
Smak Rzeczywistości (Trzy Papryczki)Restauracja: Trzy Papryczki (07.01.2009) Tu gości Rzeczywistość, jeśli chcecie ją poznać to zachęcam. Ja poszukam jeszcze realizacji marzenia i ulotnego ideału. To był dzień trzeci płynnej diety Aleksa, czyli mojej. Jeśli ktoś z Was, drodzy panowie, jest studentem w obcym mieście, słomianym wdowcem czy wiecznym kawalerem, dobrze wie, o czym mówię. Baby brak, koryto puste, że przytoczę tak naturalistyczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Przecież mężczyzna nie będzie sam gotował, od tego ma kobietę. A jak nie ma, to kończy tak, jak ja - siedząc we włoskiej knajpce, bastionie małoletnich randkowiczów i studentów pilnych inaczej, o nazwie raczej braciom madziarom przystojącej - Trzy Papryczki.To właśnie ja, kompakt (a może już kaseciak?) w świecie eMPetrójek. Ale wnętrze okazało się przytulne, ciepłe i zachęcające. Jedna sala, więc integrować się powinniśmy wszyscy na całego, ale jakoś tak każdy wciska się w swój kąt, więc i ja znajduję jeden dla siebie. Może to muzyka nas tak wciska? Chciałbym poznać geniusza, który zaordynował przymusowe wtłaczanie gościom operowych arii. Uścisnąłbym mu dłoń, szczerze, serdecznie, by nie miał mi za złe, że obrywa po pysku. Przecież taką muzyką trzeba się delektować, chłonąć ją całym sobą, opera wymaga zewnętrznego i wewnętrznego wyciszenia, a nade wszystko ludzi, którzy potrafią ją doce... "Czy już Pan wybrał?" - tymi słowami zwróciła się do mnie Rzeczywistość. Nieciekawa, przygaszona, jakby nieobecna. A gdzie "Dzień dobry", gdzie czarujący uśmiech i choćby krótkie spojrzenie figlarnych, roześmianych oczu, po którym tak wiele można sobie obiecywać. Rzeczywistość nie chce wiedzieć, kim jestem i jaki miałem dzień, jest jej obojętne, czy wpadłem tylko na chwilę, czy oglądać mnie będzie przez pół dnia. Rzeczywistość w najgłębszym poważaniu ma to, co myślę czy czuję. Ale czemu tu się dziwić, w końcu rzeczywistość to także kobieta. Słyszy więc lakoniczne: "Zupa czosnkowa i pizza "trzy papryczki". Pizza duża, salami pikantne, anchois absolutny brak." Gdy skończyłem zamawiać, życie ponownie mnie zaskoczyło. Przy stoliku obok usiadł już nie kompakt, nie kaseciak nawet, a prawdziwy winyl. Co go przywiodło do tego miejsca, nie jestem w stanie zgadnąć, ale czuł się tutaj wyraźnie swobodnie. Czyżbym to ja źle ocenił przeznaczenie tej knajpki? Winyl nie dość, że się rozsiadł, to zamówił wino i pizzę, dokładnie taką samą, jak ja, również bez anchois, jedyną różnicą był rozmiar - on wziął małą. Gdy przybyła Rzeczywistość z moją zupą, straciłem na pewien czas zainteresowanie panem Winylem. Aż sam się zdziwiłem, że wybrałem właśnie czosnkową, przecież w każdej chwili mogłem ujrzeć w drzwiach kobietę moich marzeń, a te, nie wiedzieć czemu, nie przepadają za czosnkowymi pocałunkami. Ale nie, późnojesienna aura złamała moje opory, stąd też znalazła się przede mną parująca, aromatyczna zupa. Wyglądem nie zachwycała, ale tutaj też trudno byłoby o jakąkolwiek ekstrawagancję, więc podszedłem do tego z pobłażliwym zrozumieniem. Kilka łyżek później byłem już przekonany o jej rozgrzewających właściwościach. Miłym zaskoczeniem był delikatny smak, czosnek nie świdrował uparcie nozdrzy i podniebienia podczas jedzenia, co dawało niejaką nadzieję, że zupy nie będę czuł w ustach do wieczora. Zupa zakończyła się bez zaskakującego finału, moment kulminacyjny, jeśli był, także przeszedł bez echa, ale zadanie profilaktyczno-rozgrzewające zostało zrealizowane bez zarzutu. Pozostało mi czekać na kolejny powrót Rzeczywistości. A ta, jak to często ma w zwyczaju, dostarczyła przykrego rozczarowania, choć przyszło ono z najmniej spodziewanej strony, ale po kolei... Pizza wygląda bardzo obiecująco, zamiast wyblakłego i przytłumionego kolorystycznie placka, miałem przed sobą feerię żywych barw - głównie dzięki tytułowym trzem papryczkom. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że i ja, zamawiający dużą, i pan Winyl obok, zamawiający małą, otrzymaliśmy pizze dokładnie tych samych rozmiarów. Może to i lepiej, pomyślałem, ostatecznie dużej mógłbym nie zmęczyć, także koniec zrzędzenia, czas przekonać się, czy te wszystkie "achy" i "ochy", które o tutejszej kuchni słyszałem, nie są przesadzone. Po kilku minutach konsumpcji wiedziałem już, że owszem, zachwyty były nieco na wyrost. Ciasto trzyma bardzo wysoki poziom, jest dobre, ale cała reszta... Papryki dziwnie twarde jak na coś, co ponoć było wcześniej grillowane, a pikantne salami wcale nie takie pikantne. Tak jak moja zaprzyjaźniona Rzeczywistość - bez wyrazu, bez iskry, jedynie z bladą obietnicą tego, co mogłoby być, gdyby... Dość już tego filozofowania, pizza była dobra, ale nie wyśmienita, jak słyszałem. Znacznie większą przyjemność sprawiło mi oglądanie dwóch słodkich eMPetrójeczek, które usiadły nieopodal. Niestety i one miały wady, a właściwie jedną, w postaci męskiego towarzystwa. Pozostała mi więc moja szara Rzeczywistość, która pogrążyła się rachunkiem, na którym jak byk widniała pizza duża. Mimo to zostałem jeszcze chwilę, bo przecież nikt na mnie nie czekał, a ja specjalnie nie miałem gdzie iść. Tym bardziej jak na polu taki ziąb, raz po raz okno mija jakaś skulona postać... I wtedy ją zobaczyłem... Ta, na którą czekałem i tak bardzo liczyłem przeszła właśnie obok, tylko dlaczego, cholera, minęła właściwe drzwi? Ubrałem się i momentalnie wypadłem na pole, popędziłem za nią, a co było potem, to już inna historia. Aleks Tagi: Trzy_Papryczki, Poselska, pizza, pizzeria, włoska, zupa, czosnkowa, zima | Autor: Aleks
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |