Restauracja Galimatias zaprasza
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Kosztowna Krasula (Pimiento)

Restauracja: Pimiento

(19.01.2009) Życie jest pełne niespodzianek, w Pimiento steki nie zaskakują tak bardzo jak dodatki. A najbardziej zaskakuje drobiazgowość właścicieli.

Kilka jest miejsc w Krakowie, które zawsze bardzo chciałem odwiedzić. A to dlatego, że cieszą się dobrą sławą zarówno wśród "autorytetów i znawców", jak i pośród smakoszy mniej zmanierowanych. Lub też dlatego, że serwowana tam kuchnia wydaje się oryginalna i nieczęsto spotykana. Tesoro del Mar nie będzie mi już dane odwiedzić, gdyż restauracja najwyraźniej została zamknięta. Ancora niezmiennie pozostaje dla mnie zbyt droga. Ale mogę się pochwalić, że Pimiento Argentino Grill nie znajduje się już na liście restauracji, które chciałem, ale z różnych względów, najczęściej finansowych, odwiedzić nie mogłem.

Niestety nie oznacza to, że nadchodzący kryzys zaowocował cenową rewolucją - Pimiento nadal jest miejscem niedostępnym dla większości zjadaczy chleba. Ale "Mikołaj" w postaci bliskiej znajomej dobrze znał moje kulinarne pragnienia i obdarował mnie zaproszeniem do jedynej argentyńskiej restauracji w Krakowie.

Wnętrze już znałem, bo w różnych sprawach odwiedzałem już progi Pimiento, dlatego od razu udałem się na jedną z łaciatych kanap. Sympatycy nurtu agrarnego być może mieliby pewne opory, mnie jednak nie interesowało, czy narzuta była kiedyś czyjąś ukochaną Mućką, czy Krasulą. Tym bardziej, że zaraz planowałem skonsumować słusznej wielkości kawał mięcha tejże Krasuli. Tak przynajmniej wtedy myślałem.

Zacząłem jednak powolutku od ostrej, pomidorowo-paprykowej zupy z mięsnymi kuleczkami oraz kiełbasą chorizo. Do Albondingas, czy częściej Albondigas roszczą sobie prawa wszędzie, począwszy od Argentyny, poprzez Gwatemalę, a na Meksyku kończąc, jednak dla mnie niewiele różni się od innych tego typu zup, które znaleźć można w wielu innych, także mniej egzotycznych kulturach. Zupę zdecydowanie odróżnia jedna rzecz - pyszna, lekko ostra kiełbasa chorizo, tak inna od wszystkiego, co poznał nasz naród, znany przecież z miłości do kiełbas wszelakich. Jednak gotowanie chorizo nie służy. Miała oddać swój niepowtarzalny aromat zupie, jednak tam został on przytłoczony przez inne składniki i był niemal niewyczuwalny, a sama kiełbasa straciła to, za co ją uwielbiam - intensywny smak. Albondingas nie była bynajmniej zła, ale znacznie bardziej smakowała mi druga z próbowanych zup - Krem z serca palmy. Tutaj już królowała delikatność, ale sączyło się go z największą przyjemnością i z prawdziwym żalem powitałem widok dna miseczki.

To jednak oznaczało, że już niebawem zapoznam się bliżej ze specjalnością lokalu - mięsiwem. Zdecydowałem się poszaleć i zamówiłem polędwicę "La Marocha" medium rare, czyli po naszemu - lekko krwistą. Do tego wybrałem batat z kiełbasą chorizo i cebulką. Tutaj uwaga dla szefostwa - o ile dodatkową opłatę za batata jestem w stanie zrozumieć i przeboleć, o tyle dodatkowe "kasowanie" za sos do mięsa uważam już za prawdziwy skandal, bezczelność wręcz, jeśli weźmiemy pod uwagę cenę polędwicy - 65 zł za 200g. No ale w końcu nie bez kozery jesteśmy w mieście centusiów, w sercu dawnej dzielnicy żydowskiej. Ale dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, więc wracam do tej roli i tym samym do meritum.

Oczekiwanie trwało kilkanaście minut, może nawet nieco więcej. Było dla mnie najlepszym świadectwem świeżości posiłku, tym bardziej, że z mojego miejsca mogłem cały czas obserwować pracę kucharzy. Kiedy całość zawitała na stół byłem nieco rozczarowany. Niby wiedziałem, że to mniejsza, 200 gramowa wersja polędwicy, ale na bardzo dużym talerzu było jakoś tak pusto. Ale przynajmniej sztućce były efektowne, a nóż bez problemów radził sobie z mięsem. A mięso... cóż, ekspertem nie jestem, ale było ono smaczne. Prawdziwego, delikatnego smaku i aromatu nie zaburzały żadne zioła czy przyprawy. Mając porównanie ze stekiem z biodrowej "La Marocha" mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że moja polędwica była niezwykle delikatna. Staram się jak mogę, by nie napisać "rozpływała się w ustach", ale cóż zrobić, skoro tak właśnie było. Mimo to absolutnie najwspanialszych doznań smakowych dostarczył mi batat z chorizo i cebulką. Delikatna słodycz bulwy współgrała z aromatyczną i słodkawą cebulką smażoną. Ze słodyczą kontrapunktowała lekka pikanteria chorizo. W przeciwieństwie do gotowania, podsmażanie wydobyło z niej to co najlepsze - charakterystyczny zapach i cudowny smak. I w tym momencie pożałowałem, że zamiast polędwicy nie zamówiłem sześciu porcji batatów.

Mimo to cieszę się, że było mi dane odwiedzić Pimiento. Nie jest tanio, nie wiem też, czy "argentyńsko", ale na pewno jest tutaj inaczej niż w większości restauracji. Tę inność nauczyłem się wysoko cenić, szczególnie gdy okraszona jest kilkoma kulinarnymi perełkami. Fakt, że perełki te są tylko dodatkami do "specjalności" restauracji, dowodzi, że życie, jak i restauracje, jest pełne niespodzianek.

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Pimiento, Józefa, restauracja, argentyńska, grill, albondigas, chorizo, serce_palmy, polędwica, batat, drogo


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter