Hotel i restauracja Santorini
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Dawno (Dawno temu na Kazimierzu)

Restauracja: Dawno temu na Kazimierzu

(25.09.2009) Dawno temu na Kazimierzu nie było doświadczeniem niemiłym, co najwyżej ekstremalnym smakowo i śliczniutkim estetycznie.

Czy ktoś w naszym popadającym w turystyczną komercję mieście, pamięta jeszcze ulicę Szeroką? Czy w czasach intelektualnej i duchowej miałkości, wspomina jeszcze jej klimatyczny początek, wciśnięty między cmentarny mur, a pierwszą z wielu odrapanych kamienic? Dalej trafiało się bardziej na plac niż ulicę, a właściwie to po prostu na wielki parking. Strzeżony nawet, bo przecież posterunek policji był na Szerokiej chyba "od zawsze". No i oczywiście kazimierzowscy aborygeni,  obecnie już na wymarciu, którzy sprawiali, że nawet panie negocjowalnego afektu, w te okolice się nie zapuszczały. Zresztą nie tylko ludzie się zmienili... Cmentarny mur stał się ścianą powstającego apartamentowca czy hotelu, kamienica vis-a-vis za sprawą odnowienia, zyskała absolutną i dojmującą nijakość. Parking niby pozostał, ale z każdej już strony osaczany przez zachłanne ogródki coraz to nowych restauracji i knajpek. Dobrze chociaż, że synagoga stoi, gdzie stała i ruszać się nie zamierza.

Jest jeszcze jedno miejsce, jedyne, które ratuje ulicę Szeroką. Prawdziwe miejsce zadumy i to nie tylko dlatego, że głosi tak wmurowana w kamień tablica pamiątkowa. Posiedzieć można w spokoju, pod drzewkiem, na jednej z dwóch ławek. To jedyne miejsca siedzące na całej Szerokiej, gdzie nie grozi atak młodziutkich i zawsze chętnych... do pomocy kelnereczek z Vinci lub Bombaju, albo też niszczycielska szarża poważnych i sztywnych jak kije od szczotki kelnerów z Szarej czy Rubinsteina. To jedyne chyba miejsce, gdzie  ponad towarzystwo pięknej nieznajomej, zawsze przedłożyć należy opowieści wiekowej pani Marii. Jeśli tylko ktoś znajdzie czas by jej posłuchać, opowie ona o Szerokiej czasów getta. Zarysuje obraz ulicy podczas wojennej zawieruchy, na który cień rzucają w równej mierze tragedie osobiste, jak i podeszły wiek. Uważny i regularny słuchacz dowie się, że panią Marię na Szerokiej zmogła dopiero inwazja meneli i zakapiorów w latach nie mniej mroczniejszych niż wojenny czas. Ale ona wciąż tam wraca, siada na jednej z ławek i opowiada jak to było dawno temu na Kazimierzu. A niejeden słuchacz natchnięty przez opowieść, postanowili przekonać się, jak wygląda dzisiejsze Dawno temu na Kazimierzu.

Restauracja pod takim właśnie tytułem mieści się w pierwszej kamienicy na Szerokiej, tak skrzywdzonej niedawnym remontem. Teraz prezentuje się ona niczym przebrzmiała gwiazda, która chcąc ratować więdnącą nieuchronnie urodę, funduje sobie kosztowny lifting. Jednak zamiast odrodzonego uwielbienia, znajduje jedynie politowanie. I tak to jest właśnie z tą kamienicą, a szyldy dawnych zakładów handlowo-usługowych wyglądają tutaj jak niechciane pryszcze, na obficie przypudrowanej skórze. Jak się jednak okazało, szyldy te, to już część restauracyjnego ekwipażu. Anektując siedziby stolarza, krawca czy składu rzeczy różnych, pokuszono się tutaj o odtworzenie aury, która panowała dawno temu na Kazimierzu. Szkoda tylko, że dawno temu nie cenili wyżej swoich kości ogonowych i korzystali z niezbyt wygodnych krzeseł. Ale starocie rządzą się swoimi prawami, choć obrzydliwie wyeksponowane kolumny najwyraźniej im nie podlegały. Płynąca z nich muzyka zespołu Kroke, choć niezwykła i jednoznacznie żydowska, też była zbyt współczesna, jak na to wnętrze.

Co raziło w muzyce, okazało się zbawienne w odniesieniu do obsługi w postaci malutkiej, śliczniutkiej kelnereczki, której, wbrew obawom, z żadnej strony nie dało się zaliczyć w poczet staroci. Bardzo sprawnie zakręciła się ona wokół najważniejszego z gości, by nie poczuł się zaniedbywany, za co on odwdzięczył się zamówieniem pełnego obiadu, a nie tylko zupy, jak było początkowo planowane.. Zamówienie zupy czosnkowej z estragonem (ochrzczoną tutaj Kolahorą) oraz Czulentu, miało potwierdzić, że wchodząc między wrony, należy krakać, czy raczej wonić, jak i one, ale decyzja ta miała się jeszcze okazać brzemienna w skutkach...

Zaczęło się niewinnie. Śliczna obsługa przyniosła zupę. Nieoczekiwanie, obdarowała gościa nawet grzankami. Oczywiście, by nie zawieść dziewczyny, od razy ujęto łyżki w doń, posiorbano, pomlaskano, pooddychno z ulgą, bo nalewka o konsystencji niezbyt gęstego kremu, okazała się najniższym wymiarem czosnkowej kary.  W przypływie entuzjazmu, nawet grzanek sobie dosypano - dziewczę przyniosło, to z grzeczności chociaż zjeść trzeba. I w tym momencie pojawił się problem, a zaraz za nim żal, że wśród zaanektowanych przez restaurację pomieszczeń, nie znalazła się siedziba balwierza, bo pierwsze starcie z grzankami, zęby przetrwały chyba tylko dzięki opiece opatrzności. Jak nic musiały one pamiętać czasy krawca Kaca czy stolarza Holzera - grzanki oczywiście. Podniebieniu też się oberwało, bo świdrowanie, które pojawiło się nosie pod koniec zupy, oznaczać mogło tylko jedno - początkowo zamaskowaną czosnkową bombę z opóźnionym zapłonem, która dokładnie wypaliła przełyk.

I na taki właśnie grunt trafił Czulent - potrawa z trzech rodzajów fasoli, mięsa wołowego, warzyw i chyba wszystkiego innego co było pod ręką. Wyglądał on jak... Cóż, jak potrawa z dużych ilości fasoli, mięsa i warzyw - bezkształtnie i niezbyt zachęcająco. Smakował... również jak duże ilości fasoli z mięsem i warzywami - niezdecydowanie i mdło na tle poprzednich czosnkowych ekscesów. Nie pozostało nic innego, jak wzbogacić czulent świeżo miażdżonym czosnkiem w oliwie - słodziutka kelnereczka przyniosła, to z grzeczności chociaż zjeść trzeba. Dodatek okazał się zbawienny dla charakteru i smaku potrawy, ale zgubny dla wszelkich towarzyskich planów na następne dwa dni.

Czy dlatego małe, śliczne dziewczątko tak zaciekle strzegło tajemnicy swego numeru telefonu? Któż to wie... Wątpliwości nie pozostawił z pewnością fakt, że żydowska kuchnia długo nie da o sobie zapomnieć. Jednak Dawno temu na Kazimierzu nie było doświadczeniem niemiłym, co najwyżej ekstremalnym.

Aleks

Więcej na temat restauracji

Tagi: Dawno_temu_na_Kazimierzu, restauracja, żydowska, Szeroka, zupa, czosnkowa, estragon, kolahora, czulent


Agnieszka: Czulent w Vinci na Kazimierzu to totalna pomyłka. Podają nieświerżą potrawę w stylu "przegląd tygodnia" . Po wczorajszej nieskończonej konsumpcjidługo będę omijał Vinci łukiem
2010-07-18 13:51:06


Wpisz komentarz:
Podpis:
Autor: Aleks

Zwykły facet przechodzący kryzys wieku średniego. Skupiony na użalaniu się i bez reszty w sobie zakochany. Kocha muzykę, morze i córkę. Jak dotąd bezskutecznie poszukuje potrawy o doskonałej harmonii zmysłowych doznań.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, kurczak, burger, konkurs, lunch, Scandale_Royal, Zielona_Kuchnia, polędwica, stek, grill, ogród, Hard_Rock_Cafe, grecka, sushi, tagliatelle, zupa, cebulowa, Arenda, włoska
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter