Hotel i restauracja Santorini
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Filety polskich smaków (Biała Róża)

Restauracja: Biała Róża

(03.12.2009) Wzbogacanie filetów polskich smaków na europejską modłę może przynieść efekty bardzo smaczne. Może, ale nie zawsze musi, a wynik Białej Róży to 1:1.

​Wspominając moją pierwszą (i jak dotąd jedyną) wizytę, staram się rozstrzygnąć, co sprawiło, że w ogóle do Białej Róży zawitałem. Na pewno nie spowodowała tego lokalizacja restauracji. Przesieka między hotelami Maltańskim i Radissonem, choć teoretycznie od Rynku oddalona o 5 minut drogi tempem spacerowym, jest daleka od trasy moich marszrut. Również ciekawość związana z otwarciem nowego miejsca, które po około rocznej przerwie zastąpiło Karczmę Łemkowską Chyżą, nie była czynnikiem decydującym. Nie była nim także kuchnia - polska z europejskimi wstawkami, czyli coś, czego na mieście z własnej woli raczej nie wybieram.

Wiem już zatem co mnie nie przyciągnęło, ale co w takim razie znalazło się na drugim biegunie moich upodobań? Nie bez znaczenie było tutaj wnętrze restauracji, do którego nie omieszkałem zaglądnąć. Niby nic specjalnego, bo wnętrze choć czyste, schludne i eleganckie, nie odróżnia się znaczącą od innych tego typu restauracji. Ani przestronne wnętrza, ani atrapa kominka, ani też spokojna, wtapiająca się w tło muzyka, nie są ewenementami, nawet na skalę krakowską. Jest tam też podwyższenie pod jedną ze ścian, a na nim kilka stolików, gdzie krzesła zastąpiono niewielkimi kanapami, a całość oddzielono on reszty sali rzędem komód. I to właśnie przy jednym z tych stolików usiadłem, a gdy już usiadłem, to opuszczenie tego wnętrza stało się gorszą z dwóch dróg. Zostałem więc, choć będąc całkowicie szczerym, przyznać się muszę, że nie bez znaczenia była tutaj także obecność bardzo miłej i sympatycznej kelnerki. Oczywiście nie miałem wobec niej żadnych niecnych zamiarów, ale gdzieś ją już kiedyś spotkałem, nie mogłem tylko przyporządkować twarzy do miejsca. W związku z tym postanowiłem dać mojej memorii (która coraz częściej bywa fraglis) nieco czasu, by mogła powrócić do pełni sił.

Siedziałem więc i myślałem, ale że byłem, bądź co bądź, w restauracji, nie wypadało gimnastykować szarych komórek przy pustym stole, sięgnąłem zatem po menu. Odnalazłem w nim wspomnianą już syntezę smaków typowo polskich, z europejskimi aplikacjami. Było tam przynajmniej kilka rzeczy,  które przyciągnęły moją uwagę, jednak z większości z nich odpadła już w przedbiegach, zdyskwalifikowana przez  zbyt wysokie, jak na moje możliwości, ceny. Zresztą i tak nie byłem bardzo głodny, więc zupa ("Aksamitny krem z pomidorów podany z filetami pomidorów i serem mozarella") oraz sałatka (Sałatka z pieczoną piersią kaczki podana z pomarańczami oraz sosem z pestek dyni i suszonych pomidorów), miały być w zupełności wystarczające.

Czekając na zupę, starałem się rozszyfrować ideę pomidorowych filetów. Czy będą to malutkie "wydmuszki" pomidorków koktajlowych, czy może duże płaty czystej, pozbawionej skóry i pestek, pomidorowej treści? Rzeczywistość okazała się znacznie mniej wyszukana, a filety pomidorów były niczym innym, jak obranym pomidorem pokrojonym w niezbyt dużą kostkę. Tym niemniej zupa okazała się bardzo pyszna. Krem miał idealną wręcz konsystencję - nie była to ani gęsta, ciężka breja, ani też cieniutka, uboga polewka. Szef kuchni znalazł złoty środek, a przepis na aksamitność sprawdził się bez zarzutu. Jednak nawet najdoskonalszy krem potrzebuje w mojej opinii pewnej odskoczni, ukrytej broni przeciw monotonii, która nieuchronnie nadeszłaby po kilku łyżkach. I tutaj właśnie dochodzimy do "filetów" i mozzarelli, które w tej roli sprawdziły się idealnie i to właśnie one uczyniły krem pomidorowy najlepszą zupą, jaką jadłem od dłuższego czasu.

Dobre wrażenie popsuła druga zupa, której spróbowałem - żurek czy raczej Aromatyczny żurek po krakowsku podany z bekonem, grzybami oraz przepiórczym jajkiem. Brzmi to całkiem ładnie, ale na tym się niestety kończy. Żurek z pewnością nie był aromatyczny. Chciałoby się powiedzieć, że był bardzo delikatny, jednak słowo wodnisty jakoś bardziej mi tutaj pasuje. Zupa stanowiła bardzo ugrzecznioną wersję żurku. Kucharz pozbawił zupę zarówno ułańskiej fantazji, jak i wyrazistego, sarmackiego charakteru, pozostawiając coś, co może nie było złe, ale pozostawiało spory niedosyt.

I tak doszedłem do ostatniego punktu programu - sałatki z pieczonej kaczki z pomarańczami. Po raz kolejny zadumałem się tutaj nad trafnością decyzji o łączeniu kaczki z owocami. Najróżniejsze restauracje trzymają się tego pomysłu z uporem godnym lepszej sprawy, a ja zawsze podchodzę do takiego połączenia dość sceptycznie. Biała Róża wyraźnie chciała odświeżyć wysłużoną formułę przy użyciu pomarańczy. Eksperyment okazał się moim zdaniem nieudany. O ile ani do kaczki, ani tym bardziej do pomarańczy zastrzeżeń mieć nie mogłem, o tyle ich wzajemne relacje określić  należało raczej jako pasożytnicze, zamiast symbiotycznych. W słowach prostszych - pomarańcza do kaczki kompletnie nie pasowała. Jeśli owoce już być musiały, to wolałbym kwaskowato-cierpką klasykę - jabłka, wiśnie czy żurawinę, a "lżejsze" cytrusy niech lepiej trzymają się białego drobiu. A sos... Ten był wyjątkowo dobry - intensywny, wyrazisty, doskonały. Cóż z tego, skoro nie pasował do całej reszty. Jak w ogóle można łączyć gęsty, słony sos z soczystym, słodkim cytrusem? Odpowiedź jest prosta: nie można! Koniec kropka.

Pomimo mieszanych uczuć, dostrzegłem jednak drogę, jaką chce zmierzać Biała Róża. Pragnie ona wyfiletować tradycyjne polskie smaki, by otrzymaną w ten sposób esencję, doprawić na europejską modłę. Krem z pomidorów pokazuje, że może to przynieść bardzo dobre efekty. Jednak nie można też przesadzić z ekstrawagancją i karkołomnymi eksperymentami, bo to może prowadzić do bladych podróbek lub kulinarnych dziwolągów. Pozostaje mi mieć nadzieję, że restauracja sama dojdzie do podobnych wniosków, bo z przyjemnością powróciłbym do Białej Róży, by spędzić tam kolejne miłe popołudnie.

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Biała, Róża, restauracja, polska, europejska, Straszewskiego, zupa, krem, pomidorowa, żurek, sałatka, kaczka


Wpisz komentarz:
Podpis:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter