
Aneczka
Smak z pewnością jest dla mnie bardzo ważny. Podobnie jak nowe bodźce (te kulinarne również ;) i ciekawe doznania. Szukam ich sama, albo gotując coś w domu albo szukając w menu coraz to nowych miejsc do których chodzę. Najczęściej wybieram miejsca związane z kuchnią hiszpańską, meksykańską, włoską, chińską oraz japońską. I jeśli chodzi o kuchnię hiszpańską, to z racji częstych i długich podróży do Hiszpanii jestem tu bardzo krytyczna. Kuchnia meksykańska kusi mnie aromatycznymi zupami, świeżymi sałatkami o niepowtarzalnych smakach oraz tym, co mi zawsze poprawia humor - fajitas : Kuchni chińskiej próbowałam w kilku krajach (poza Chinami) i przyznam że w Polsce smakuje mi najbardziej. A sushi musi być przede wszystkim świeże, atrakcyjnie przygotowane i podane w ciekawy sposób. Lubię sycić nie tylko żołądek, ale i oczy. Aspektem związanym z jedzeniem w różnego typu lokalach, a mającym dla mnie znaczenie kluczowe, jest jakość obsługi klienta. Gdy idę do baru szybkiej obsługi nie zwracam na to większej uwagi coz nie można mieć wszystkiego. Ale gdy wybieram się do restauracji, w której ceny za danie główne przekraczają 40 zł, wówczas zwracam szczególną uwagę na jakość obsługi. To czy personel jest uśmiechnięty, w miły, ale nie nachalny sposób potrafi doradzić, pomóc w wyborze dań jest bardzo dla mnie istotne. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś decyduje się na pracę w restauracji, to powinien zdawać sobie sprawę, że klienci, którzy będą dany lokal odwiedzać będą oczekiwać miłej atmosfery. A takiej na pewno nie zapewniają skwaszone kelnerki lub gburowaci kelnerzy. Z zasady do miejsc, gdzie odniesiono się do mnie nieuprzejmie lub w jakikolwiek inny sposób znacząco uchybiono standardom obsługi klienta, po prostu nie wracam. Alkohol jeśli zdarza mi się pić, to raczej tylko w restauracjach. Zamawiam najczęściej znane mi drinki. Przede wszystkim mojito (lubię poznawać jego nowe odmiany i kombinacje, ale i tak wersja podstawowa jest najlepsza), sex on the beach oraz Martini. Czasem grzane piwo lub wino, ale to zimą. Na winach nie znam się zupełnie, żałuję, ale nie mam czasu na zapoznanie się ze wszystkimi szczepami, bukietami etc., a co za tym idzie, gdy mam ochotę na wino chętnie zdaję się na radę kelnera w tej kwestii. Czy nie zjem ozorków, flaczków i czegoś co wykazuje na talerzu oznaki życia gwarancji ani Wam ani sobi nie daje. Bywają w życiu sytuacje, kiedy zje się absolutnie wszystko bynajmniej nie z głodu ;) I tak właśnie kiedyś sytuacja zmusiła mnie do zjedzenia wątróbki a teraz tego nie żałuję i najbardziej smakuje mi ze smażonymi na maśle jabłkami lub pomarańczami. |