
Damsko-męskie Yin i Yang (Sempre Bracka)Restauracja: Sempre Bracka Polubiłem to miejsce. Za jedzenie, które natchnęło do filozoficznych rozważań i za wnętrza, które pozwoliły przetrwać kiepską randkę. "Męska szowinistyczna świnia" - nieco zużyty klasyk. "Bezczelny samiec z ... (tutaj dowolne określenie męskich narządów płciowych) zamiast mózgu" - urażona kobieca duma bywa nawet gorsza od męskiej. "Żałosny impotent" - temu z pełną stanowczością zaprzeczam. Te i inne podobne im określenia padały nie raz pod moim adresem ze słodkich kobiecych ust. Określenia i opinie dla mnie całkowicie niezrozumiałe, bowiem uwielbiam wszystkie kobiety. Więcej, wręcz je kocham i zawsze staram się ich dni święte, nie mylić z trudnymi, święcić.Postanowiłem uczcić kolejne kobiece święto wraz z poznaną niedawno niewiastą o imieniu Marta. Na tyle niedawno, że nie przeszkadzał jej fakt, iż świętowanie odbyło się kilka dni po terminie. Wkroczyliśmy więc dumnie do Sempre Bracka i zajęliśmy miejsce na wygodniej dwuosobowej kanapie. Wokół cisza i spokój. Restauracja wciąż świeciła nowością i... pustką. Niestety szybko przekonałem się, że pod tym względem Marta pasuje tutaj idealnie. Pewnie dlatego zacząłem kontemplować otoczenie ze znacznie większą uwagą, niż jej wywody... "Szaro tu, szaro i czerwono" - kolory takie, drugiego dna wyjątkowo nie było, bo chociaż szaro, to siedziało się bardzo przyjemnie. Wkrótce przybyła obsługa i pozostawiła na stoliku co następuje: menu restauracji - sztuk dwie; menu lounge baru, ponownie w parze; dwa menu lunchowe - to już na szczęście tylko jednokartkowe chudzinki; karta win - pojedyncza oraz oferta herbat, z racji rozmiaru też samotna. Aż dziw, że te sterty papierów zmieściły się na naszym niewielkim stoliku. Marta, o dziwo, skomentowała to wcale zabawnie, żart poparła przepięknym uśmiechem - "Czyżbym źle ją ocenił i zbyt szybko spisał na straty?". Niestety, po chwili podjęła przerwany przez kelnera słowotok, a rzeczywistość szybko powróciła do swej loży szyderców. Zamówienia dokonaliśmy na podstawie pierwszego z brzegu menu - lunchowej chudzinki. Najpierw zupy... Dla mnie dwukolorowa pomidorowo-szparagowa z szynką parmeńską, dla niej krem z dyni z ravioli. Szef kuchni mile zaskoczył niespodzianką w postaci małych kanapeczek, niestety był on jedynym źródłem miłych niespodzianek tego dnia. Zupy powitałem z niekłamaną radością. Nie chodziło nawet o ich efektowny wygląd, ale o chwilę wytchnienia od męczącej konwersacji, którą gwarantowały. Rozpoczynając posiłek oddałem się rozważaniom na temat natury relacji związków damsko-męskich posługując się moją zupą jako modelem. Część czerwona - pomidorowa, wykazywała cechy typowo kobiece - była kusząca i apetyczna, zachęcająca do konsumpcji. Jednak na dłuższą metę okazała się nie do zniesienia, gdy pozbawiona części zielonej - męskiej, teoretycznie bladej i nijakiej. Ale jak to w życiu, gdzie dopiero facet pozwala kobiecie zabłysnąć, tak i w zupie dopiero towarzystwo części szparagowej zagwarantowało pełnię wspaniałych doznań. Nie wiem czy moja towarzyszka oddawała się podobnym przemyśleniom, chociaż śmiem wątpić. W każdym razie jej zupa była już znacznie mniej interesująca, smakowo bezbarwny krem rozświetlały tylko z rzadka pestki dyni oraz ravioli. Widać zupa zawsze upodabnia się do konsumentki. O ile dania pierwsze natchnęły do rozważań na temat duchowej płaszczyzny męsko-damskich kontaktów, o tyle konsumpcję dań drugich zdominowały refleksje na temat czysto cielesnych aspektów. Ponownie miałem szczęście trafić na model niemal idealny w postaci Fusili z kurczakiem, pomidorkami i sosem pesto. Idealnie twardy makaron - rzecz zadziwiająco rzadko spotykana - dowiódł, że u podstaw każdej cielesnej rozkoszy leżą finezja i dbałość o szczegóły. Pomidorki zapewniły powiew lekkiej świeżości - niezbędny składnik każdego rodzaju przyjemności. Kurczak - mięso proste, smakowo plastyczne, dopasowujące się do charakteru potrawy, a zarazem jej kwintesencja - przypomniał, że mężczyzna jest konstruktem prostym, którego niezbyt skomplikowane pragnienia, zaspokoić łatwo. Jednak, podobnie jak moje bliskie spotkanie z fusili, nie mogłoby się obyć bez odpowiedniego sosu - w tej roli smaczne, choć nietypowe "śmietanowe" pesto - tak i bliskie kontakty z płcią przeciwną nie mogą odbywać się bez odpowiedniej oprawy, która nie pozwoli na pojawienie się nudy. Model, którym dysponowała Marta, czyli Gnocchi z sosem gorgonzola prezentował przypadek dalszy od ideału. Była to doskonała ilustracja znajomości, która po okresie pierwszej fascynacji intensywnym, bogatym smakiem i zaspokojeniu najbardziej palących pragnień (patrz aromatyczny sos i bardzo sycące kluseczki), szybko potrafi się znudzić. Intensywne doznania, początkowo tak satysfakcjonujące, szybko doprowadzają do zmęczenia, zarówno mentalnego, jak i fizycznego, pozostawiając jedynie pragnienie, by przygoda zakończyła się jak najszybciej. A moja przygoda z Martą... Cóż, niebawem pożegnaliśmy się z gościnnymi progami Sempre Bracka, a ja postanowiłem dać jej szansę, by przekonać się, czy czekający nas tego wieczora "deser" będzie bliższy jej gnocchi, czy może mojemu fusili. Aleks Tagi: Sempre, Bracka, randka, restauracja, włoska, zupy, pomidorowa, szparagowa, ravioli, fusili, pesto, gnocchi, gorgonzola, pasta, makaron, lunch Madey: Drogi Alexie
Odnoszę wrażenie, że wypowiadasz się na niewłaściwym forum. Twoje teksty bardziej pasują do miejsca, gdzie ludzie zwierzają się ze swoich frustracji, i kompleksów. Zrozumiałe, chcesz się pochwalić, że jeszcze jakaś kobieta dała Ci się zaprosić do restauracji. Domyślam się, że nie dała Ci dupy, choć może nawet zapłaciłeś za Nią rachunek, stąd takie krytyczne uwagi. Jest mi Ciebie żal. A może dobierasz sobie takie towarzyszki, przy których nic nie smakuje? Jak więc mamy wierzyć w Twój dobry gust kulinarny (bo chyba coś takiego nam chcesz wmówić) skoro jesteś tak marnym myśliwym.
P.S. Jako przedstawiciel płci brzydszej, pragnę zapewnić wszystkie Panie, że nie wszyscy jesteśmy tak żenująco nieeleganccy. Marta: Jeśli chodzi o mnie, to zdecydowanie nie poczułam się urażona, bo i po co. Nie zwykłam walczyć o cały ród kobiecy, mam zresztą zdanie na ten temat bardzo zbliżone do Twojego. Mam to szczęście, że motorem moich doznań są chwile miłe, a te pozostałe samoczynnie się wymazują. Ale może to i dobrze, że każdy z nas, a mam tu na myśli zdecydowanie szersze grono niż Ty Alexsie i ja, jest troszkę inny. Nie miałam zamiaru Cię atakować, jeśli tak to odebrałeś to przepraszam. Ale mogę zrozumieć rozdrażnienie innych tego typu komentarzami. Nie chcę Cię pozbywać siły napędowej, ale i tak życzę Ci więcej miłych niż nie przeżyć osobistych. Pozdrawiam Aleks: Droga Marto (widzę, że to jakże piękne imię jest tutaj bardzo popularne :) ), prawda jest taka, że chwil euforii związanych z kobietami w moim życiu nie brakuje (i, o dziwo, nie mam tutaj na myśli jedynie tych intymnych), ale to te gorsze doświadczenia bardziej zapadają mi w pamięć i skuteczniej inspirują. Powtarzam raz jeszcze - kobiety darzę ogromną i niesłabnącą estymą, jednak nie neguję też istnienia kobiet złych lub po prostu ze mną niekompatybilnych i to właśnie one napędzają moje kulinarno-egzystencjalne przemyślenia. Jednocześnie chcę w tym miejscu gorąco przeprosić wszystkie wspaniałe i cudowne przedstawicielki płci pięknej, które moimi przemyśleniami poczuły się w jakikolwiek sposób urażone. Marta: Powiem tak: Alex masz bardzo dużo racji. Niestety kobiety są często albo puste intelektualnie, albo rozgadane ponad miarę, albo szukające problemów. Najgorsza mieszanka - wszystko na raz! Jest to fakt dla mnie bardzo smutny, biorąc pod uwagę dodatkowo moją płeć. Ale mogę zrozumieć bulwersację Gosi (imię kojarzące mi się najgorzej ze wszystkich- przepraszam Gosiu). Nie po raz pierwszy wypowiadasz się na temat jedzenia w kontraście ze złymi kobietami. I to jest dla wielu z nas przykre. Do tego bardziej spodziewałabym się taki działań po rozplotkowanych właśnie kobietach. Pewnie masz rację, że posiłki i stosunki międzyludzkie łączą się i przenikają, ale ujawnianie niemalże intymnych przeżyć w połączeniu z jawnością towarzyszki (jawnością może tylko dla wąskiego grona - ale jednak) jest niemęskie i przede wszystkim mało eleganckie. Życzę Ci, żebyś znalazł ideał kobiety, bo takie jednak czasem bywają, a może wtedy Twoja niechęć zamieni się w euforię. Gosia: Dzieki, mysle ze sa inni potrzebujacy. Pamietaj o przekazaniu jednego procenta. Aleks: Ależ nie musisz mi dziękować droga Gosiu, niezmiernie się cieszę, że mogę i potrafię sprawiać Ci przyjemność. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł dawać Ci jej jeszcze więcej. Gosia: Chyba spotykaliśmy innych mężczyzn i inne kobiety. Określenia "prosty w obsłudze" zwykłam stosować do przedmiotów martwych, dlatego po raz kolejny chciałam Ci podziękować za otworzenie przede mną wrót nowego, nieznanego świata, który z przyjemnością poznaję, jak Malinowski tubylców na Trobriandach. Aleks: Gosiu, ja nie twierdzę, że męski ród pozbawiony jest jednostek wybitnych. Ba, wybitni przedstawiciele społeczności Marsa są znacznie liczniejsi, niż populacja genialnych przedstawicielek Wenus, nawet jeśli odstąpimy Wam Kopernik. Jednak jednostki wybitne rodzaju męskiego wciąż pozostają niewolnikami swych nieskomplikowanych pragnień. Nie mówię tutaj o powołaniu czy służbie szczytnym ideom, ale o pragnieniach bardzo... organicznych. Zgodzisz się ze mną mam nadzieję, że w tych kwestiach mężczyźni są konstruktami znacznie łatwiejszymi w obsłudze. Gosia: Ja tez zawsze moge liczyc na Aleksa. Kiedy czytam jego recenzje otwiera sie przede mna tajemniczy, nieznany swiat, zbudowany na zupelnie obcych mi fundamentach. Oto na przyklad uswiadamia mi Aleks, jacy sa mezczyzni z tego swiata: "mężczyzna jest konstruktem prostym, którego niezbyt skomplikowane pragnienia, zaspokoić łatwo". Na zasadzie przeciwienstwa kobiety to pewnie konstrukty skomplikowane, ktorych wymyslne pragnienia zaspokoic trudno. W mysl tych stwiedzen Jurek Owsiak Orkiestre zrobil przypadkiem, bo przeciez trudno potrzebe pomagania innym nazwac nieskomplikowana i latwa do zaspokojenia. Podobnie przypadkowo powstawac musialy dziela zycie Mozarta, Bacha, Conrada czy Mickiewicza. A Kopernik? Tez byla kobieta!
Dzieki, Aleks! Gdyby nie Ty moglabym zapomniec, ze sa ludzie, ktorzy naprawde tak mysla... Aleks: Męska intuicja :) Poza tym każda niepoznana kobieta, jest obietnicą interesującej znajomości. leeloo: Wow! Skąd ta pewność, że bardziej interesujące? Miło mi :) Aleks: W to, że Marta to przeczyta bardzo wątpię, a nawet jeśli, to i tak niewiele to zmieni w naszych relacjach. A skoro i Ty potraw wybrałaś jak moja towarzyszka, to muszę zrewidować poglądy na temat zup dopasowujących się do konsumentek, bo jestem przekonany, że Twoje towarzystwo byłoby znacznie bardziej interesujące, niż towarzystwo Twojej imienniczki :) leeloo: No tak, zawsze można liczyć na Aleksa. A jak Marta to przeczyta i zrobi jej się przykro? A zabawne, że ja też wybrałabym dania jak ona hahhaha :) | Autor: Aleks
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |