
Potęga standardów (McDonald's)Restauracja: McDonald's (27.01.2009) Cudowny mariaż globalizacji i standaryzacji. Uzależnia i zabija, ale czasami po prostu nie mogę się oprzeć. Przeszłość zawsze spogląda na nas z zakamarków pamięci, a gdy my spoglądamy na nią, widzimy obrazy. Jaskrawe, przerysowane, ociekające adrenaliną i ostrą muzyką techno są obrazy ludzi, którzy wzięli sobie do serca kolekcjonowanie mocnych wrażeń. A ja zawsze słyszę Erica Claptona. On pasuje do moich sfatygowanych, starych obrazów. Kolekcjonowanych w czasach, gdy sepia stanowiła sen o kolorze. Gdzieniegdzie spękane, gdzieniegdzie wyblakłe, są najcenniejszą rzeczą, jaką posiadam...... widzę mężczyznę, kobietę i dziecko. Kobieta i mężczyzna trzymają się za ręce, tak drobny gest, a tyle w nim czułości. Śmiejąc się, obserwują Ją, tak rozbrajająco żywiołową i ciekawą świata, tak absolutnie bezkompromisową, w sposób dostępny chyba jedynie sześciolatkom. I są szczęśliwi... Mężczyzna, bo one już zawsze będą pierwsze w jego życiu, jedyne w jego sercu. Kobieta, bo chce, by trwało to wiecznie i wierzy, że tak będzie. Dziecko, bo nieobarczone brzemieniem wieku i trosk idzie z rodzicami do swej "najulubniejszej" restauracji... Dziś jestem o kilka lat uboższy, o wiele słów głupszy i o całe życie nieszczęśliwszy. Tylko Big Mac w McDonald's pozostał ten sam. Może to brzmi jak tandetne hasło reklamowe, ale jest to też prawda. Mógłbym być roponośnym szejkiem gdzieś wśród piasków Arabii Saudyjskiej, bezwzględnym handlarzem narkotyków w Kolumbii, czy, nie mniej bezwzględnym, finansistą z Wall Street, ale mój Big Mac za każdym razem byłby niemal identyczny. Cóż za cudowny mariaż globalizacji i standaryzacji. Nie w głowie mi jednak przywdziewanie turbana, paranie się nielegalnym procederem czy nurzanie się w bagnie wielkiej finansjery. Jednak i ja, skromny pismak, trafiłem do tej multinarodowościowej stolicy kapitalizmu i konsumpcjonizmu, by wraz z towarzyszem bezkobiecej niedoli odpocząć od gorączki sobotniej nocy. Był, co prawda, piątek, a gorączka jeszcze dość niska, ale to bez znaczenia, bowiem dopadł nas jeden z aksjomatów wszechświata - nieuchronny głód gdzieś między drugim a trzecim piwem. Jak na piątkowy wieczór, pora nie była jeszcze późna, tym bardziej zaskoczyła mała kolejka. Dziarskim krokiem podszedłem do kasy i zaordynowałem: "Zestaw Big Mac i wiesz co, Marzeno..." - tak na imię miała ta zestandaryzowana niewiasta - "...Supersize me!". Niestety moje lingwistyczno-popkulturowe popisy trafiły w pustkę. "Powiększony" - musiałem doprecyzować. W tym miejscu powinien nastąpić opis doznań smakowych wywołanych przez zamówiony zestaw, ale po co? Przecież prawda jest taka, że możemy "pluć" na światowy koncern, możemy się z niego naigrawać czy nawet otwarcie z nim walczyć, ale niemal każdy z nas ich wyrobów przynajmniej raz w życiu próbował. Nie zmieniły się one ani na jotę. Frytki, mające naprawdę wielu fanów, wciąż są cieniutkie, w większości zaskakująco długie, nigdy ponad miarę nie spieczone i tylko ilość soli pozostaje niewiadomą. Kanapka, której, nie boję się tego powiedzieć, ja jestem fanem. Dwa kawałki mięsa, trochę sałaty, jakiś ogórek, ser, zupełnie nijaka bułka sezamowa i najdoskonalszy sos kanapkowy, jaki zdarzyło mi się jeść. Tym właśnie Ameryka zdobyła świat. Paradoksalnie tym także systematycznie uśmierca swoich obywateli. Terroryści, którzy poprzysięgli sobie rzucić tego kapitalistycznego molocha na kolana, zamiast, w przypływie skrajnej głupoty, skierować samoloty na WTC, powinni za cel obrać sobie właśnie McDonald's, bo to jest prawdziwy symbol i źródło amerykańskiej potęgi. Po tej skromnej porcji geopolitycznych rozważań, które doprawiły konsumowane standardy, przyszedł czas na powrót do właściwego życia. Noc była jeszcze młoda, my wciąż względnie trzeźwi. Pora nastała najwyższa, by ruszyć na poszukiwania starych przyjaciół, nowych znajomości i wiernych kobiet lub, jak kto woli, wiernych przyjaciół, starych znajomych i nowych kobiet... Aleks Tagi: McDonald's, Szewska, fastfood, sieciówka, koncern, Big_Mac, wspomnienia, globalizacja Aleks: Ważne, że jest uśmiech :) leeloodragon: :)ech! Aleks: Obiecuję, że postaram się powstrzymać od "Martuni" Martuniu (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać), a za życzenia szczerze i gorąco dziękuję, choć nie uważam się za osobę nieszczęśliwą. To co nazywasz smutkiem, ja nazwałbym raczej nostalgią za tym, co minione. Jednak w żaden sposób nie ogranicza i nie odwodzi mnie od poszukiwania nowego szczęścia. Kto wie, może któregoś dnia będzie mi dane poznać jakąś interesującą Martę (bo przyznać się muszę, że zawsze miałem słabość do tego imienia)... leeloodragon: Ależ ja uwielbiam Twoje opinie uważam, że są szalenie ciekawe i nie mam żalu(mogłabym mieć jedynie o Martunię grrr.) Tylko przykro mi, że tyle w nich smutku. Oby się ta sytuacja życiowa zmieniła. Szczerze Ci tego życzę. Bo ja widzisz kocham mężczyzn ;) i jedzenie oczywiście. Aleks: Ależ Martuniu (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać :) ), zanim zacząłem pisać pisać dla Głębi, dość uważnie przestudiowałem recenzje innych autorów i doszedłem do wniosku, że rzadko kiedy są one stricte o jedzeniu. W recenzjach Gosi poznajemy nieco bliżej jej relacje z M., wiemy, że Gabriela nie jest zagorzałym kibicem Formuły 1, Magda - za co ogromny plus - "słyszy" muzykę, Aneczka dzieli się niekiedy wspomnieniami z dzieciństwa i ma bliskie relacje z mamą, Wojtek natomiast skacze po najróżniejszych tematach, często, na pozór, także nie mających nic wspólnego z jedzeniem. Ja temat-tło wybrałem taki, a nie inny, bo to jedna z niewielu rzeczy, na których się znam, a przynajmniej, w której mam znaczne doświadczenie oraz, która, jak jedzenie, zawsze obecna jest w moim życiu. Poza tym uważam, że Big Maca opisałem bardzo rzetelnie i trafnie, a i opis frytek uważam za niezgorszy, że tak skromnie zauważę :) I proszę nie miej do mnie żalu Martusiu, ja naprawdę kocham jedzenie... prawie tak bardzo jak kobiety :D leeloodragon: Hhahah no właśnie portalem poświęconym restauracjom, a te recenzje Aleksa hmm poczytajcie sami. Gorąco pozdrawiam i już nic nie piszę w tej sprawie ;) Gabriela: Sprawa jasna !!! Z drugiej strony - przez zoladek do serca ... :) Redakcja Portalu: Nawet jeśli tak by się stało, zapewniamy, że nigdy nie zmienimy się w portal randkowy. Głębia Smaku była, jest i będzie najlepszym krakowskim portalem poświęconym restauracjom :) Gabriela: Czyzby flircik :) ? To by sie porobilo, gdyby znekany zyciem i podlymi kobietami Aleks znalazl ukojenie i spokojna przystan zyciowa dzieki swoim recenzjom na GS !!! leeloodragon: Hhehehhe ja mam na imię Marta bardzo mi miło :) Aleks: Ależ nie musimy być na "Pan", mam na imię Aleks :) leeloodragon: Zawsze z zainteresowaniem czytam opinie tego Pana i za każdym razem mam nieodparte wrażnie, że 90% w tych tekstach to próba uporania się z własnymi problemami z kobietą. Piękne te teksty ale ale czuję niesmak mimo wszystko, choć szczerze współczuję. | Autor: Aleks
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |