RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Moda w zenicie (Zenit)

Restauracja: Zenit

(23.03.2016) Na Miodowej moda już w zenicie, ale smak jeszcze nie zawsze.


Moda i z czym się ją je

Moda na pewne miejsca (jej brak w sumie też) nieodmiennie mnie fascynuje. Nie sama moda nawet, a raczej jej powstawanie. Zaznaczę też, że jeśli chodzi o gastronomię i trwałe mody, nie wierzę w moc trendsetterów i środowisk opiniotwórczych. Co zatem sprawia, że Frytki Belgijskie, wcale nie tak wyjątkowe, w pojedynkę potrafiły rozhulać Skwer Judah, a ryzykowny eksperyment pod tytułem Twój Kucharz radzi sobie bardzo dobrze pomimo mocno średniej okolicy (przynajmniej na razie, dopóki na Zabłociu trwa zażarta walka starego z nowym)? Nie wiem.

Oczywiście czasami sytuacja jest jasna, bo lokalizacja i smak idą w parze, a postępująca za nimi w krok moda sprawia, że do takiego Nolio bez rezerwacji nie ma się nawet sensu wybierać. Ale jest też bardzo ciekawy przypadek restauracji Zenit, która mam wrażenie, stała się modna zanim się jeszcze otwarła. Zafascynowało mnie to na tyle, że postanowiłem przyjrzeć się znacznie bliżej temu fenomenowi, by przekonać się, co zdecydowało o sukcesie, bo w przypadku restauracji Zenit możemy już chyba o nim mówić.

Na początek mamy odnowioną kamienicę przy ulicy Miodowej, duże witryny, oraz brak krzykliwego, nachalnego szyldu (na szczęście). Zamiast tego jest subtelne logo (w stylu mocno retro) na drzwiach i nazwa, która kompletnie z niczym kulinarnym mi się nie kojarzy. Wnętrze nie jest duże, to właściwie tylko jedna sala z paroma zakamarkami, kanapami pod ścianami i kilkoma stojącymi "luzem" stolikami. Na ścianach zaobserwować można sporo... hmmm... chyba sztuki. Wszystko w każdym razie dość jednolicie kultywuje styl retro, a ja lubię jednolitość, więc tutaj jak najbardziej na plus.

Restauracja Zenit
Wejście do Zenitu jest bardzo subtelne

Dalej przyszła kolej na obsługę i szczerze mówiąc to właśnie tutaj upatruję przepisu na sukces Zenitu, bo czy jest lepszy sposób na uczynienie miejsca modnym, niż obsługa składająca się z drwali? Na szczęście była to też obsługa w miarę ogarnięta (wieczór zakończył się tylko jedną większą, ale absolutnie wybaczalną wpadką), zaangażowana i bardzo kontaktowa, a poznanie genezy (autentycznej, czy też wyssanej z palca - to bez znaczenia, ważne, że interesującej) powiedzenia "o dupie Maryny" było bardzo miłym dodatkiem.

Przystawki jeszcze nie tak modne

Ale ja tutaj gadu gadu, a jeszcze ani słowem nie wspomniałem o jedzeniu, a nie oszukujmy się, ono jest zawsze i wszędzie najważniejsze. Co zatem w Zenicie zjeść można? Ano niewiele, ale bynajmniej nie dlatego, że nie warto, a dlatego, że karta jest bardzo krótka - trzy dania główne plus dwa substytuty dla niemięsnych, dwie zupki, trzy przystawki i kilka deserów. Jednak na tak małej przestrzeni dokonano kompilacji wszystkiego, co jest modne i na topie. Jest zatem burger, jest policzek oraz curry. Są też oczywiście piwa z małych browarów, naturalne lemoniady i... sok z kapusty kiszonej (czyżby nowa, rozwijająca się moda?).

Ale zanim o daniach głównych, jest czas na przystawki. Cukinia / bakłażan / papryka / ocet balsamiczny / oliwa / domowa focaccia (15 zł) to nic innego, jak dość typowe, włoskie antipasti w postaci warzyw marynowanych w occie balsamicznym podane z focaccią. W sumie to niewiele więcej można tutaj powiedzieć, bo warzywa takie w sumie trudno zepsuć, ale równie trudno się nimi zachwycać - ot, neutralna rozgrzewka przed bardziej fantazyjnymi daniami.

Znacznie ciekawiej wypada Siekany tatar wołowy / żółtko sous vide / grzyby / cebulka / ogórek / Dijon (22). Oczywiście żółtko sous vide jest kolejnym, głębokim ukłonem w stronę panujących trendów. I niczym więcej, bo odbioru tatara nie zmienia ani na jotę. Ten na szczęście broni się sam, bo choć jadłem lepsze, i tak bardzo zdecydowanie przewyższył te gorsze.

Tatar z menu restauracji Zenit
Śliczny i smaczny tatar, aż szkoda, że tak mały

Dla chętnych są też Krewetki królewskie / czosnek / białe wino / peperoncino / grillowana focaccia (21), aczkolwiek królewskie są one tylko z nazwy, bo na talerzu zjawiają się trzy, raczej niewielkie "robaczki". Nie przeszkadza im to być niemal idealnie przyrządzonymi "robaczkami" (jedynym zastrzeżeniem może być tutaj fakt, że są minimalnie za mało słone, ale to nadrabia słona focaccia), a jeśli żyją one w świecie, gdzie rozmiar nie ma znaczenia, to z pewnością znajdują bardzo wielu amatorów.

Krewetki z menu restauracji Zenit
Krewetki też smakowite, ale bynajmniej nie królewskie

Główne już jak najbardziej tak

Zupy są, jak wspominałem, dwie i różni je niemal wszystko. O ile Pikantna zupa kokosowa / krewetki / łosoś / mleko kokosowe / kolendra (17), mimo swej pozornej egzotyki, jest pozycją dość znaną, o tyle Gruszka / pietruszka / oliwa pietruszkowa (12), choć składniki sugerują większą swojskość, jest jednak propozycją znaczenie wymyślniejszą. Nie znaczy to jednak, że lepszą. Swojska polewka przy bliższym poznaniu okazuje się bowiem mdła i mocno nijaka, a smaków gruszki i pietruszki w niej tyle, co kot napłakał. Zupa kokosowe co innego - jest aromatyczna, intensywna i w sposób bardzo miły oblepia kubki smakowe kolendrą, kokosem i delikatnymi, na szczęście, akcentami morskimi.

Oczywiście dania bardziej treściwe też są. Na przykład Policzek wołowy w czerwonym winie / puree z batata z kardamonem / brukselka z boczkiem i czosnkiem (29), który mimo ostatniej, niezbyt udanej przygody, wciąż kusi zawsze i wszędzie. Może nie byłby w tym kuszeniu tak skuteczny, gdyby nie dodatkowe wsparcie batata. Ale nie ważne, jaka motywacja, ważne, że jest dobrze, nawet bardzo. Tym razem policzek był taki, jak powinien i jak lubię, a wartość dodana w postaci wspomnianego batata oraz zaskakująco dobrej brukselki al dente z dodatkami, dają bonusowego, pozytywnego kopa. A wszystko to w całkiem przystępnej, jak na tak sporą porcję, cenę.

Policzek wołowy z menu restauracji Zenit
Policzek jak zwykle nie wygląda, ale za to jak smakuje!

Znacznie słabiej jest w kwestii Curry / cukinia / papryka / bakłażan / imbir / chili / mleko kokosowe / cieciorka / ziemniak / ryż basmati / kolendra (24). Tutaj kucharz idzie już na łatwiznę, a może po prostu umiejętności mu już nie staje, bo curry nie może mieć smaku tak prostego i płaskiego. Nie może być też tak delikatne i w ogóle nijakie. Przeczy to samej idei tej potrawy, która jest fuzją niezliczonych smaków i konglomeratem intensywnych aromatów. Także moda modą, ale curry w Zenicie nie polecam.

Curry z menu restauracji Zenit
Curry niestety okazało się niedorobione

A na deser…

Podobne skrajności są także w dziale deserów. Znajdujący się w karcie Creme brulee z białą czekoladą (16) okazuje się ofiarą mody. Podaje się go bowiem w niepraktycznych słoiczkach, podczas gdy każde dziecko wie, że podawać się je powinno w płaskich kokilkach. A jak się tego nie robi, bo nawet jak sam deser jest smaczny, to na dnie przybiera on formę nieprzyjemnego w odbiorze płynu. Tak, jak stało się w Zenicie. Na szczęście jest tam też tablica ze specjałami dnia, a na niej można czasami trafić na Bezę, w moim przypadku jest ona połączona z masą orzechową. I połączenie to daje radę, nawet bardzo. Beza jest akurat taka, jak lubię, z zewnątrz chrupiąca, poniżej tworzy natomiast sprężystą piankę. A masa, ach ta masa... Nigdy jeszcze, przynajmniej w żadnym lokalu gastronomicznym, nie jadłem tak esencjonalnej i smacznej masy orzechowej. Razem jest to oczywiście bardzo słodkie, ale wspaniałe.

Beza z masą orzechową z menu restauracji Zenit
Beza z masą orzechową wzbudziła powszechne zachwyty

No i jak ja mam teraz ocenić ten Zenit, który przeplata pozycje bardzo dobre, wyśmienite wręcz, ewidentną słabizną i niedoróbkami? W kwestii kreowania mody robią praktycznie wszystko co mogą (chyba tylko jeszcze rowerzystów z hummusem brakuje) i robią to skutecznie, ale to dopiero połowa sukcesu, przynajmniej według mnie. Przyciągnąć ludzi, to bowiem jedno, a utrzymać ich i do miejsca przywiązać - to największa sztuka, bo chcę wierzyć, że jaki społeczeństwo jesteśmy już na tyle świadomi, by w pierwszej kolejności wybierać miejsca smaczne, potem dopiero modne. A o ile przy Miodowej moda już jest w Zenicie, o tyle nad smakiem w niektórych przypadkach, należy jeszcze popracować. Aczkowliek mają duży plus za możliwość zjawienia się w lokalu z czworonogiem.

Podziel się ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Wykop tego newsa!Twittuj o tym!

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Albertina, wino, Lubicz, kurczak, Browar, Kraków, Festiwal, dorsz, Nosem, Pod, piwo, Sera, Miodu, Laskowa, Śliwki, makaron, Week, menu, cielęcina
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter