RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

O jeden port za daleko (Kuter Port)

Restauracja: Kuter Port

(17.08.2016) Świetnie, dobrze, aż w końcu słabo. Tak właśnie wyglądają moje doświadczenia z Kuter Portem, ale mam nadzieję, że zaświeci jeszcze nad nim słońce.


Perełka w stawie

Sezon wakacyjny zdecydowanie sprzyja odkrywaniu nowych miejsc i smaków. Ale jak się okazuje, nie potrzeba wojaży dalekich i egzotycznych, by bardzo ciekawych odkryć uświadczyć. Czasami miejsca zaskakujące kryć się mogą praktycznie pod samym nosem. W moim przypadku były to okolice (bliskie lub bardzo bliskie) Gdowa, gdzie spędzam prawie każdy z wakacyjnych weekendów.

Jadąc w stronę Bochni docieramy do Marszowic oraz Nieznanowic. Wioseczki te nie odznaczają się niczym szczególnym, poza tym, że działa tam kilka żwirowni, które pozostawiają po sobie coraz liczniejsze stawy. Lata temu część z nich wykorzystywana była jako dzikie kąpieliska dla okolicznych mieszkańców, jednak kilka lat temu ktoś zdecydował się zagospodarować dwa takie stawy.

Kuter Port Nieznanowice
Kuter Port z lotu… drona

I tak oto powstał Kuter Port - kompleks (to chyba najlepsze określenie) wędkarsko-rekreacyjny, do którego określenie "na bogato" pasuje jak ulał. Pomimo ewidentnie wiejskiej lokalizacji, teren zagospodarowania z prostotą, ale i smakiem, zdecydowanie nie szczędząc środków i ciężkiej pracy, by stworzyć miejsce, do którego nawet z odległego o około 35 km Krakowa warto się ruszyć.

Kuter Port Nieznanowice
Kuter Port z marszu i w pełnym słońcu

Ja do Kuter Portu pierwszy raz dotarłem już w zeszłym roku, gdy wszystko pachniało jeszcze nowością, a szef kuchni miał zapał i głowę pełną pomysłów. Poznać to było po fakcie, że dania w menu były pełne fantazji i ciekawych połączeń smakowych, zupełnie nieprzystających do zabitej dechami wioski i przybytku o nazwie Kuter Port (nazwa moim zdaniem jest jego najsłabszym elementem).

Za pierwszym razem - super

W pamięci zapadł mi (a raczej towarzyszącej mi zawsze, niezwykle wymagającej ekspertce i miłośniczce ryb i owoców morza) najbardziej Filet z karpia z migdałowej panierce, który owa ekspertka określiła jako najlepszego karpia jakiego jadła, a nie robiła sama. Z jej ust taki komplement znaczył naprawdę wiele i wystawił Kuter Portowi świetną laurkę, a i inne dania rybne (o ile mnie pamięć nie myli, była jeszcze dorada z sosem z zielonego pieprzu), także zebrały bardzo dobre opinie.

Na tym tle nieco słabiej wypadły Żeberka (niezłe, ale nieco przesuszone i z bardzo przewidywalną i standardową glazurą) oraz Tatar wołowy (tutaj zarzucić mogę jeszcze mniej, bo był on po prostu poprawny i dobry, ale na tle nadzwyczajnych ryb się nie wyróżniał). Obie potrawy nadrabiały wielkością porcji, bo ich zjedzenie wymagało ode mnie naprawdę nadludzkiego wysiłku, także w sumie i moje wrażenia były dość pozytywne.

Za drugim razem - dobrze

Dlatego też z ciekawością i niemałymi oczekiwaniami powróciliśmy do Kuter Portu i w te wakacje, tym bardziej, że na (w sumie bardzo kiepskim) profilu FB restauracja zapowiadała nowe menu, choć nigdzie nie można było go znaleźć.

Niestety okazało się, że albo kucharz się zmienił, albo życie brutalnie utemperowało jego ambicje, dostosowując je do gustów gości. Te najwyraźniej okazały się niezbyt wyrafinowane, a nad kulinarną fantazję, bardziej sobie oni cenili Schabowego z kapustą, Grillowanego fileta z kurczaka, czy najzwyklejszego Smażonego pstrąga z frytkami. Mimo to postanowiliśmy spróbować czegoś z nowej karty.

Na początek pojawiła się przystawka w formie Śledzia marynowanego z cebulką podanego na pieczonych burakach z jabłkiem, który był chyba najciekawszą i najoryginalniejszą pozycją w nowego menu. Był przy tym też pozycją bardzo smakowitą (choć ilość śledzia w śledziu mogłaby być większa) oraz przepięknie podaną. Na jej podstawie stwierdziliśmy, że może jednak szef kuchni się nie zmienił oraz że wciąż jest wysokiej klasy specjalistą w swoim fachu.

Śledź marynowany z cebulką podany na pieczonych burakach z jabłkiem z menu Kuter Port
Świetny śledzik na przystawkę

Spróbowaliśmy też Pieczonego fileta z karpia, który co prawda, przygotowany był już bez wymyślnych panierek, czy pięknego przystrojenia, ale na szczęście pozostał bardzo smaczny i, o co niezwykle przy tej rybie ciężko, całkiem nieźle wyfiletowany. Oczywiście nie było to już to samo, zjawiskowe danie, co przed rokiem, ale doszliśmy do wniosku, że nawet teraz, był to karp znacznie lepszy, od wszystkiego, co można znaleźć w Krakowie.

Pieczony filet z karpia z menu Kuter Port z menu Kuter Port
Karp bardzo dobry, ale niestety już mocno zwyczajny

Za trzecim razem - szkoda gadać

Dlatego też bez wahania udaliśmy się do Kuter Portu i kolejny raz, niestety tym razem bardzo kiepsko wybierając czas wizyty na weekendowe popołudnie, które jednak wciąż mogło być uznane za porę obiadową. W związku z tym w restauracji panował trudny do opisania (i zniesienia) harmider wywołały natłokiem ludzkim oraz trudną do określenia ilością dzieci, które nie tylko krzyczały i biegały wszędzie, ale jeden z drugim nawet w piłkę w restauracji grać próbowali (czy rodzicom naprawdę tak trudno jest wpoić dzieciom choćby elementarne zasady dobrego wychowania?). Ale że głód już doskwierał, postanowiliśmy tam pozostać i mimo wszystko spróbować cieszyć się smacznym posiłkiem.

Niestety tego dnia ewidentnie nie było nam to dane. A to za sprawą Barszczu czerwonego z ręcznie robionymi uszkami z mięsem, który był najokropniejszym tworem barszczopodobnym, jaki w życiu jadłem. W smaku próżno doszukiwać się było buraka, wszystko zdominowała bowiem wszechobecna sól. Być może gdy powstawał, barszcz dało się zjeść i był on nawet przyzwoity, niestety w między czasie wysłoniał on okrutnie i nie byłem w stanie go nawet zjeść, a przepyszne skądinąd uszka poszły okazały się marnotrawstwem.

Także powtórka z Pieczonego karpia okazała się tym razem niewypałem, a sama ryba była, kolokwialnie mówiąc, niedorobiona i zdecydowanie najsłabsza spośród naszych trzech z nią spotkań. Szef kuchni obronił się właściwie tylko całkiem niezłą Szarlotką, bo nawet polecane przez niego Ciasto jagodowe nas nie przekonało.

Czyżby zatem, wraz z naszą trzecią wizytą, Kuter Port się wypalił, a może wpadki na każdym niemal froncie były raczej pokłosiem naprawdę dużego, obiadowego ruchu? Chciałbym wierzyć, że to drugie, bo miejsc takich, jak kompleks w Marszowicach/Nieznanowicach, ze świecą szukać, a przyzwoita, czy momentami naprawdę dobra kuchnia, była do niego bardzo pożądaną wartością dodaną.

Kuter Port Nieznanowice
Może nad Kuter Portem zaświeci jeszcze słońce

Z pewnością będę miał okazję się o tym przekonać, bo mając w pamięci, jak było tam rok wcześniej, Kuter Port wciąż kusi (szczególnie, jeśli posiada się na stanie dzieci), a i nadzieja (na to na przykład, że niebawem znów zmieni się karta) na to, że znów zaświeci nad restauracją metaforyczne słonko, umiera ostatnia. A na razie pozostaje nam słonko, które wyjrzało, gdy wychodziliśmy z Portu, tworząc piękną tęczę.

Podziel się ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Wykop tego newsa!Twittuj o tym!

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Kuter, Port, karp, dorada, żeerka, tatar, barszcz


ola: Zgadzam się z opinią. W każdy dzień tygodnia dobre jedzenie ale w weekendy porażka: ryby suche, Dania niedbale przygotowane. Ceny wysokie jak na obiekt poza Krakowem
2016-08-23 14:26:01


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Albertina, wino, Lubicz, kurczak, Browar, Kraków, Festiwal, dorsz, Nosem, Pod, piwo, Sera, Miodu, Laskowa, Śliwki, makaron, Week, menu, cielęcina
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter