Rockowe Walntynki w Galaxy Hotel
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Tres magnifique

Restauracja: Magnifica

(06.01.2008) Jedząc srebrnym widelczykiem rozpływający się w ustach suflet czekoladowy i sącząc szampana nie sposób nie poczuć się w pełni magnifique.

Zachciało mi się pod koniec roku jakiegoś tchnienia luksusu, czegoś ekskluzywnego i bezwstydnie snobistycznego. Czegoś... magnifique. Wybór nie był trudny - na obrzeżach miasta, w czterogwiazdkowym hotelu Farmona starannie ukrytym przed przetaczającymi się przez centrum tłumami turystów znajduje się restauracja Magnifica, obiecująca właśnie takie doznania, za jakimi mi się zatęskniło.

Lokal robi wrażenie, to na pewno. Wnętrze urządzone jest ze smakiem - po ścianach  leniwie spływa woda; stoły, stoliki, krzesła i kanapy doskonale do siebie pasują; łagodna tonacja ciemnej czerwieni i głębokich brązów koi skołatane nerwy; a światło jest przyjemnie przygaszone. Jeszcze tylko dobra muzyka w tle i już nie mogę się oprzeć ogarniającemu mnie rozkosznemu wrażeniu luksusu.

Tymczasem z drugiego końca pustej sali bezszelestnie podpłynęła ku naszemu stolikowi pulchna kelnerka, by położyć przed nami karty. Magnifica - może zobowiązana obecnością w tym samym przybytku ekskluzywnego spa oferuje między innymi wellness menu, ale, powiedzmy sobie szczerze, to nie dla mnie.

Zaczynamy posiłek od zup, które pojawiają się przed nami w wykwintnych w swej prostocie kwadratowych białych talerzach. Jednak wraz z pierwszym sięgnięciem krystalicznie czystą łyżką w głąb eleganckiego talerza czar pryska. Zupa krem z ziemniaków z wędzonym boczkiem i maślakami (14 zł) nie jest zła, jednak w smaku nie góruje w niczym nad pierwszą lepszą kartoflanką z baru mlecznego. Po prostu - nic specjalnego. Jeszcze więcej obiecywaliśmy sobie po wykwintnie brzmiącej zupie z łososia podawanej z pumperniklem i marynowaną cielęcą wątróbką (18 zł), jednak i tu spotkało nas rozczarowanie, bowiem zupę tę niemiłosiernie czuć... rybą. Taki niestety jest wymóg przygotowywania dań z ryb - powinny one być pozbawione tego specyficznego nieeleganckiego zapaszku, którym przesiąknięty jest każdy sklep rybny; a ta zupa woniała nim na kilometr. Nieco ratował sprawę pumpernikiel, niebanalny i całkowicie trafiony dodatek - jego ciemna barwa, zdecydowany smak i twardość stanowiły znakomity kontrapunkt dla różowego koloru, łagodnego smaku i aksamitnej konsystencji zupy.

Jako dania główne zamówiliśmy jagnięcinę w cieście francuskim w akompaniamencie sosu truflowego, z pieczoną marchewką w miodowym sosie i maślanym puree (59 zł) oraz - polecane przez kelnerkę - eskalopki cielęce podawane na canaderlo z sosem kurkowym i pieczoną papryką (37 zł) (ostatnio zaczęłam z większą odwagą prosić kelnerów o pomoc przy wyborze dania i muszę powiedzieć, że jest to metoda doskonała - jak dotąd zawsze mi smakowały polecane przez nich dania). Wcześniej jednak przeprowadziliśmy obszerny wywiad, gdyż menu naszpikowane jest tajemniczymi, a apetycznymi słowami: tournedos z polędwicy wołowej, sos bearnaise, ziemniacze paillasson... Pani kelnerka chętnie i prosto nam wszystko tłumaczyła -  a to odwołując się do własnej wiedzy, a to biegnąc do kuchni podpytać kucharza. Wreszcie, może lekko zniecierpliwiona naszą dociekliwością, a może poczuwając się do pewnej z nami zażyłości na mocy długotrwałej rozmowy, na pytanie "Co się kryje pod nazwą buraczki drum-latif?" odpowiedziała z uśmiechem i rozbrajającą szczerością: "To po prostu buraki".

Jagnięcina była nieco twardawa; i nie napiszę o niej nic więcej, bo danie nie zapadło mi szczególnie w pamięć, choć było jednym z najdroższych, jakie kiedykolwiek jadłam. Lepiej spisały się eskalopki - okrągłe kawałki mięsa podane na uroczych placuszkach i skąpane w aromatycznym grzybowym sosie. Oba dania były pięknie podane - jednak obawiam się, że patrzenie na nie sprawiało nawet większą przyjemność, niż ich jedzenie.

Na deser zamówiliśmy suflet czekoladowy z sosem malinowym i lodami (19 zł) oraz lodowy nugat miodowo-bakaliowy na sosie z gorącej czekolady (17 zł). Suflet  czekoladowy jako taki jest dla mnie klejnotem wśród deserów - ten delikatny kopczyk najdelikatniejszego czekoladowego puchu z płynnym środkiem jest uosobieniem wszystkiego, co w kuchni magiczne i ekscytujące. Sufletowi w Magnifice nie można nic zarzucić - jest delikatny i szlachetny, a głęboki smak ciemnej czekolady doskonale podkreślają lody oraz orzeźwiający sos malinowy podany w kieliszeczku, tak by każdy mógł szafować nim według uznania. Lodowy nugat również należy do smakołyków - miodowy smak doskonale komponuje się z gorącym czekoladowym sosem.

Kiedy jak kiedy, ale płacąc w Magnifice rachunek śmiało można się poczuć jak bohater "Dynastii". Nasz - a opisane potrawy popiliśmy czterema kieliszkami wina - opiewał na 200 zł, a byłby jeszcze wyższy, tylko że - co odkryliśmy po jego głębszej analizie w domu - kelnerka zapomniała doliczyć kawy (cappuccino, 8 zł i cafe mocha - 10 zł).

Tak więc spełniłam więc swoją jeszcze staroroczną  zachciankę i spędziłam wieczór w miejscu ekskluzywnym i luksusowym. Ale jeśli tu wrócę - to na deser i kieliszek szampana, ponieważ inne potrawy nie wydały mi się godne swoich szumnych nazw i wysokich cen. Jednak jedząc srebrnym widelczykiem rozpływający się w ustach suflet czekoladowy i sącząc szampana (butelka BOLLINGER LA GRANDE ANNE 1997, 900 zł)  na pewno poczuję się w pełni magnifique.

Gabriela

Więcej na temat restauracji

Tagi: Magnifica, Jugowicka, hotel, spa, pięknie, jagnięcina, eskalopki, cielęce, suflet, lody


Jovan: Całe menu jest pełne dziwnych nazw, aby było światowo:-) Nawet knedle ziemniaczane, nazywane tam gdzie są najpopularniejsze bramborowymi knedlikami albo Kartoffelknoedel - w Magnifice określone zostały piękną nazwą canaderlo. Z kuchnią Italii nie mają chyba wiele wspólnego, ale jakże lepiej brzmi ta nazwa wywodząca się z niemieckojęzycznego Południowego Tyrolu zwanego po włączeniu do Włoch – Górną Adygą.
2009-01-26 21:47:15


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Gabriela

Wieczna poszukiwaczka, nie tylko smaków; podróżniczka, nie tylko w głąb siebie; łasuch, ale i smakosz; ceni celebrowanie chwili - najlepiej z filiżanką kawy w ręku i kotem na kolanach.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter