
Egzotyczne GADanie (Sakura Sushiya)(20.07.2009) Rozumiem już Klarę - bohaterkę fredrowskiej "Zemsty", która stanowczo dopraszała się o krokodyla. Od zguby może nie uchroni, ale zapewni smaczny i wyjątkowy posiłek. Pomimo przeogromnej ilości wspaniałych zalet i przymiotów mego szlachetnego charakteru (wśród których skromność zajmuje niepośrednie miejsce), posiadam pewną skazę. Z rozmysłem nie nazywam tego wadą, bowiem jest to drobiazg, który dowodzi, że jednak i ja jestem istotą ludzką - niedoskonałą. Mówię tutaj o moim panicznym strachu przed gadami, a w szczególności wężami. Przybrał on wręcz rozmiary fobii w najczystszej klinicznej postaci. Dlatego też nigdy bym nie przypuszczał, że moja ofidiofobia pozwoli mi na degustację jakiegokolwiek gada, ale jak widać życie lubi zaskakiwać...O tym, że nowa "suszarnia" otworzyć miała się na Kazimierzu wiedziałem od dawna, jednak dopiero znajoma uświadomiła mi, że powstanie ona w odnowionym budynku, stanowiącym praktycznie ostrze klina pomiędzy Starowiślną a Dajworem. Pierwszą z ulic nowa nieruchomość obdarowała kolejnym bankiem, drugiej w udziale przypaść miał wspomniany sushi bar. Bogatszy o tę wiedzę, zacząłem częściej pojawiać się w tych okolicach, by śledzić postęp prac. Wkrótce dowiedziałem się, że nowe miejsce nosić będzie nazwę Sakura Sushiya i będzie restauracją łączącą trzy nurty kuchni orientalnej - japoński, chiński i tajski. Gdy jeszcze przez oficjalnym otwarciem restauracji dostałem w swe ręce część menu, już wiedziałem, że udam się tam jak najszybciej, chociażby po to, by sprawdzić, czy Stek z krokodyla w tajskim czerwonym sosie faktycznie znajduje się na składzie szefa kuchni. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, a wizytę w Sakura Sushiya złożyłem już w dniu premiery. Wnętrze odbiegało od mojego wyobrażenia orientalnej restauracji z wyższej półki. Był to raczej kompromis pomiędzy dalekowschodnim charakterem, a europejską funkcjonalnością. Typowo orientalną perełką był jedynie tatami room - w mojej opinii najefektowniejszy w Krakowie. My postanowiliśmy jednak, ucztować na modłę europejską i zdecydowaliśmy sie na stolik bardziej dla nas tradycyjny. Pełne menu restauracji okazało się wyjątkowo obszerne, a obok typowo japońskiego sushi, czy tajskiego curry, znalazły się propozycje znacznie mniej znane, ale nader obiecujące. Wśród nich pojawiła się moja osobista "kobyłka u płota", czyli wspomniany krokodyl w tajskim sosie. Drżenie głosu, które być może pojawiło się podczas zamawiania, nie było bynajmniej manifestacją fobii, a co najwyżej wrodzonego skąpstwa, które brutalnie skonfrontowane zostało z astronomiczna ceną 58 złotych. Krokodylowi miała towarzyszyć także zielona herbata Japa Genmaicha z prażonym ryżem w cenie złotych 11. Niestety, poza cenami pojawił się jeszcze jeden zgrzyt. Otóż, gdy każdy dostał swoją herbatę, a znajomi zamówione przez siebie zestawy sushi, mój krokodyl nadal pozostał w ukryciu. Spodziewałem się oczywiście, że jego przygotowanie potrwa, jednak osobiście jestem gorącym orędownikiem jednoczesnego podawania potraw wszystkim gościom przy danym stoliku. No ale, że kelnerka poza tym była miła i sympatyczna, to więcej tego czepiał się nie będę i przejdę do krokodylego sedna, które w końcu pojawiło się przede mną. Gad okazał się mięsem białym, co od razu wywołało serię żartów, sprowadzających się do tego, że zamiast krokodyla otrzymać mogłem kurczaka czy rybę, a i tak żyłbym w nieświadomości. Jednak smak krokodyla rozwiał wszelkie wątpliwości. Nie była to ryba i ponad wszelką wątpliwość nie był to także kurczak. Nie było to również nic innego, co mogłem wcześniej jeść, mięso miało bowiem wyjątkowy, nieznany przeze dotąd smak. Nie wiem tylko czy to na karb mojej wyobraźni i autosugestii, złożyć powinienem fakt, że soczyste i sycące mięso, niosło w sobie bardzo lekką, smakową sugestię mułu, w którym przecież krokodyl jakże często przebywa. Przeto skłamałbym mówiąc, że sensacja była negatywna, wręcz przeciwnie, doznania smakowe zakwalifikować należało do wyjątkowo przyjemnych i wartych jak najczęstszego powtarzania. Jednak z krokodylem koniecznie trzeba rozprawiać się za pomocą cywilizowanych noża i widelca, bowiem mięso gada nie należy do kruchych, a rozczłonkowanie go za pomocą pałeczek chyba tylko metodą perforacji byłoby możliwe. Niestety krokodyl skończył się dużo za szybko. Uważam, że za taką cenę powinno być go nieco więcej, ale cóż, takie widać prawa rynku. Winne są one też temu, że pewnie nie szybko będzie mi dane ponownie zasadzić się na gada z nożem i widelcem, bo cena jest taka a nie inna. Ale rozumiem już Klarę - bohaterkę fredrowskiej "Zemsty", która stanowczo dopraszała się o krokodyla. Od zguby może nie uchroni, ale zapewni smaczny i wyjątkowy posiłek. Wojtek | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |