
Początek pięknej przyjaźni? (Casablanca)(03.07.2009) Nie mówię, że było idealnie, że sama restauracja i jej kuchnia są pozbawione wszelkich wad, ale na pewno warto tutaj zawitać, a dla mnie może być to początek pięknej przyjaźni... Letnie ogródki już na stałe wpisały się w krajobraz zarówno Rynku, jak i Kazimierza. Oczywiście można się spierać, co do ich estetyki i efektowności kompozycji, jaką tworzą z zabytkowymi kamienicami, jednak zarówno Krakowianie, jak i turyści, wyraźnie je sobie upodobali. Widać nieodparty urok musi się kryć w spożywaniu jadła i napitków na świeżym, krakowskim powietrzu, w cieniu parasoli, dających wątpliwą ochronę przed żarem lejącym się z nieba. Urocze musi też być przebywanie w licznym oraz gwarnym towarzystwie współbiesiadników, a także całej "rynkowej" lub "kazimierzowskiej" menażerii bliżej nieokreślonej proweniencji.A mnie, wszystko to co innych do ogródków przyciąga, odstręcza. Może jestem dziwny, ale od upalnej i parnej atmosfery letnich dni, wolę przyjemnie klimatyzowane wnętrza. Od harmidru codziennego życia i gwaru rozmów, wolę muzykę sączącą się z głośników, a i ucztowanie w wąskim, wyselekcjonowanym gronie, przedkładam nad jakże urocze towarzystwo osób tłoczących się w ogródkach i przechodniów zaglądających mi do talerza. Bym zdecydował się zasiąść w ogródku, musi on spełniać kilka warunków. Musi być zlokalizowany na uboczy, najlepiej odgrodzony od ruchu ulicznego, powinien nie być zbyt zatłoczony, a do tego wszystkiego współpracę musi podjąć także pogoda, gwarantując temperaturę na poziomie przeze mnie akceptowalnym. Aja, ze wszystkich ogródków, we wszystkich knajpach na całym Kazimierzu wybrałem właśnie ten w brasserii Casablanca. Nie jest on może odgrodzony od świata, ale w miejscu (koniec ulicy Szerokiej), gdzie w owym świecie niewiele się dzieje. Nie jest też oblegany przez rzesze turystów, a aura oferująca umiarkowane zachmurzenie, zachęcała do pozostania na świeżym powietrzu. Jedynym argumentem, który tego dnia mógłby przemawiać za eleganckim wnętrzem, nawiązującymi wystrojem do marokańskich klimatów, były parkujące dość blisko ogródka samochody. Postanowiłem jednak przymknąć na to oko i zagłębiłem się w lekturze menu. Jako, że dzień się dopiero rozpoczynał (przynajmniej dla mnie), skupiłem się na pozycjach łatwych, lekkich i przyjemnych. Wybór padł na Chłodnik truskawkowy z awokado i syropem ze świeżej wanilii oraz sałatkę Casablanca, na którą składają się gruszki w szynce, sałata, pomidory świeże i suszone, ogórek, oliwki oraz jajko. Oczekując na zamówienie obserwowałem przeciwległą stronę ulicy Szerokiej, współczując tłoczącym się w tamtejszych ogródkach ludziom samemu będąc jedynie sporadycznie mijanym przez zabłąkanych turystów. Współczucie nie zdążyło jednak nabrać mocy, bowiem mój chłodnik pojawił się wcale szybko. Spróbowałem i cóż... truskawek na pewno nie pożałowano. Do tego stopnia, że całość była nieco zbyt gęsta i przypominała truskawkowy koktajl. Dopiero zmiksowane awokado osłabiło aromat truskawek, jednak poszło nawet za daleko, bo wprowadziło wręcz smakową monotonię. Ani na jotę sytuacji nie zmieniła nutka wanilii, która okazała się po prostu zbyt subtelna, żeby nie powiedzieć ledwo wyczuwalna. Zabrakło tutaj mocniejszego akcentu, czegoś co nadałoby chłodnikowi charakter i zaakcentowało, że jednak zjadłem zupę, a nie owocowy mus... Wiem! Zabrakło mi tutaj czerwonego pieprzu, grubo mielonego czerwonego pieprzu, który, choć słodkawy, doskonale przełamałby marazm, jaki ogarnął truskawki połączone z awokado. Wszytko to, czego zabrakło chłodnikowi, zaoferowała sałatka Casablanca... Nie ukrywam, że do zachęciły mnie do niej głównie gruszki zawinięte w szynce. Na szczęście ich nie poskąpiono, a z pozostałymi elementami tworzyła bardzo interesującą i smaczną kombinację. Wyjątkowo dobrze wspominam ją w połączeniu, o dziwo, z czarnymi oliwkami. Piszę o dziwo, bo do tego dnia tych ostatnich raczej unikałem. By moje szczęście było jeszcze pełniejsze, sałatkę oprószono czerwonym pieprzem, którego tak brakowało chłodnikowi. Jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić, to jajko, które pojawiło się tutaj jakby nie z tej bajki i w moim odczuciu do niczego specjalnie nie pasowało i warto byłoby je czymś zastąpić. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy, skończyć się też musiała wizyta w Casablance i jej ogródku. Nie mówię, że było idealnie, że sama restauracja i jej kuchnia są pozbawione wszelkich wad, ale na pewno warto tutaj zawitać, a dla mnie może być to początek pięknej przyjaźni... Wojtek Tagi: Casablanka, brasseria, Szeroka, chłodnik, truskawki, awokado, wanilia, sałatka, pomidory, gruszka | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |