Restauracja Starka
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Nowe na Nowej (Arenda)

Restauracja: Arenda

(09.11.2009) Arendę opuszczałem uśmiechnięty i najedzony, mając jednocześnie nadzieję, że na Nowej zagrzeje ona miejsca na dłużej niż jej poprzedniczki.

​Są takie miejsca, takie ulice, które na kartach historii krakowskiej myśli gastronomicznej, nie mogą się jakoś zapisać złotymi zgłoskami. Pomimo prób i starań, wciąż pojawiają się tylko krótkie, lakoniczne akapity, szybko tonące w odmętach niepamięci. Jednym z takich właśnie miejsc jest ulica Nowa. W przeciągu dwóch-trzech ostatnich lat, w jednej z jej kamienic przewinęło się już kilka lokali. Zaczęło się od kultowego w pewnych kręgach Flower Power, które nie wytrzymało jednak ostatecznego pojedynku z rynkową rzeczywistością. Pesto, które następnie na Nowej zagościło, z niewiadomych przyczyn istniało tylko niemal kilka dni. Pierogi Paradise poległy, ponieważ pomimo pasji, zapału i determinacji właścicieli i personelu, restauracji nie udało się zmienić mentalności Polaków i ich postrzegania pierogów. A potem przyszła Arenda...

Odziedziczyła ona po Pierogach eleganckie, salonowe wnętrze, jednak wprowadziła też pewne ożywienie, łamiąc sztywny charakter częścią bardziej kawiarnianą z jej wygodnymi kanapami i fotelami. W stopniu znacznie większym zmieniło się menu. Choć pozostało w nim kilka pierogowych pozycji, Arenda otwarła się także na inne dania i ciekawe smaki, których w kuchni polskiej przecież nie brakuje. Tym, co pozostało na szczęście niezmienne, to naprawdę sprawna i fachowa obsługa, wobec której trudno byłoby mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. I nawet jeśli to nie ona zadecydowała o wyborze Arendy, jako miejsce spożywania obiadu, to na pewno tę wizytę uprzyjemniła.

Ale oczywiście nawet najpiękniejsze wnętrza i najdoskonalsza obsługa, nie są wstanie zastąpić kwintesencji restauracyjnych wizyt, dlatego też zaraz po wejściu do Arendy, rozpocząłem wertowanie menu. Miłą niespodzianką okazały się niewysokie ceny, bo po takich wnętrzach i charakterze lokalu, obawiałem się, że wizyta w Arendzie może być bardziej kosztowna. W tym lepszym nastroju dokonałem wyboru obiadowych pozycji na ten dzień: Dwukolorowy krem porowy z grzankami serowymi, jako danie pierwsze oraz Polędwiczki w papilotach z boczku w sosie borowikowym podawane z ziemniaczkami z rozmarynem w ramach dania drugiego.

Zupa przywędrowała do mnie wcale szybko i, jak to zwykle bywa w przypadku zup dwukolorowych, rozpoczęło się degustowanie różnych kombinacji. Krem porowy nie wyglądał może nader efektownie, bowiem dominował tutaj kolor zielony (jasny i ciemny), a na środku wyrastał zbitek serowych grzanek. Krem miał bardzo gęstą konsystencję, o lekko chropowatej fakturze (zwolennikom intensywnie miksowanych, aksamitnych kremów nie przypadłaby ona do gustu). Dodając do tego grzanki, powstawała bardzo sycąca całość - idealna na chłodniejsze dni. Nie potrafił bym też ocenić, który z kolorów bardziej przypadł mi do gustu, bowiem idealne jak dla mnie połączenie uzyskiwało się dopiero poprzez połączenie obu odcieni zieleni. Jedyne do czego mógłbym mieć lekkie zastrzeżenie, to brak (lub zbyt mała ilość) gałki muszkatołowej, która z kremu porowego potrafi wydobyć to, co najlepsze. Ale to już kwestia gustu.

Zabierając się do dania głównego, zrobiłem coś, co robię bardzo rzadko - zdecydowałem się na wino. Ich znawcą, ani koneserem niestety wciąż jeszcze nie jestem, ale tym razem zwyciężyła ciekawość połączona z patriotyzmem. Otóż Arenda to jedno z niewielu miejsc, które w ofercie ma ponoć jedno z najlepszych rodzimych win - Riesling (2008) z Winnic Jaworek. Ale o tym później, bowiem w pierwszej kolejności skupiłem się na jedzeniu. Polędwiczki okazały się bardzo treściwe. Wbrew nazwie, nie były to płaskie jak papier i twarde jak deska  kawalątki mięsa, a pękate, mięciutkie i soczyste bryłki, otulone smakowicie zrumienionym boczkiem. Choć dla przeciwników soli, danie byłoby może niezbyt niekomfortowe (zapewne przez boczek), ale dla mnie smakowało wybornie. Do tego smaczny sos grzybowy i pyszne ziemniaki z rozmarynem - podane nietypowo, bo pokrojone w mała kostkę. A wracając do wina, muszę powiedzieć, że do tak aromatycznej, słonawej i mimo wszystko ciężkiej potrawy, pasowało idealnie. Przeciwstawiało jej się swoją lekkością, bardzo wyraźnie wyczuwalnymi cytrusowymi nutami oraz orzeźwiającym charakterem.

Wszystko to sprawiło, że Arendę opuszczałem uśmiechnięty i najedzony, mając jednocześnie nadzieję, że na Nowej zagrzeje ona miejsca na dłużej niż jej poprzedniczki. Myślę, że należy się to szefowi kuchni, ale i właścicielom, którzy naprawdę starają się przełamać gastronomiczny marazm tej części Kazimierza.

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Arenda, restauracja, polska, krem, porowy, polędwiczki, wino, Riesling


Wpisz komentarz:
Podpis:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter