
Bony na wenę (Bon Bon)(05.12.2008) Do posiedzenia, popracowania, coś przekąsić nawet można i odnaleźć wenę, ale restauracją nazwać to ciężko. Każdy, kto kiedykolwiek musiał w słowa ubierać swoje przemyślenia, wie, że czasami słowa te po prostu nie chcą układać się w spójną i, co ważniejsze, interesującą całość. Po prostu brakuje weny. Ja przekonałem się już nie raz i nie dwa, że mój własny dom opiera się wszelkim napływom weny i pozostaje głuchy na jej pukanie. Dlatego też, gdy chcę napisać kolejną recenzję, szukam odpowiedniego miejsca.I w ten właśnie sposób trafiłem do stosunkowo nowego lokalu Bon Bon na ulicy Rabiego Meiselsa, zaraz przy Placu Nowym. Miejsce to nie jest typową restauracją, a raczej w pierwszej kolejności klubo-kawiarnią, a restauracja jest tutaj niejako na dorzutkę. Widać to zresztą po menu, bo jest dość skromne i ogranicza się do pozycji śniadaniowych oraz lunchowych. Ale zanim przejdę do jedzenia, to jeszcze słów garstka o wystroju. Tutaj też dominuje klimat raczej klubowy, ale spokojny i stonowany. Kolorystycznie jest beżowo, kremowo i brązowo, czyli miło i ciepło, choć jakby trochę z dystansem. Bardzo ciekawe wrażenie sprawiają ogromne żyrandole wiszące w głównej sali, czasami można by mieć wrażenie, że niebo spada nam na głowy, ale mi akurat się to bardzo podobało. Jednak wnętrze sprawiałoby znacznie lepsze wrażenie, gdyby nie było w Bon Bonie tak pusto, bo poza kilkorgiem znajomych barmanki w lokalu byłem sam. Poczucia wyalienowania dopełniał brak muzyki, chcąc nie chcąc musiałem przysłuchiwać się rozmowom grupki znajomych. Pocieszenia postanowiłem poszukać w menu. Tu, jak wspominałem, dość ascetycznie, ale udało mi się znaleźć całkiem interesujące pozycje w postaci zupy krem z zielonego groszku z cytryną i kozim serem oraz sałatki bon bon. Szybko jednak zmuszony byłem do zmiany zamówienia, kelnerka bowiem jasno dała do zrozumienia, że groszkowa zupa krem najlepszym wyborem nie jest. Co prawda nie dowiedziałem się, co z nią było nie tak, ale postanowiłem posłuchać sugestii miłej pani, która wybrała dobro klienta od lojalności wobec pracodawcy. Polecała natomiast crepes cannelloni i to właśnie ostatecznie zamówiłem. Przez cały czas oczekiwania na zamówienie zastanawiałem się, czy mojemu zamówieniu bliżej będzie do naleśników, czy też cannelloni. Jak się okazało, spodziewałem się czegoś dużo bardziej wymyślnego niż to, co otrzymałem, bo crepes cannelloni był niczym innym jak naleśnikiem zwiniętym w "tutkę". Jej wnętrze stanowiło podsmażone z cebulą i odrobiną sosu pomidorowego mięso mielone. Z zewnątrz sosu pomidorowego było znacznie więcej, a na nim jaśniały dwa spore plastry mozzarelli. Danie było poprawne, sos pomidorowy był, jak na mój gust, zbyt ubogi w zioła, więc i aromat nie objął we władanie ani moich nozdrzy, ani podniebienia. Smakował on bardzo podobnie do sosu do spaghetti Napoli firmy Knorr. Nie mnie oceniać, czy podobieństwo to było czysto przypadkowe, czy mniej przypadkowe, ale jeśli ktoś knorrowskiego gotowca próbował, to wie, jak sos do crepes cannelloni mógł smakować. Przy czym smak taki nie jest niczym złym, bo, może głoszę herezję, ale ja akurat ten jeden gotowiec lubię. Zaskoczyło mnie to, że tymi niepozornie wyglądającymi naleśnikami nasyciłem swój apetyt oraz zaspokoiłem głód i było to zaspokajanie wcale przyjemne. Jeśli dodać do tego fakt, że Bon Bon powoli napełniał się ludźmi oraz pojawiła się muzyka, nieuniknioną i, jakże oczekiwaną, konsekwencją musiało być pojawienie się weny. Kiedy recenzja była już gotowa, pozostało uiścić, niezbyt duży na szczęście, rachunek i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku powrócić do domowych pieleszy. Wojtek Tagi: Bon_Bon, Meiselsa, Kazimierz, knajpa, pub, crepes, naleśniki ad vocem: Do zniesmaczonego.
Też byłem tego wieczora w Bonbon.
Jak zamawiałeś drinki, to zwykle są z wodą :) -w soku, tonicu etc. Ja jak chcę mieć mocnego drinka to zamawiam z podwójną wódką... Dolewaniem wody do wódki nikt się w knajpach nie bawi, łatwiej podmienić flaszkę na swoją, uwierz.Co do reszty się nie wypowiem, ale sam byłem raz świadkiem wezwania policji do klienta, który nie chciał zapłacić twierdząc, że jest za wysoki. generalnie jak kogoś nie stać, to powinien unikać lokali i pić w domu. Redakcja Portalu: Powyższy komentarz został częściowo ocenzurowany ponieważ był niezgodny z regulaminem portalu. Zniesmaczony (z dnia 2009-01-04): W sylwestrową noc podawano alkohol rozcieńczony wodą. Obsługa niekompetentna. Rachunek nie zgadzał się zamówieniem. | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |