później. Obiecałem sobie jednak powrócić, by i samej starki w końcu spróbować... Przynajmniej o ile jutro będę o tym jeszcze pamiętał.

Umieść na Facebooku!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Twittuj o tym! Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Aleks

Więcej na temat restauracji

Tagi: Starka, restauracja, zając, comber, boczek, alkohol, wódka, gruszkówka, imbirowka


Wpisz komentarz:
Podpis:
Autor: Aleks

Zwykły facet przechodzący kryzys wieku średniego. Skupiony na użalaniu się i bez reszty w sobie zakochany. Kocha muzykę, morze i córkę. Jak dotąd bezskutecznie poszukuje potrawy o doskonałej harmonii zmysłowych doznań.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter