
Polsko-rusko-żydowska konspira (Rubinstein)Restauracja: Cztery Pory Roku (28.03.2009) Kuchnia czterogwiazdkowa, to i pierogi ruskie zwą się Rubinstein. Jedzenie niezłe, ale nieadekwatne do bardzo wysokich cen. Wielkie rzeczy czy odkrycia często rodzą się w bólach, będąc wynikiem żmudnych miesięcy czy lat pracy. Albo dzieje się tak, albo dochodzi do nich przypadkiem, są wtedy dzieckiem nie tyleż geniuszu, ile kosmicznych zbiegów okoliczności.Moje wielkie dzieło będzie syntezą dwóch powyższych przypadków. Impuls twórczy nadszedł bowiem całkowicie niespodziewanie i dość przypadkowo, jednak sama twórcza praca rozłoży się zapewne na długie miesiące trudnych i żmudnych degustacji. A wszystko po to, by powstał "Wielki Przewodnik Krakowsko-Ruski". Oczywiście pierogo-ruski. Dziś część pierwsza: Polsko-rusko-żydowska konspira w restauracji hotelu Rubinstein. Pierwszy przypadek sprawił, że trafiłem do tego miejsca, które tak dalekie jest od mojego kulinarnego habitatu. Środowisko też na pierwszy rzut oka wydało się nieprzyjazne, wyczuwając zapewne moją rezerwę. Zamiast przyjaznego albo chociaż grzecznego "Dzień dobry" ze strony personelu, usłyszałem chłodne "Słucham?" ze strony właściciela (chyba) czy kogoś z szefostwa. Zresztą tenże dżentelmen "towarzyszył" mi podczas całego obiadu, bowiem siedział stolik obok i udzielał wywiadu. Dzięki temu poznałem najróżniejsze fakty z historii samego właściciela, jak i hotelu oraz restauracji. Tylko fakt, że powstały one pomimo braku zgody konserwatora zabytków jakoś był szerokim łukiem omijany. Zresztą po chwili i tak straciłem zainteresowanie toczącą się obok rozmową i wróciłem do studiowania karty. Rzadko zdarza się, że menu w restauracji niczym mnie nie zaciekawi, nie spowoduje miłej niecierpliwości kubków smakowych i wzmożonego wydzielania śliny, ale że restauracja "czterogwiazdkowa", to bardzo chciałem przekonać się, co mają do zaoferowania. Na początek rzucają się w oczy czterogwiazdkowe ceny, ale tego akurat mogłem się spodziewać, więc psychicznie się przygotowałem. Ostatecznie rozpocząłem przygodę od Grzybowego kremu zapiekanego z ciastem francuskim z aromatem trufli. Bardzo miłym akcentem okazała się przystawka, stanowiąca prezent od szefa kuchni, a następnie kilka pysznych rodzajów pieczywa wraz z masłem o bardzo delikatnym aromacie czosnku. To z nawiązką wynagrodziło mi szwankujące powitanie i nastroiło do Rubinsteina znacznie pozytywniej. Jakiś czas później pojawiła się zupa. Wyglądała bardzo apetycznie. Kokilkę zwieńczała kopułka z ciasta francuskiego, kryjąca w swym wnętrzu gorący, gęsty i aksamitny krem o wyraźnym aromacie grzybów. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie wymyślił sobie, że obrócenie miseczki pozwoli mi skuteczniej dobrać się do ciasta francuskiego. No ale rewolucyjny pomysł do mej głowy wpadł, a ona podporządkowała sobie bez trudu palce i to właśnie one cierpieć musiały konsekwencje i mocne poparzenie, którego dopuściła się na nich wyjątkowo gorąca kokilka. Gdy ból nieco ucichł, na komentarz pozwoliły sobie kubki smakowe, zgłaszając pretensje na brak obiecanego aromatu truflowego. W końcu nie jest on tak subtelny, ani moje podniebienie tak zdegenerowane, by coś takiego przeoczyć, tym bardziej, że aromat ten bardzo lubię. Zupę dokończyłem już bez entuzjazmu i doszedłem do wniosku, że w gruncie rzeczy jestem już najedzony. Ale przecież nie odwiedziłem tych eleganckich i burżujskich wnętrz po to, by zjeść jedną tylko zupinę. Zdecydowałem zjeść jeszcze coś lekkiego w ramach drugiego dania. O pomoc w wyborze poprosiłem kelnerkę (choć strój jej mógłby sugerować, że była co najmniej managerką). Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że najlepszym wyborem będą Pierogi Rubinstein z kurkami w maśle tymiankowym. I to był drugi z przypadków, który stanowił impuls do powstania mojego Wielkiego Przewodnika... Pierogi były efektownie udekorowane, wyglądały naprawdę pięknie, ale smakowały jak zwykłe pierogi ruskie. Bardzo dobre pierogi ruskie, ale jednak ruskie. Kurki, i owszem, były, widziałem je w farszu, jednak dla innych zmysłów były niewykrywalne. Kilkakrotnie zdarzało mi się samemu operować w kuchni kurkami, niektóre z tych prób były spektakularnie nieudane, jednak nigdy nie udało mi się tych grzybów pozbawić smaku tak doszczętnie. Ale summa sumarum może to i lepiej, bo zjadłem bardzo dobre pierogi ruskie zamiast wariacji na temat, która niekoniecznie górowałaby nad pierwowzorem. Cena - 16 zł - o dziwo też nie powaliła, więc pomimo zaskoczenia, byłem względnie zadowolony. I tak o to skończyła się moja przygoda z kuchnią "czterogwiazdkową". Nie mogę powiedzieć, że była nieudana, jedzenie było poprawne, ale nic więcej. A może to moje oczekiwania były zbyt wygórowane? Tak czy inaczej szybko tak nie wrócę, bo najzwyczajniej w świecie mnie nie stać. Wojtek Tagi: Rubinstein, hotel, restauracja, Szeroka, elegancko, grzybowa, pierogi, ruskie Tomek: owych restauracjach prowadzą do takich właśnie wniosków. Najgorsze w tym wszystkim jest to , że cierpi na tym personel.
ps. dwa komentarze na temat szefostwa mówią wszystko Paweł: hahahah i cała racja . pieknie to wszystko ujete. lecz musze przyznac ze niktóre dania są rewelacyjne to ceny bardzo wysokie.a szef tego przybytku to co do kultury osobistej to jest daleki od ideału. | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |