
Indie po krakowsku (New Delhi)(25.05.2009) Cieszę się, że powstają alternatywy dla tanich chińskich barów, gdzie za naprawdę niewielkie pieniądze można się najeść, doświadczając przy tym odmiennych smaków. Nie często zdarza się, żebym koło nowej restauracji, czy choćby restauracyjki przeszedł kilka razy, nim do mózgu dotrą właściwe impulsy. Jednak coś takiego przydarzyło mi się w przypadku New Delhi na Krakowskiej. Kiedyś był tam Szybki Kęs, potem w oknach pojawił się czerwony bristol, jednak dopiero interwencja Najwyższego - Krakowską ciągnęła tego dnia jakaś święta procesja (wyprzedzając o tydzień analogiczny pochód mniejszości seksualnych) - pozwoliła mi dostrzec na bristolu stylizowaną indyjską czcionkę. Jedno spojrzenie do środka ujawniło obecność spożywczej lady, kilku (dokładnie dwóch) stolików i niewiele większej ilości krzeseł. Nadeszło olśnienie - "Tutaj się je!", choć między Bogiem, a prawdą, nie było tam nic, co by do jedzenia zachęcało.Ale wszedłem... w końcu taka praca, że ryzykować trzeba. Zresztą wszedłbym tak czy inaczej, bo indyjskiej kuchni mam po prostu słabość. Na pierwszy rzut oka trąci tutaj prowizorką. Począwszy od wspomnianych czerwonych bristolów, służących też jako menu, poprzez jednorazowe sztućce, na przeterminowanych czasopismach skończywszy. Byłoby mnie to pewnie jednak odstraszyło, gdyby nie milutka, uśmiechnięta i radosna przedstawicielka płci pięknej, która urzędowała za ladą. Z entuzjazmem opowiedziała o wszystkich czterech możliwościach obiadowych. Zresztą dużo opowiadania nie miała, bowiem w każdej z opcji był to kurczak z sosem - łagodnym, średnim lub ostrym. Czwarty wariant stanowiło połączenie wszystkich trzech sosów. Do tego oczywiście ryż, surówka (jak się potem okazało - ze słoika) i, co już nie tak oczywiste - frytki. A wszystko to w oszałamiająco niskiej cenie 6 zł. W tym momencie poważnie zastanowiłem się z czego muszą być robione frytki, surówka, ryż, a przede wszystkim kurczak z sosem, by mógł być sprzedawany za 6 zł i jeszcze dało się na nim zarobić. Jednak jak zawsze w takich sytuacjach, stwierdziłem, że ignorancja bywa błogosławieństwem i zamówiłem Vindaloo, czyli kurczaka z najostrzejszym z sosów. Pięć minut później już byłem w drodze do domu (czas tego dnia był towarem deficytowym, więc obiad zamówiony został na wynos). Pół godziny później wszystko wciąż było ciepłe, jednak dłuższe przebywanie w pobliżu sosu nie przysłużyło się frytkom, które niezbyt apetycznie nasiąknęły. Ryż, niestety, okazał się być gotowanym kilka chwil za długo, ponieważ był zbity i kleisty. Relatywnie najlepszym elementem okazał się sos. Co prawda kurczaka nie było łatwo tam znaleźć (czego się jak najbardziej spodziewałem), jednak sos okazał się faktycznie ostry, aromatyczny i odpowiednio gęsty. Niestety był też nieco zbyt słony, a w końcu Indie mając takie bogactwo przypraw, nie muszą uciekać się do soli. Mimo to, posiłek okazał się sycący, a zważywszy na minimalną cenę i początki restauracyjki, to New Delhi zasłużyło na malutki plusik i kolejną szansę. Ta nadeszła kilka dni później, jednak tym razem wygospodarowałem już na tyle czasu, by móc zjeść na miejscu. Tym razem było już kilku klientów, na szczęście była też milutka gospodyni, której obecność osłodziła niewielką podwyżkę cen - z 6 na 7 zł. Tym razem wybrałem Shava Shava, czyli miks wszystkich trzech sosów. Gdy otrzymałem zamówienie, przekonałem się, że idea talerzy jest New Delhi obca, a jedząc "na miejscu", zamówienie dostajemy w połówce pudełka na wynos. Na szczęście nie należę do osób, które coś takiego może przerazić, tym bardziej, że wkrótce przekonałem się, że sama receptura potraw została udoskonalona. Ryż, choć nadal zbyt lepki, został jednak przesmażony z dodatkiem curry. Sos także nie był już tak słony, choć do ideału i całkowitego wykluczenia smaku soli, jeszcze trochę brakowało. Frytki, przynajmniej te, które nie postały w całości pokryte sosem, też były zjadliwe, choć akurat ich obecność, to uważam, że powinna być raz jeszcze przemyślana. Jednak kierunek zmian należało ocenić jak najbardziej pozytywnie i raz jeszcze pochwalić New Delhi. Co prawda nie jest to, i pewnie nigdy nie będzie poziom innych indyjskich restauracji, ale cieszę się, że zaczynają powstawać takie miejsca. Cieszę się, że powstają alternatywy dla tanich chińskich barów, gdzie za naprawdę niewielkie pieniądze można się najeść, doświadczając przy tym odmiennych smaków. Wojtek Tagi: New_Delhi, Krakowska, bar, indyjski, tanio, vindaloo, kurczak, frytki | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |