Restauracja Galimatias zaprasza
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Miska rozczarowań (Horai)

Restauracja: Horai

(15.01.2009) Po świętach żołądek zapragnął podróży na Wschód. Była plucha, błoto pośniegowe dręczyło kierowców i pasażerów MPK, nastrój szusował w dół stoku. Pomyślałam: Azja. Pomyślałam: Tajlandia. I wybór padł na Horai.

Rzeczywistość odwracała się do nas plecami - coś leciało z nieba, ludzie na ulicy wyglądali na mocno przygnębionych sytuacją na Bliskim Wschodzie, w telewizji bzdury i idiotyczne amerykańskie komedie dla nastolatków, które wiedzą, kim są Miley Cyrus czy Jonas Brothers.  Skoro tak, to i my odwróciliśmy się plecami do rzeczywistości. Cały dzień przesiedzieliśmy w domu. Klasyczny zestaw: koty, kołdra, książka. Plus herbata i jakieś nic nieznaczące przekąski. Zbliżał się wieczór, a ja pragnęłam, żeby coś się wydarzyło. Żeby zapukał ktoś z listem od nieznanego zmarłego krewnego, który zostawił mi miliony, żeby komputer nagle się otworzył i klawiatura zaczęła sama wystukiwać kolejne zdania mojej pracy magisterskiej... Boże, żeby chociaż sąsiad przyszedł ze skargą na zalaną łazienkę alb hałas! Nic z tego. Z nudów zaczęłam sprzątać. I wreszcie zrozumiałam, trzeba wyjść, the truth is out there - so is life,  rzeczy dzieją się na zewnątrz.

Skręcając z Krakowskiej w plac Wolnica, kątem oka zauważyłam częściowo już tfu! - zrewitalizowaną, ulicę Wawrzyńca. Na szczęście było ciemno i nie dostrzegłam zbyt wiele. Na szczęście, bo boję się efektów tego pseudo-remontu jak niczego innego, ale o tym kiedy indziej. Horai kusiło ciepłym światłem i zaparowanymi szybami. Są ludzie, będzie się działo. Wreszcie.

Kiedy weszłam, nie przywitał mnie nikt, a że nie należę do ludzi, którzy lubią się plątać po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu miejsca, usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku. Krzesła - drewniane pieńki - są może oryginalne, ale zdecydowanie niewygodne i niepraktyczne - bardzo trudno je przesuwać, a ja nie lubię nakazów, także tych dotyczących położenia krzesła. Spojrzałam na krzątających się za ladą kucharzy (mam nadzieję, że ich nie obrażam używając tego pospolitego określenia zamiast sushi masters). W odpowiedzi rzucili kilka krótkich spojrzeń, w których trudno byłoby się doszukać elementu sympatii czy zaproszenia. Zniechęcił ich mój dość zwyczajny strój, a może to, że zajęłam w pojedynkę kilkuosobowy stolik? Trudno, pomyślałam, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Po chwili jak wybawienie nadeszło menu.

Chwilę później nadeszła też K. w rękawiczkach bez palców i empetrójką z jedną słuchawką dyndającą dookoła długiego kożucha. Otworzyłyśmy menu, zignorowałyśmy część japońską, przechodząc od razu do tajskiej. Marzyło mi się green curry, takie jak to, które robiła Sutida, znajoma Tajka-masażystka. Doskonałe green curry jadłam też w Londynie, w domu kucharza-amatora. Zielone curry dla tajskiej restauracji jest tym, czym pizza Margherita dla włoskiej.  To miniatura całego menu, próbka umiejętności kucharza, ta mała dziurka od klucza do kuchennych drzwi. W menu znalazłam jednak zielone curry jedynie w wersji bardzo ostrej. Cóż, pomyślałam, nie jestem jeszcze aż taką wariatką.  Przypomniałam sobie mniejsze i większe romanse z kuchnią  tajską, w czasie których poznawałam na nowo znaczenie słowa "ostre" i zdecydowałam się na łagodne orzechowe żółte curry z kurczaka. K. zamówiła łagodne żółte curry nam ya z ryb i owoców morza i - jako przystawkę - pucharek warzywny z tofu.

Warzywa z tofu okazały się sympatyczną przekąską, podaną jednak w nie do końca przemyślany sposób. Pucharek ledwo mieścił w sobie zawartość - w efekcie stół i jego okolice były pełne kawałków sałaty. Tofu było lekko chrupiące, przyjemnie komponowało się z kawałkami warzyw i bardzo ostrym sosem.

Przyszła kolej na curry. Przede wszystkim, zdziwiła mnie bardzo mała miska ryżu jaśminowego - szczególnie kiedy porównać ją ze sporą miską samego curry. Proporcja ryżu do curry przypominała proporcję ryżu do zupy pomidorowej w barach mlecznych. Nic to, damy szansę, pomyślałam i spróbowałam zawartości obu miseczek...
 
O, bogowie, czemu żeście mi to uczynili?!

Curry okazało się michą pełną rozczarowania. Nie wiem, czy do przygotowania użyto "koncentratu curry w sprayu", ale smak właśnie na to wskazywał. Smak, czyli ogień, bo tylko to w tej potrawie byłam w stanie wyczuć. Warzywa niemiłosiernie rozgotowane, nasuwały wspomnienia rozjechanych przez transformację ustrojową mieszkańców wschodnich województw. Całość atakowała zmysły, ale nie w ten głęboki, przyjemny sposób, który prowokuje do nieprzyzwoitych myśli - jak to zwykła robić kuchnia tajska, o nie. To były tortury, to był horror, to był "Alien kontra Predator 5" w wersji kulinarnej. K. wyjadła (ze smakiem!) owoce morza ze swojej porcji, wyczyściła do dna miskę z ryżem i powiedziała: dość.

Więc zapłaciłyśmy, zostawiłyśmy napiwek adekwatny do obsługi i z ulgą poszłyśmy w miasto, szukając ukojenia. Byle dalej.

Gosia

Więcej na temat restauracji

Tagi: Horai, Plac_Wolnica, restauracja, tajska, japońska, grill, kantoński, curry, zielone, żółte, tofu


Andy: Witam To najlepsza restauracja azjatycka. Jest Pani kierownik albo właścicielka która cały czas pilnuje jakości. Zamówiliśmy 3 potrway i wszystkie były wyszukane, stosowane są wyszukane przepisy i przyprawy. Na jedzenie się czeka ale jest dopracowane. Ciekawe że są potrawy czterech kuchni: Japońska, Chińska, Tajlandia (słodka) kantońska grill. Czysto, nie ma poczucia niedomytych garów jak to bywa w chińskich barach. Jest kącik dla dzieci. Polecam
2011-06-02 08:50:20

cheder embroyonic: z kuchnią tajską jest podobnie jak z innymi kuchniami wschodnimi. To co w restauracji (szczególnie dla "białych"), a tym co jedzą Tajowie jest odległość olbrzymia. Więc pytanie czego oczekujemy Jedzenia tajskiego czy restauracyjnego? Jeżeli tajskiego to w wielu wypadkach obok innych smaków jest piekielnie ostre. Praktycznie poza granicami naszego smaku. Nawet przyzwyczajenia nie wiele pomaga. Natomiast dla nas tajskie jak i chińskie restauracje przygotowują potrawy zmodyfikowane. Bywam w chińskich restauracjach w salach dla chińczyków i tam jedzenie jest zupełnie inne zresztą wspaniałe. Wracając od Horai to cudów tam nie ma kurczak w sosie ostrygowym jest dowodem, że kucharz nie ma zielonego pojęcia o kuchni tajskiej. Jest lepsza knajpa tajska w Krakowie na ul. Filipa w każdym razie wg. mnie, polecam spróbować
2011-02-04 11:10:05

VV: Ostre zielone cury z kurczaka w Horaiu jest rewelacyjne. Osobiście nie mogę też nic zarzucić obsłudze.
2010-12-10 19:56:19

Jacek: Gosia: super artykul, daj numer do siebie;) co do horai, mieszkam obok ale nie mam zaufania do azjatyckich knajp w krakowie. Jednak po 22 na kazimierzu ciezko cos zjesc poza smierdzaca kielbasa z straganow. Wszedlem wiec do horaiu, kucharz sir popatrzyl kszywo, a ja stercze przy wejsciu z 5 minut. W koncu samowolnie zajalem miejsce na ostatniej sali. Wystroj sredni ale ok, za Mna towarzystwo I dyskusja podsluchana o polityce miedzynarodowej. Ja siedze w daszku I bluzie, podchodzi kelner, I tu nalezy sie pochwala, sympatyczny I pomocny w wyborze. Uwielbiam sushi, ale widzac nawal sushi z paluszkow krabowych I wedzonego lososia ogarnelo mnie podejrzenie polproduktu. Wzialem wiec kurczaka czosnkowego z ryzem i piwo tsingtao. Serwis blyskawiczny, piwko swietnie schlodzone ale drogie 15zl. No ale dostac tsingtao w krakowie to i tak cud nad wisla. Kurczak podany z salatka Niczym nie doprawiona ale na ladnym talerzu - ryz osobno i za doplata... A Teraz samo danie, tutaj naprawde naleza sie pochwaly. Kurczak swietnie przyprawiony, chrupiacy i delikatny. Ryz: rewelacyny, napewno najlepszy jaki jadlem w polsce. Bardzo mile zaskoczony bylem. Porcja mala I cena lekko naciagnieta ale do poki konkurencja podaje ryz Tesco, to dla mnie moga w horai ceny dyktowac. Jako ze porcja jednak mala, postanowilem Zaryzykowac I poprawic hosomaki z tunczykiem. I lososiem. Sushi troszke suchawe ale te tunczykowe nawet nawet. Z lososiem jednak nie polecam, losos swiezy ale ewidentnie chodowlany, pewnie tez mrozony, cena za 6 17pln. Wnioski: atmosfera przyjemna, swietne piwo, miejsce spokojne bez bebniacej muzyki, pind w okularach I nowobogackich bikiniarzy. Dobre na dyskretna randke. Ceny lekko zawyzone, serwis ok.
2010-05-16 14:26:48

Robert: Trochę zajęło czytanie tych komentarzy :D Co do ostrości to zgodzę się z kolegą Warszawiakiem... Prawie każdo danie z tej kuchni zawiera chili ponieważ w większości gospodarstw domowych nie posiadają nawet lodówek :D W tajlandii byłem 2 razy, w Horai 20 albo 30... przyznam ze makaron PAt-Thai jest rewelacyjny, zupa galangalowa bardzo dobra... Jeśli chodzi o sushi to znawcą nie jestem ale naprawdę mi smakowały maki ze smażoną krewetką i te z pieczonym łososiem... Jeśli chodzi o obsługę to nie ma nic do zarzucenia. Miła i pomocna, zwłaszcza kiedy miałem zamawiać sushi a nie miałem o tym pojęcia. Pan nawet nauczył moją żonę jeść pałeczkami. Na pewno tam wrócę nie jeden raz.
2010-01-31 03:19:04

Gosia: Proszę wybaczyć, ale powoływanie się na warszawskie restauracje jest śmieszne. Chętnie rozjaśnię kwestię "nie rozumiem jak można lubić kuchnie tajską i nie lubić ostrych potraw...": nie wszystko , co ostre, smakuje tak samo, podobnie jak nie wszystko ,co słodkie smakuje tak samo. NIE SPODZIEWAM SIĘ CAŁKIEM ŁAGODNEGO CURRY w tajskiej restauracji. Spodziewam się natomiast, że curry oznaczone jako łagodne będzie mniej ostre od curry oznaczonego jako ostre lub bardzo ostre. "Jedno wyklucza drugie" Jedno nie wyklucza drugiego, szanowny Panie, świat nie jest czarno-biały, a smak ostry jest tylko jednym z wielu w kuchnia tajskiej. Jeżeli dla Pana tajskie równa się ostre, to współczuję. "Osoba pisząca ten artykuł nie wiele widać wie o kuchni tajskiej" - nie mam zamiaru udowadniać Panu moich kompetencji, ale proszę zwrócić uwagę, że psychologia społeczna stawia kwestię jasno: osoba, która usiłuje poprzez obrażanie interlokutora podważyć jego wartość, sama najprawdopodobniej ma z poczuciem własnej wartości problem i jest w stanie je podnieść tylko poprzez poniżenie innej osoby. Odmawiam dyskutowania na takim poziomie. "Porównując ten lokal do kuchni tajskiej w warszawie i londynie to wierzcie mi ,że kucharze wiedzą co robią." - porównując to curry do curry przyrządzanego przez moją znajomą z Tajlandii, wierzcie mi, kucharze korzystają z półproduktów i wciskają nam badziewie. "Obsługę bardzo cenie za wyrozumiałość wobec moich zachcianek i głupich uwag moim znajomych. " - bardzo się cieszę, być może obsługa inaczej traktuje gości z Warszawy. "Będę tam zawsze jak tylko zawitam do pięknego Krakowa." - jako mieszkanka Krakowa gorąco do tego zachęcam.
2009-06-05 12:58:18

warszawiak: Osoba pisząca ten artykuł nie wiele widać wie o kuchni tajskiej... Dania z kuchni tajskiej są serwowane w warszawie w wielu miejscach a zielonego łagodnego curry nikt nie przyrządza. Wogóle nie rozumiem jak można lubić kuchnie tajską i nie lubić ostrych potraw... Jedno wyklucza drugie, a warzywa w curry są gotowane więc trudno spodziewać się surowych. Porównując ten lokal do kuchni tajskiej w warszawie i londynie to wierzcie mi ,że kucharze wiedzą co robią. Obsługę bardzo cenie za wyrozumiałość wobec moich zachcianek i głupich uwag moim znajomych. Będę tam zawsze jak tylko zawitam do pięknego Krakowa.
2009-04-25 16:01:18

Laska: Obsługa bardzo słaba i niestety sushi także , jak na taką restauracje spodziewałem się o wiele więcej. A co do wypowiedzi leeloodragon to wszystko powinno być dobre , każda potrawa w takim miejscu.
2009-01-18 16:18:19

Gosia: cóż, ja się ciągle oryginalnych kuchni spodziewam. Kiedy ktoś ogłasza, że prowadzi restaurację z kuchnią tajską, oczekuję kuchni tajskiej, a nie kulawego curry z półproduktów. Margaryna nigdy nie będzie masłem, nawet jeżeli doda się do niej 10% masła. I tego się trzymam, dlatego do Horai nie wrócę.
2009-01-15 13:31:50

Hipo: Mi bardzo smakowało bardzo ostre zielone curry, zupa galangalowa też dobra, ale jadłem je co najmniej rok temu i od tamtej pory z kilku źródeł słyszałem opinie, że kuchnia w Horaiu się zepsuła, bo obsługa zawsze była słabiutka.
2009-01-15 12:55:30

leeloodragon: Myślę, że ocenianie restauracji po jednej potrawie to trochę za mało. Nie spodziewałabym się też orginalnej kuchni tajskiej w Polsce. Polecam jednak zaglądać, ja jestem zadowolona z sushi i zachęcam do spróbowania zupy galangalowej.
2009-01-15 12:41:14


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Gosia

Dużo myśli, rozbiera rzeczywistość na kawałki i szuka Prawdy, bez większych nadziei na jej znalezienie. Wiecznie w podróży. Kolekcjonuje doświadczenia. Celebruje posiłki. Smak, w wielu wymiarach, napędza jej życie na co dzień.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter