Karta Na Plus - promocja z G³êbi± Smaku
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Orient w miseczce E (Genji)

Restauracja: Genji

(23.11.2009) O ile rozmiar miseczki okazał się w zupełności wystarczający na potrzeby dalekowschodniego jedzenia, o tyle z tamtejszej kultury chciałbym czerpać znacznie większą miarką.

​Kultura i tradycje Dalekiego Wschodu święcą ostatnio triumfy i biją rekordy popularności, przynajmniej pozornie. Pozorna jest oczywiście kultura, nie bicie. Przecież wsuwanie dużych ilości ryby owiniętej w ryż, a następnie w glona, trudno nazwać zgłębianiem kultury orientu, ale niektórym to wystarcza, by poczuć się spadkobiercami wielowiekowych tradycji. A przecież naszym skośnookim braciom uznanie należy się przede wszystkim, nie za dokonania kulinarne, ale za to, jak potrafili wychować swoje kobiety. Grzeczne, ciche, posłuszne i oddane - jaka szkoda, że nasze panie spożywając sushi, nie zagłębiają się w kulturze i tradycji wschodu na tyle, by wyzwolić u siebie te przymioty. Mimo to warto czasami odwiedzić okołojapońską restaurację, by poczuć się jak w innym świecie i pomarzyć o prawdziwych gejszach.

Do zaspokojenia powyższych potrzeb zdecydowanie najlepiej nadaje się Genji. Horyzonty są tutaj znacznie szersze, niż tylko sushi, a kobiety z obsługi są tam na każde moje skinienie - wystarczy, skinąć palcem i wcisnąć sprytny guziczek wzywający kelnereczkę. Rozwiązanie takie, ideologicznie słuszne, jest również konieczne ze względu na mnogość podziemnych salek i pokoików, które do dyspozycji swych gości pozostawia Genji. Te piwnice, tak typowe dla Krakowa, jakoś Japonii (czy też Korei) zupełnie nie przypominają, ale orientalne opakowanie kelnereczek, rekompensuje to nawet z nawiązką. By nie zdradzić prawdziwej przyczyny wizyty, należy jednak zawsze zaordynować sobie jakąś strawę. Ostatnim razem, sugerując się fonetycznie atrakcyjną nazwą, wybrałem Dolsot Bibimbap - co znajomość języka koreańskiego na poziomie googla pozwala dosłownie przetłumaczyć jako "mieszany ryż w misce".

Bibimbap faktycznie pojawił się w miseczce - gorącej, kamiennej, na oko rozmiaru D, może nawet E. Widząc go, nawet osoba wyprana z wszelkiej wrażliwości na wizualne piękno rzeczy martwych (całkiem jak ja) musiała przyznać, że potrawa wyglądała nader malowniczo. Ryż wypełniający większość miseczki przykryty został kolorową mozaiką, na którą złożyły się obszary smażonej wołowiny, grzybów oraz kilku wariantów warzywnych w różnych kolorach. Dzieło wieńczyło umieszczone centralnie sadzone jajko i oto voila! Miałem przed sobą wyjątkowo apetyczną miseczkę rozmiaru E. Moja towarzyszka (nie mniej apetyczna miseczka, choć tylko B), a jednocześnie konsultantka ds. kuchni koreańskiej zdradziła, że jak sama nazwa wskazuje, bibimbap przed spożyciem należy dokładnie wymieszać, dodając do niego Gochujang, czyli koreańską wersję sosu na bazie chili. Dokonanie temu pałeczkami mogłoby okazać się ponad moje siły i cierpliwość, na szczęście kelnereczka (efektowna miseczka C) okazała się bardzo czujna, zaopatrując mnie zawczasu w widelec.

Dziennikarski obowiązek każe poświęcić koreańskiej strawie kilka słów, bo dokładnie właśnie tyle jej się należy. Słowo pierwsze - "mięso" - smażona wołowina, najprawdopodobniej marynowana - było cudowne, doskonałe wręcz. Tylko mało. Słowo drugie - "jajko", a właściwie białko, bo żółtko rozlawszy się, zaginęło stając się drugim, obok mięsa, bohaterem programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Ale białko to już inna historia. Ono zdecydowanie zwracało uwagę swoim słodkawym posmakiem, którego nikt się po nim nie spodziewał. Doznanie może nie należało do intensywnych, ale na pewno było niezwykłe. No i w końcu słowo trzecie, najkrótsze - "cała reszta". Miseczka ryżu z warzywami i sosem była... po prostu była. A potem być przestała. Zastąpiło ją poczucie sytości oraz paradoksalne połączenie smaku i niesmaku. Pierwszego bibimbapowi odmówić nie można. Tym niemniej, trudno zrozumieć, dlaczego trzeba płacić 38 zł, za coś, co w Korei od zawsze było daniem prostego chłopa, który odrobiwszy pańszczyznę na poletku ryżowym, dorzuca do owego ryżu, co mu się pod rękę nawinie.

Na osłodę pozostały miseczki B i C, które, choć nie skonsumowane, znów skierowały me myśli na właściwe tory biegnące daleko na wschód. A tam, kuchnia kuchnią (za polską zostaje w tyle), ale ta kultura, te tradycje i te normy zachowań międzypłciowych... Jednym słowem, jest czego zazdrościć i jest do czego dążyć.

Aleks

Więcej na temat restauracji

Tagi: Genji, restauracja, japońska, koreańska, bibimbap, ryż, wołowina


Wpisz komentarz:
Podpis:
Autor: Aleks

Zwykły facet przechodzący kryzys wieku średniego. Skupiony na użalaniu się i bez reszty w sobie zakochany. Kocha muzykę, morze i córkę. Jak dotąd bezskutecznie poszukuje potrawy o doskonałej harmonii zmysłowych doznań.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter