Restauracja Galimatias zaprasza
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Kraj surowej ryby (Genji)

Restauracja: Genji

(01.02.2009) Kimchi mnie urzekło i jeszcze nie raz do niego wrócę. O dziwo, także sushi przekonało mnie na tyle, że planuję z nim kolejną przygodę, choć na pewno nie staniemy się nierozłączną parą.

Słowa, słowa, słowa... towarzyszą nam od urodzenia, wpływają na to, kim się stajemy, uczymy się opisywać nimi otaczający nas świat. Niekiedy zdarzają się też jednostki, które pragną dzielić się swymi słowami z innymi. I ja zaliczam się do tych jednostek, a moje słowa najczęściej dotyczą smaków, których doświadcza moje podniebienie. Nie chcę być jednak podobny do osób przejawiających podobne skłonności. Nie jestem jakimś zmanierowanym "krytykiem" obmyślającym całymi dniami kolejne złośliwości, którego obiektywizm budzi moje osobiste wątpliwości. Nie jestem "wielkim" znawcą kulinarnego świata - uznanym, szanowanym, ale i do przesady eksponowanym. Nie jestem też w końcu szefem kuchni prestiżowej restauracji, potrafiącym każde danie rozłożyć na czynniki pierwsze. Ja nie chcę być krytykiem, wolę być miłośnikiem. Po prostu kocham jedzenie i uwielbiam o nim pisać. Wiem, że krytykę pisze się o wiele łatwiej, często można też pisać ją ciekawiej, ale mimo wszystko ja staram się w każdym nowym miejscu, w każdej nowej potrawie odnaleźć coś pozytywnego. Nie analizuję potraw pod względem wykorzystanych składników - wolę skupiać się na smaku. Pomimo kilku uprzedzeń, wciąż staram się poznawać nowe smaki. I to pragnienie przywiodło mnie właśnie do Genji Premium Sushi.

Miejsce wyróżnia się co najmniej kilkoma rzeczami. Najbardziej w oczy rzuca się lokalizacja, bowiem o ulicy Dietla można wiele powiedzieć, ale z pewnością nie to, że jest mekką restauracji, a już na pewno nie tych ze słówkiem "Premium" w nazwie. Czy będzie to początek metamorfozy tej ulicy? Szczerze mówiąc wątpię, ale dobrze nawet gdzieniegdzie zobaczyć coś innego niż odrapane, nieciekawe kamienice. Genji wyróżnia również kuchnia, bo o ile Japonia ma już w Krakowie kilku przedstawicieli, o tyle kulinarna Korea ma tutaj swój absolutny debiut. Choć po wejściu do restauracji nic nie zwiastuje tej odmienności. Ot, kolejna adaptacja starych wnętrz na potrzeby restauracji. Tym razem zrobiona w stylu dalekowschodnim - tu jakaś fontanienka czy wodny obraz, tam odpowiednie "lampiony" czy ozdobne byōbu (charakterystyczne, dalekowschodnie parawany). W dodatku wchodząc tam po raz pierwszy, można odnieść wrażenie, że restauracja jest malutka - dwie małe salki i bar. Ja miałem szczęście odwiedzić Genji pod obecność właściciela - pana Lee, który, jak zauważyłem, ma w zwyczaju oprowadzać gości po swoich włościach. Szybko więc przekonałem się, że restauracja to także rozległe piwnice podzielone na kilka sal i pokoików. Dużym plusem jest to, że dowolnie duża grupa ludzi, od dwóch do kilkudziesięciu znajdzie salę, która będzie przystosowana do ich ilości i tylko dla nich przeznaczona. Jedyny mankament jak dla mnie to podłogi, bo wzory płytek nie zawsze pasują mi do całości wystroju. No i ta lodówka Coca-Coli - w tym obrazku też coś nie gra, ale to w gruncie rzeczy drobiazgi, blednące wobec prawdziwego celu wizyty - poszukiwań nowych smaków.

Nie ukrywam, że znacznie bardziej ekscytowało mnie rychłe spotkanie z kuchnią koreańską, dlatego też w ramach przystawki postanowiłem spróbować potrawy, z której dumna jest cała Korea - Kimchi. Danie genialne w swojej prostocie, jest to bowiem chińska lub, jak w tym przypadku, pekińska kapusta kiszona z chili. Ponoć istnieje wiele innych odmian tej narodowej koreańskiej potrawy wzbogacanych o inne warzywa czy nawet krewetki, jednak te dwa wymienione składniki są podstawą niemal każdego kimchi. I okazało się, że to w zupełności wystarcza, bo potrawa była naprawdę wyborna - pikantna i smakiem odbiegająca od wszystkiego, do czego przywykł typowy Europejczyk. Urzeczony samym kimchi postanowiłem spróbować także kimchi shiru, czyli pikantną zupę na bazie kiszonej kapusty z chili. Tutaj również smakiem byłem w pełni usatysfakcjonowany, więcej, oczarowany wręcz i wiem, że na specjalności z kimchi wracał będę nie raz. Chociaż pikantna zupa z wołowiną Yukgaejang, której próbowałem przy innej okazji, już niczym nie zachwyciła. Bardzo podobne jadałem w taniutkich barach chińskich, co wcale nie znaczy, że była zła.

Ale zostawmy już Koreę i pławienie się w jej przysmakach, bowiem w Genji odbyłem też swoją pierwszą kulinarną wyprawę do kraju kwitnącej wiśni, czy jak ja zawsze nazywałem Japonię - kraju surowej ryby. Szkoda, że niektóre sushi bary skłaniają raczej do określenia "kraj śmierdzącej ryby", na szczęście tutaj tak nie jest. To oraz fakt, że Maki Bento - jeden z zestawów lunchowych, wyglądał bardzo efektownie, zaowocowało tym, że, walcząc z pałeczkami, krzywiąc się i utyskując,  jednak wziąłem do ust moje pierwsze sushi. Nie będę się tutaj kreował na znawcę, nie będę nawet udawał, że przy pierwszej próbie odróżniałem od siebie poszczególne rodzaje maki, wyliczę je tylko z dziennikarskiego obowiązku. W skład Maki Bento wchodziły tekka maki x3, sake maki x3, kappa maki x3, oshinko maki x3 oraz futomaki x4. Dodatkowo znaleźć tam można było odrobinę kimchi na smak oraz sałatkę, podobną do tej, którą otrzymuje się od restauracji w ramach przekąski. W menu napisano, że do Bento towarzyszy także zupa misoshiru, ale tym razem została ona chyba pominięta. Mimo to, za cenę 35 zł otrzymuje się naprawdę sporo. Dodatkowymi plusami jest fakt, że zestaw wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciach, a jedzenie jest bardzo różnorodne. A co do sushi... cóż, bałem się, że będzie gorzej. Dominującym smakiem był słodkawy ryż. Ryba lub inny dodatek zapewniał delikatny i krótkotrwały akcent smakowy. Muszę powiedzieć, że nawet mi to smakowało, więc sushi może liczyć na drugie podejście, bo muszę się przekonać, czy ten wodorost czy inny glon zawsze jest nieco "gumiasty".

Tym samym kolejny egzotyczny eksperyment uznać mogłem za zakończony. Nie zaowocował on obrzydzeniem, nie było nawet niesmaku, wręcz przeciwnie. Kimchi mnie urzekło i jeszcze nie raz do niego wrócę. O dziwo, także sushi przekonało mnie na tyle, że planuję z nim kolejną przygodę, choć na pewno nie staniemy się nierozłączną parą.

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Genji, Dietla, piwnice, restauracja, koreańska, japońska, kimchi, yukgaejang, sushi, maki, futomaki


Inez: Sushi mają naprawdę smaczne (coś już na ten temat wiem), wszystko estetycznie podane. Urocza zastawa. Jedynym minusem było to, że kuchnia ciepła (zamówienie dla mojego towarzysza) z kuchnią zimną (moje zamówienie) nie zgrały się czasowo i zmuszona byłam czekać.
2009-02-02 12:04:16


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter