
Igrzysk i Chleba - relacja ze Święta chlebaPonownie, kto był ten wie, a kogo nie było niech żałuje. A wszystkich zapraszam do czytania. Igrzysk i chleba - już w starożytności była to doskonała recepta na społeczny ład i porządek. Na tyle skuteczna, że stosowana po dziś dzień. Tym razem i my padliśmy jej ofiarą. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdzie zamiast "igrzysk" emocjonować się mamy pseudo grą polskich kopaczy. Na szczęście na osłodę dostaliśmy chleba pod dostatkiem, a to z okazji Święta Chleba i Festiwalu Produktów Regionalnych, które to imprezy w miniony weekend opanowały kazimierzowski Plac Wolnica.To jedna z trzech, obok festiwalów Zupy i Pierogów, imprez kulinarno-smakowych, które na stałe wpisały się krakowski kalendarz. Jednak, o ile w dwóch pozostałych mamy okazję degustować i porównywać gotowe dania, o tyle w ubiegły weekend degustować można było niejako półprodukty, które wykorzystać można do tworzenia smakowych majstersztyków. Czyli w skrócie - najeść się można było chleba, wędlin i miodów. Gdy w sobotę przybyłem na Wolnicę w oczy rzuciła się stosunkowo niewielka ilość odwiedzających. Drugi rzut oka ujawnił interesujący szczegół - ich średnia wieku była znacznie wyższa niż przy okazji Festiwalu Zupy. Widać chleb nie jest tak modny jak wszelkiej maści polewki. Dla mnie wszystko to było na tamtą chwilę plusem, bo oznaczało, iż znacznie łatwiej będzie dopchać sie nawet do najciekawszych degustacji. Na pierwszy ogień poszły chleby, to w końcu ich święto. Spróbować można było najróżniejszych ich rodzajów, były chleby pszenne i żytnie, z ziarnami i pestkami dyni, orkiszowe i kukurydziane. Były nawet obwarzanki (producenta, na jego szczęście, nie zapamiętałem), choć obrzydliwe. Był też drugi biegun wrażeń kulinarnych, bowiem ponad przeciętność większości chlebów wybijał się zdecydowanie chleb czosnkowy, prezentowany niestety przez naszych sąsiadów Słowaków. Piszę niestety, bo zdaję sobie sprawę, że niewielka jest szansa, by "cesnakovy chlieb" regularnie gościł na moim stole. A co w nim właściwie takiego było, spytacie? Cóż... był razowy, lekko gliniasty, miał w sobie malutkie kawałki czosnku. Kształtem przypominał bardziej kołacz, niż typowy chleb, bo był dość płaski. Z wierzchu posypany był bardzo grubą solą, a także poszatkowanym, młodym czosnkiem. Niebo w gębie po prostu, a kosztowało tylko 1 zł. Pierwszego dnia zaopatrzyłem się w dwa takie chleby, do wieczora ich już nie było, więc w niedzielę kupiłem jeszcze trzy. I szybko pożałowałem, że tak mało.
Przyszła pora na opuszczenie strefy wypieków i rozpoczęcie zwiedzania stoisk wędliniarskich. Mam wrażenie, że tutaj obfitość była większa niż rok temu. Udało mi się spróbować większej ilości różnorodnych wędlin, a i ich smak był znacznie lepszy niż pamiętam z zeszłego roku. Były kiełbasy, wiejskie i nie tylko, szynki, polędwice i kabanosy. Jak dla mnie, bezapelacyjnie najlepszą wędliną festiwalu okazała się kiełbasa lisiecka firmy Wolarek. Interesująco zaprezentował się też zeszłoroczny laureat plebiscytu "Małopolski Smak" - Masarnia Krakowska. Spróbować tam można było szynki, która gotowana była na miejscu, w specjalnie do tego przygotowanym, przenośnym piecu. Choć fakt, że trzeba było mieć sporo szczęścia, żeby załapać się na tę degustację, bo szynki jednak gotowały się długo.
No i wreszcie przyszedł czas na deser. Tutaj niestety nie było już takiego wyboru, ani takiej obfitości i różnorodności. No chyba, że ktoś jest wielkim amatorem miodów, bo tych było sporo, a do spróbowania zachęcały liczne, złociste i gęste ciecze. Były najpowszechniejsze miody wielokwiatowe i spadziowe, ale spróbować można było także nieco rzadszych - lipowych czy wrzosowych. Niestety specjalistą, ani wielkim amatorem miodów nie jestem, więc tutaj nie podejmę się
oceniania, który z miodów był najlepszy, choć myślę, że ich miłośnicy z
pewnością coś dla siebie mogli znaleźć. A co do innych opcji
deserowych... gdzieniegdzie dało się zauważyć jakieś pozostałości po
słodkich degustacjach. Tu spróbowałem ciasteczka sezamowego, tam jakąś
babeczkę. Powróciłem też do sąsiadów Słowaków, którzy częstowali też
bardzo dobrym ciastem drożdżowym. Choć żałowałem, że na przykład takie
Ciasteczka z Krakowa degustacji nie robiły. No ale i tak można
powiedzieć, że ziarnko do ziarnka i zebrał się sycący deser. Popiłem to
wszystko jeszcze truskawkową maślanką z jednego ze stoisk z nabiałem i
mogłem uznać tegoroczne Święto Chleba i Festiwal Produktów Regionalnych
za bardzo owocne. Na koniec jeszcze kilka luźnych refleksji. Po pierwsze, denerwujące
bardzo było, że ze sceny, zamiast muzyki, niech już by nawet była
ludowa, dobiegało gadanie prowadzących i ich coraz to nowych, acz
niezbyt interesujących gości. Po pięciu minutach tego bełkotu się
wyłączyłem. Po drugie, bardzo, ale to bardzo brakowało mi degustacji
obejmujących chleb ze smalcem, a nie tylko suchy chleb. W ubiegłym roku
było tego dużo, w tym w ogóle. Oczywiście, chleb ze smalcem był, ale
już wolałem wydać tę złotówkę na kolejny chleb czosnkowy niż na
skromniutką kromeczkę ze smalcem. No i na koniec sprawy
organizacyjne... frekwencja drugiego dnia, w niedzielę, znacznie się
poprawiła. I dobrze, bo to w sumie bardzo sympatyczna impreza, a nie ma
jeszcze takich dantejskich scen, jak podczas innych festiwalów. No ale
organizatorzy to się nie popisali. Abstrahuję już nawet od tej
nieszczęsnej sceny, ale jeden kosz na śmieci na całym terenie
festiwalu, to lekkie przegięcie. No i średniowieczny PR, gdzie nie
sposób znaleźć informacje o laureatach tegorocznego plebiscytu, ani
skontaktować się z organizatorami imprezy. Oby za rok było z tym lepiej.Wojtek | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |