
Podniebienna kuchnia (Bufet u Ptaka)Restauracja: U Ptaka, Bufet Warto zjeść coś, co smakuje domem, zamiast międzynarodowych chicken wraps i popić kompotem zamiast coca-colą. Warto. Do 19 i dłużej. Jedzenie na lotniskach jest na ogół paskudne, ale to w naszym, własnym, balickim aeroporcie po prostu mnie obraża. Po pierwsze - szalenie drogie, po drugie - szalenie nijakie, po trzecie - spożywane w samym środku przestrzeni przepływów, tylko połowicznie w Castellowskim sensie (szturchanki, pokrzykiwania, komunikaty). Umówmy się, drodzy Państwo, balickie knajpo-kawiarnie nie są tymi miejscami, o których myślimy z tęsknotą, na odwiedzenie których czekamy z nadzieją. Co więc zrobić, gdy na lotnisku znienacka zapuka do nas głód?Jeżeli mamy około godziny do odlotu samolotu, jesteśmy uratowani. Oto recepta: należy wziąć walizki, wyjść z terminala (tak, całkiem, zupełnie, bez żalu opuścić to miejsce), następnie skierować się w stronę, nieszczęśliwie odległej o całe dwieście metrów, stacji kolejki, by tuż przed peronem skręcić prosto na teren jednostki wojskowej. Następnie trzeba przejść jeszcze około 150 metrów, aż znajdziemy się przy klubie garnizonowym. Tam właśnie, na pierwszym piętrze, znajduje się Bufet u Ptaka, "otwarty codziennie do 19:00 i później". Miejsce doskonale wpisuje się w kontekst okolicy. Nie tylko nazwa, ale także dekoracja sali (papierowe samolociki!), a nawet nazwisko właściciela (Skowron, a jakże) są tu skomponowane w sposób niebywale spójny. Taka knajpa mogła powstać tylko w Balicach. Gdy wejdziemy do środka, powita nas pan Skowron we własnej osobie i namówi na zupę dnia. Proszę nawet nie próbować się bronić, nie warto. Nas poczęstowano grochówką (4 złote, dzięki Bogu za nie-turystyczne miejsca) i pomidorową (złotych trzy). Doskonały był to pomysł - byliśmy zziębnięci po długim oczekiwaniu na autobus, który nie przyjechał, zmęczeni po długiej podróży i zmuszeni czekać kolejne kilkadziesiąt minut na kolejny 292 (tu odkrywają Państwo niewygodną prawdę: owszem, nie stać nas na taksówki z lotniska do centrum, uważamy bowiem, że wydawanie na taksówkę więcej niż na bilet lotniczy to skandal). Zupa miała na nas wpływ zbawienny: rozgrzała, miło wypełniła żołądki - po prostu, i grochówka, i pomidorowa były wyjątkowo dobre. Bez szaleństw, bez udziwnień, ot, uczciwe, smaczne, polskie obiadowe zupy, doskonałe na niepogodę i niewygodne myśli. Prosto z garnka, ugotowane kilkanaście minut wcześniej. Maciek, miłośnik mięsa, zachwycił się czwartkowym "świniobiciem", czyli ofertą dla większej grupy : przyprowadza się znajomych i zjada przyrządzone na rozmaite sposoby świeżo - przepraszam za wyrażenie - pozyskane mięso. Dla mnie to pachnie dzikimi bachanaliami, ale ci, którzy lubią mięso, powinni się ucieszyć. Warto iść do Ptaka na świeżą zupę, zamiast zapychać się plastikowymi ciastkami i kanapkami, co kosztują tyle, co książka. Warto zjeść coś, co smakuje domem, zamiast międzynarodowych chicken wraps i popić kompotem zamiast coca-colą. Warto. Do 19 i dłużej. Gosia Tagi: U_Ptaka, bufet, Balice, grochówka, pomidorowa, zupa | Autor: Gosia
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska |