Restauracja Galimatias zaprasza
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Hitchcockowskie przygody (Rialto)

Restauracja: Rialto

(26.11.2008) Restauracja skrajności - dobre jedzenie, szczególnie desery, i tragiczna obsługa. Fakt, że jest zlokalizowana na peryferiach pozytywnie odbija się na cenach.

Urbanizacja Krakowa zdaje się postępować coraz szybciej. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, jako osoba, której korzenie odnaleźć można w najsłynniejszej polskiej wsi - Bronowicach, które to młodsze pokolenie zna już tylko i wyłącznie jako dzielnicę Krakowa. Podobnie jest z Piaskami czy Kurdwanowem, gdzie moja mama, będąc dzieckiem, jeździła na kolonie.

Teraz proces ten z największą intensywnością dotknął Ruczaj, jednak w przeciwieństwie do blokowisk ery "czerwonej", blokowiska ery "zielonej" oferują znacznie mniej przestrzeni życiowej. Powstaje tam blok na bloku, a ciasnota ta jest aż przygnębiająca. Jednak taki potencjał ludzki nie mógł pozostać niezagospodarowany przez rynek gastronomiczny, a restauracja Rialto jest jednym z przykładów owego zjawiska. Zlokalizowana w Pasażu Ruczaj zapewnia mieszkańcom tego monstrualnego osiedla godziwe wyżywienie.

Przynajmniej sądząc z ilości gości, wyżywienie musi być bardzo godziwe, bo w jedynej sali restauracji trudno było wypatrzyć wolny stolik. Pora faktycznie ruchliwa, obiadowo-kolacyjna, ale i tak widok taki dziwi bardzo w "osiedlowej" restauracji. Choć jeśli wierzyć słowom właściciela, to do jego restauracji zjeżdżają ludzie z całego Krakowa. Postanowiłem zatem sprawdzić, co ich tam przyciąga.

Na pewno nie wystrój, bo, co prawda, jak na standardy osiedlowe całkiem niezły, ale można o nim powiedzieć, że w najlepszym razie jest poprawny. Jedyną ciekawostką jest w pełni otwarta kuchnia. Z tak bliska pracy kucharzy nie można obserwować chyba w żadnej innej restauracji.

O ile kucharze, wydawało się, że wiedzą, co czynią, o tyle obsługa poniosła porażkę na całej linii. Jak u Hitchcocka zaczęło się od trzęsienia ziemi i półgodzinnego oczekiwania na kartę, a potem napięcie rosło, bo oczekiwanie na zamówienie było równie długie. Ja rozumiem, że jedna kelnerka na salę pełną ludzi ma ciężko, ale tutaj wyglądało tak, jakby jeden ze stolików stał się po prostu niewidzialny.

Mimo to, karta w końcu dotarła i udało się nawet złożyć zamówienie. Wybór padł na Carpaccio wołowe na sposób Ciprianiego - z kremem na bazie sosu Worcester, tabasco, musztardy, domowego majonezu i śmietany, pizzę (jakżeby inaczej) Diavola z pikantnym salami, bekonem i kaparami oraz, na deser, tiramisu.

Tutaj znów mogę odwołać się do mistrza suspensu, tym razem, na szczęście, narastające napięcie było pozytywne. Przystawka pojawiła się niebawem i trzeba przyznać, że Carpaccio było bardzo udane. Co prawda w kremie najbardziej czuć było majonez i śmietanę, ale całość i była wyśmienita. Pizza, która nastąpiła później, już nie była taka udana. Dawało się wyraźnie odczuć brak pieca opalanego drewnem. Głównym mankamentem było ciasto - sporo, suche i zbyt "elastyczne". Salami było lepsze, choć niezbyt pikantne. Reszta już bardzo dobra, w szczególności obfitość sera. Punktem kulminacyjnym i bardzo dobrym zwieńczeniem posiłku był deser - tiramisu, jak dotąd najlepsze jakie jadłem w krakowskiej restauracji.

W tym miejscu przeszedłbym normalnie do podsumowania, jednak w Rialto nie byłem sam. Dzięki temu spróbowałem także drugiego zestawu obiadowego: risotto cztery sery, pasta z sosem Alfredo (szynka parmeńska, rukola, suszone pomidory, parmezan i śmietana) oraz Creme Brulee. Pochwalić należy wybór makaronów, bowiem każdy może sobie tutaj wybrać rodzaj makaronu, a następnie dobrać do niego ulubiony sos. Cena wszystkich kombinacji jest taka sama. Aż dziwne, że tak proste i wygodne rozwiązanie nie jest wykorzystywane częściej.

Niewielka degustacja przekonała mnie, że risotto to nie mój smak. Obiektywnie patrząc, było ono poprawne, choć mam wrażenie, że wśród czterech serów dominowały te najtańsze. Mimo to wciąż uważam, że jak włoska kuchnia, to sosy muszą być z makaronami. Tak jak „frafale” (drobna literówka w menu) ze wspomnianym sosem Alfredo. Rialto chwali się, że wszystkie pasty robione są na miejscu. Nawet jeśli tak w istocie jest, to ja nie odróżniłbym tych "kokardek" od kupionych w sklepie. Nic to... skoro było dobre, to nie będę narzekał, a dobre było jak najbardziej. Najlepszy ponownie okazał się deser. Creme Brulee jadłem co prawda po raz pierwszy w życiu, ale już teraz wiem, że będę ten wybór nie raz powtarzał.

I tak popołudnie wczesne przeszło w późne, a za oknami zapadła noc. Czas był najwyższy by powrócić do normalnego życia. Jeszcze tylko formalności czekały na dopełnienie. Na szczęście rachunek nie był aż tak wyniszczający, jak mogłoby się wydawać - około 100 zł za dwa dwudaniowe posiłki z deserami i napojami. Żałuję tylko, że nie potrafiłem nie zostawić napiwku, choć zdecydowanie się nie należał. Tak to jest, jak człowiek ma dobre serce.

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Rialto, trattoria, włoska, Ruczaj, carpaccio, wołowe, pizza, tiramisu, risotto, pasta, creme_brulee


Pozdrawiam: Właściciel Rialto nigdy nie układał karty w Del Papa, większość przepisów pochodzi z Hotelu Pod Różą, co najwyżej bazował na nich, tak jak cała karta z Rialto.
2012-04-19 13:05:52

Nada: właściciel Rialto pracował jako szef kuchni w restauracji Del Papa i za tamtych czasów ułożył kartę, która funkcjonuje do dziś. stąd podobieństwo. miejsce jest w porządku, bez niepotrzebnej ekscytacji, ale dobrze, że reprezentuje taki, a nie niższy poziom
2012-02-24 22:27:26

Mieszkanka Ruczaju: Witam, Ze względu na bliskie położenie i ceny często bywam w Rialto. Jedzenie jest smaczne, przyrządzane na bieżąco, więc czasem trzeba poczekać i na szczęście dalekie od polskiego zacięcia do taplania wszystkiego w mączastych sosach. Od tej strony polecam gł. zaś zupę adriatycką, którą biorę prawie za każdym razem. Dość drogie napoje - i ciepłe i zimne. Wadą lokalu jest zupełny brak przytulności - jest głośno z kuchni, głośno z odtwarzacza płyt lub radia (rodzaj muzyki też raczej nie sprzyjający trawieniu i relaksowi). No i rozlazła obsługa, o ile kartę dostaniesz szybko, dania różnie (ale można usprawiedliwić ich tym, że przygotowują na bieżąco) to dostać rachunek i za go uregulować ....
2011-04-06 20:46:48

ala: jak dla mnie jedzenie jest pyszne, a ceny w miarę przystępne !!!
2010-10-15 21:18:57

rozczarowany gosc: potworne,potworne jedzenie i obsluga
2010-05-06 04:56:00

Uśmiechnięty: "Choć jeśli wierzyć słowom właściciela, to do jego restauracji zjeżdżają ludzie z całego Krakowa" i tu o to w tym momencie zalałem sie łzami śmiechu. Bracia Grimm nie powstydziliby się takiej bajki, prosze mi wierzyć, jak większość z potoku słów - bzdura. Na orginał karty, zapraszamy do restauracji Del Papa, św. Tomasza 6. Przynajmniej orginalne, chociaż ponoć od najlepszych trzeba się uczyć. Ale kolejne, nagminne mijanie się z prawdą, w przypadku "pielgrzymek z całego miasta" to wisuienka na torci, z cukierni "Nieprawda".
2008-12-07 19:23:43

Darya San: Albo jakaś tam ryba po grecku ;) w Grecji nikt o niej nie słyszał :)
2008-12-02 19:38:31

Hipo: W sumie to nie może dziwić. Różne placki po węgiersku, pierogi ruskie czy tego typu rzeczy są nieznane w krajach, na które wskazuje ich nazwa.
2008-11-29 17:42:55

Gosia: otóż spaghetti bolognese nie istnieje. to, jak się okazuje, danie dla turystów. w Bolonii jada się tagliatelle po bolońsku, jak mnie poinformowali sami mieszkańcy, uśmiechając sie pobłażliwie. sama byłam w szoku.. :)
2008-11-29 13:49:19

Hipo: Cóż, większość włoskich restauracji podchodzi w sposób bardzo luźny do tradycji kulinarnej, z której się wywodzą, więc uważam, że rozwiązanie takie jest jak najbardziej ok.
2008-11-28 19:15:48

Olga: "Proste i wygodne rozwiązanie" makaronowe nie jest zapewne stosowane szerzej ze względu na całkowitą niezgodność z kuchnią włoską. Włosi są dość konserwatywni w dobieraniu sosów do makaronu i jak bolognese, to spaghetti, a jak farfalle, to nie alfredo, bo ten sos (składniki rzeczywiście dziwne) najczęściej podawany jest z tagliatelle albo fettucine, a nie z takim architektonicznym makaronem jak kokardki.
2008-11-28 12:44:16

Gosia: bardzo dziwne składniki sosu Alfredo. powinni chyba zmienić nazwę na sos Rialto ;)
2008-11-27 11:31:04


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter