RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Jak smakuje (Figa z makiem)?

Udałam się na Sławkowską, w poszukiwaniu nieznanych mi w dzieciństwie frykasów. I, ach, żeby wszystkie podróże sentymentalne były równie udane!

Gdy byłam mała, w szarym i zgrzebnym czasie konającego PRL-u, fascynowały mnie słowa i wyrażenia, których nie rozumiałam. Odnajdywałam je w ulubionych książkach i w opowieściach ciotek; były obietnicą istnienia innego, lepszego świata. Marcepan, ptasie mleczko, bułeczki maślane - zastanawiałam się, jak smakują i byłam pewna, że doskonale. Podobnie intrygowało mnie wyrażenie "figa z makiem". Wiedziałam co znaczy, ale czym były wymienione w nim produkty? Mak znałam z doskonałych domowych makowców, ale figa? Teraz już znam smak fig, ale i tak nie zwlekałam z odwiedzeniem nowej restauracji na Sławkowskiej, której kusząca nazwa obiecywała pomóc w rozwikłaniu tajemnicy sprzed trzydziestu lat.

Wnętrze budzi nasze zaufanie - dwie sale, jedna przejściowa, na zaledwie trzy stoliki, druga duża, piwnice (chwilowo niemiłosiernie wychłodzone) oraz kilka stoliczków na dworze. Wystrój jednocześnie swobodny i nowoczesny; ciekawie wkomponowane w sufit okna, a za oknem nietuzinkowe i miłe dla oka rozwiązanie - ceglany murek. Obsługa szybka, uśmiechnięta i chętna do pomocy.

Aby zaspokoić pierwszy głód zamawiamy zupy: krem marchewkowy z kolendrą i kurczakiem (9 zł) oraz barszcz czerwony z uszkami (8 zł). Marchewkowa to propozycja z rodzaju interesujących (czytaj: smakowała, ale drugi raz bym jej nie zamówiła). Gęsty, inspirująco pomarańczowy krem, do tego - bez obawy! - tylko lekko słodkawy. W polskich domach rzadko przyrządza się marchewkę nie na słodko, a ma ona w tym względzie wielki potencjał. Ja osobiście nie lubię słodkawych surówek z marchewki, więc zjedzenie wytrawnego, aromatycznego kremu z sycącymi kawałkami kurczaka było dla mnie przyjemnym doświadczeniem. Barszcz - bardzo dobry, ostry, konkretny; pływające w nim uszka mogły by być odrobinę mniejsze, ale i tak jest to barszcz, który chętnie jeszcze kiedyś zjem.

Mamy ochotę na makarony, a Figa z makiem oferuje ich aż siedemnaście rodzajów. Wybieramy  papardelle z boczkiem, suszonymi pomidorami, szpinakiem, oliwkami na oliwie (21 zł), farfalle z tuńczykiem, cukinią, papryką w sosie śmietanowym (19 zł) oraz spaghetti bolognese (15 zł). Papardelle prezentują się rewelacyjnie - grube wstążki, a na nich intensywna czerwień suszonych pomidorów oraz głęboka ciemna zieleń szpinaku; prawdziwa uczta dla oczu! Dla podniebienia również; składniki (poza wymienionymi, jeszcze chrupiące skwarki z boczku) doskonale razem współgrają. Nie rozumiem tylko, dlaczego danie dosłownie pływa w oliwie - jest to dosyć obrzydliwe, a jednocześnie utrudnia jedzenie, ponieważ każdy kęs należy chwilę potrzymać na widelcu, aby ściekł z niego tłuszcz. Co za dużo to niezdrowo, zalecam tu pewną wstrzemięźliwość! Ten sam błąd popełnił kucharz przy farfalle - kokardki zamiast być jedynie oblepione sosem, pływają w nim. Łagodny tuńczyk, cukinia i papryka tworzą zestawienie smaczne, ale - w jakiś sposób - banalne. Spaghetti bolognese - absolutna klasyka - nie zawodzi; idealny sos mięsny na porcji ugotowanego al dente makaronu.

Na zwieńczenie posiłku wybieram - jakżeby inaczej, w końcu po to tutaj się znalazłam - makowiec z sosem figowym na ciepło (11 zł). Co prawda sos jest zaledwie letni, ale i tak deser budzi mój najwyższy zachwyt. Makowiec jest w formie okrągłego ciastka, a oblewający je sos to prawdziwe arcydzieło - jest brunatny, gęsty i aromatyczny. Bardzo słodki, ale słodycz tę przełamuje ostrość fig. Kosztuję również tiramisu (14 zł), które całkowicie odpowiada mojemu ideałowi - świeżutkie, o puszystej konsystencji i smaku kogel mogel. A na zakończenie lody bananowe z polewą miodową (9 zł) - banan i miód to połączenie idealne, ale w pucharku nie znajduję niczego innego oprócz trzech gałek lodów (faktycznie intensywnie bananowych) i kilku strużek miodu. A przecież jestem w restauracji - gdzie bita śmietana, jakieś ciasteczka, owoce?

Udałam się na Sławkowską, w poszukiwaniu nieznanych mi w dzieciństwie frykasów. I, ach, żeby wszystkie podróże sentymentalne były równie udane! Doświadczenie jednak uczy, że na miejsce jednej rozwikłanej tajemnicy natychmiast zjawiają się następne. Gdy po opuszczeniu lokalu znalazłam się ponownie na Sławkowskiej, dotarło do mnie, że oto stoję w obliczu paradoksu - niby dostałam tutaj figę z makiem, a jednak jak miłe było to doświadczenia!

Gabriela

Tagi: Figa_z_makiem, Sławkowska, restauracja, włoska, polska, makaron, pasta, zupa, krem, marchewkowy, kolendra, barszcz, uszka, papardelle, boczek, szpinak, farfalle, tuńczyk, cukinia, spaghetti, bolognese, makowiec, figi, tiramisu, lody, bananowe


Ewa: Niedzielne popołudnie. W planie spotkanie z rodzinką przy jakimś pysznym jedzonku. Docieram około 14 do "Figi z makiem" wraz z mamą i siostrą. Do stolika zaprasza nas sama szefowa(przynajmniej na to wskazywał strój i zachowanie tej Pani). Szybko dostajemy karty. Zamawiamy coś do picia i dalej zaczytujemy się w smakowicie brzmiące nazwy dań. Po chwili decydujemy się na przystawkę: Śliwki pieczone w boczku z sosem żurawinowym (18zł), Crostini z pomidorami, pesto i oliwą (14zł). Na przystawkę czekałyśmy około 15 minut. Gorące przystawki były ledwo letnie,ale śliwki w boczku pychota :). W ciągu tych 15 minut dotarła do nas jeszcze jedna osoba i wybrałyśmy dania główne, które zamówiłyśmy około godziny 14:20. A były to: Tagliatelle z boczkiem i kurkami w sosie śmietanowym (24zł) Czarne Tagliatelle z owocami morza w pomidorach (29zł) Pierogi z farszem z dziczyzny i soczewicy z sosem rozmarynowym (26zł) oraz Penne z kurczakiem i suszonymi pomidorami w sosie śmietanowo -bazyliowym (25zł). Mija 20minut. W tym czasie rozglądając się po sali zauważam, że większość osób siedzi przy pustych stolikach w oczekiwaniu na swoje zamówienie. Nasze szklanki zostały opróżnione,a kolejny dzbanek wody to kolejne 12zl,więc odpuszczamy i przy pustym stole czekamy kolejne 10 minut. Przeglądam kartę i znajduję informację,że czas oczekiwania na danie główne wynosi 20-25minut. "Hmm, no dobrze", myślę sobie, "wszędzie czas oczekiwania może się wydłużyć". Ale po kolejnych 10minutach prosimy kelnerkę o informację kiedy dostaniemy zamówiony przez nas posiłek. Kelnerka zniknęła w kuchni i wróciła do nas z informacją "Przepraszam, mieliśmy dużą grupę. Muszą panie jeszcze chwilkę poczekać". Pytamy więc "jaką chwilkę? Mamy plany na później i nie możemy spędzić tu kolejnej godziny". Pani kelnerka nie potrafiła nam jednak odpowiedzieć. Powiedziała jednak,że "pogoni kuchnie". Gdy wybiła 50 minuta oczekiwania poprosiłyśmy o rachunek za to, co do tej pory zjadłyśmy. Złość kelnerki, zero przeprosin, Pani wyglądająca na szefową także się do nas nie pofatygowała. Zmarnowany czas, stracone nerwy, wydane nie najmniejsze pieniądze na małe,chłodne przystawki i napoje. Szkoda. Moja noga na pewno tam więcej nie postanie. A można było zaproponować zniżkę, inny termin,albo po prostu przeprosić lub podczas przyjmowania zamówienia poinformować o wydłużonym czasie oczekiwania...
2012-06-11 20:52:24

Ania: A ja zachwyciłam się tym miejscem, do którego trafiłam przypadkiem!! Niby w samym centrum a w środku czuje się ciszę i ogarniający błogi spokój!!! Jedzenie przepyszne!!!! Polecam sandacza i gulasz z sarny!!Naprawdę warto skosztować a uważam się za osobę naprawdę wybredną.
2011-06-18 08:55:25

zazine: A mnie najbardziej smakuje makaron z owocami morza-pychota
2010-12-21 23:03:57

Dorota: zato restauracja ma wspaniałą zupę cebulową - nigdy nie jadłam równie pysznej - nie jest to typowa ciężka francuzka cebulowa - pyszna, delikatna z nutą ostrego smaku - z małymi papryczkami chilli - pycha
2010-07-26 08:08:30

kate: Malutkie porcje, gramatury w karcie nie ma podanej - zdecydowanie nie polecam. Jedzenie takie sobie - bez szaleństw. Restauracja dla snobów i tyle. Lepiej pójść na dobry obiad do Padre
2009-09-02 15:03:57

natachee: racja, makarony pływają w rzadkim tłustym sosie jak w rosole. sos figowy pyszny, tylko że mój makowiec był nieświeży. najlepiej wspominam przystawkę - sery, z witką (trochę skąpą) selera naciowego, pysznym winogronem i pomidorkiem cherry.
2009-06-29 22:03:19


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Gabriela

Wieczna poszukiwaczka, nie tylko smaków; podróżniczka, nie tylko w głąb siebie; łasuch, ale i smakosz; ceni celebrowanie chwili - najlepiej z filiżanką kawy w ręku i kotem na kolanach.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Festiwal, food, truck, włoska, kurczak, Pierogów, burger, Maximus, Kraków, Magillo, pierogi, Red, Food, Małopolski, Bar, zlot, Smaku, krewetki, Pigi
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter