Wy¶mienite nalewki w restauracji Starka
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Rozhulany stół (Hulajdusza)

Restauracja: Hulajdusza

(07.06.2008) Na codzienne stołowanie się wystarczy, bo jedzenie niezłe i tanie, ale na inne okazje poszedłbym chyba gdzie indziej.

Może to smak mało wyrafinowany, czy nawet pospolity, ale po prostu uwielbiam ziemniaki w każdej formie. Gotowane, smażone czy pieczone. Frytki, puree czy dufinki. Poczesne miejsce wśród moich ziemniaczanych upodobań zajmują placki ziemniaczane. W dzieciństwie często jadane na słodko, dziś nie wyobrażam sobie inaczej niż na słono lub ostro.

Moje plackowe poszukiwania tym razem przywiodły mnie na plac Szczepański, a dokładniej do gospody Hulajdusza, gdzie każda środa jest dniem placka ziemniaczanego. Sam lokal, połączenie baru mlecznego z restauracją serwującą typowo polskie specjały, wystrojem wskazuje jednak na to drugie. W ogromnej większości mamy tutaj drewniane ławy zamiast stolików barowych, reszta wystroju także bardziej restauracyjna. Przy tym ogromny plus za jednolite elementy wyposażenia stołowego, czyli solniczki, pieprzniczki i serwetniki - wszystko z logo restauracji. Jak ja lubię takie duperelki.

Najwyraźniej nie tylko ja, bo niemal cała restauracja była pełna. Usiadłem przy jedynym wolnym stoliku, niestety stoliku właśnie, bo wolałbym przy drewnianej ławie. Do tego stoliku z nierównymi nogami, bo bardzo się chybotał. Wizja rozlewanych napojów, przy każdym bardziej energicznym ruchu sztućców, do kuszących nie należała. Poczułem się jak saper: jeden fałszywy ruch i po moich jasnych spodniach...

Ale do rzeczy... Zdecydowałem się na placki po zwierzyniecku, a poprzedziłem je barszczem czerwonym z krokietem. Zupa całkiem niezła, ale też nie na tyle dobra, by poświęcać jej więcej miejsca. Krokiet odznaczał się bardzo chrupiącą panierką i o ile normalnie nic przeciw niej nie mam, o tyle na krokietach wolę jednak inną. Farsz mało wyrazisty i zlewał się smakowo z naleśnikiem i panierką. Ale dość o tym, pora przejść do sedna. Placki po zwierzyniecku okazały się dwoma plackami, przełożonymi dwoma plastrami wołowej pieczeni, obficie polanymi sosem. Sos nazwałbym grzybowym, gdyby nie fakt, że ilość grzybów była w najlepszym razie śladowa. Mięso nie smakowo mi niestety, było bardzo suche, więc obfitość sosu się przydała. Sam placek był mocno spieczony, ale nie chrupiący, nie był zły, choć jak na mój gust mało słony.

Podsumowując, placki po zwierzyniecku mnie nie zachwyciły, nie rozhulał się mój smak ani, tym bardziej moja dusza. Hulajdusza może i jest znana z bardzo smacznego i niezbyt drogiego jedzenia, ale specjalistami od placków ziemniaczanych na pewno nie są. Pozostaje sprawdzić czy lepiej jest w dniu kotleta...

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Hulajdusza, Gospoda, Tomasza, placki, ziemniaczane, barszcz, krokiet


Kaki: Rewelacja nic dodać, nic ująć. Jeżeli ktokolwiek się czepia tej restauracji nie ma racji. Świetne jedzenia, miła obsługa, ceny bajecznie niskie jak na knajpę w centrum Krakowa oraz ten staropolski wystrój, który przyciąga aż żal tam nie wrócić ponownie. Polecam!
2012-01-15 11:46:18

ANN: Miałam tę nieprzyjemność być w Gospodzie Hulajdusza w zeszły czwartek i rozczarowało mnie to miejsce. Wcześniej kilkukrotnie jadłam tu obiady i były nawet smaczne. Ale potem coś się popsuło: raz podano nam zupę pomidorową, która smakowała jakby miała już 2 tygodnie (zwróciliśmy uwagę kelnerce, ale ta oświadczyła, że u nich pomidorowa po prostu tak smakuje (???)). Za 2 razem podano przesoloną duszoną kapustę, frytki wysuszone na wióry i twardy kotlet do zgryzienia. Tym razem jednak, jako że przyjechał do nas znajomy zza granicy, chciałam zaprosić go gdzieś na śniadanie. Wybraliśmy więc Hulajduszę, żeby spróbował typowej polskiej kuchni: zamówiłam dla niego kiełbasę z grilla i najzwyklejszą w świecie jajecznicę - pomyślałam, że tego nie da się zepsuć, ale jednak, jak się okazało, wszystko jest możliwe - jajka śmierdziały tak, jakby były zepsute. Nie jestem wybredna, ale tego po prostu nie dało się zjeść, zbierało mnie na... Poszłam do kelnerki zwrócić to danie - kelnerka nie była zbyt zaskoczona i oświadczyła, że to może tak smakować, bo jajecznica nie jest z jajek tylko z ... masy jajecznej... Zwrócono mi kwotę za "jajecznicę", ale niesmak i pusty żołądek pozostał, bo nie miałam już chęci na nic więcej. I przypomniałam sobie,że jak wchodziliśmy do restauracji, to ktoś zostawił na stole również nietkniętą "jajecznicę" i po prostu wyszedł. Już wiem czemu. Zwykła kawa "parzona" też miała smak, jakby podano jakiś kiepski gatunek. Dopiero duża ilośc cukru umożliwiła wypicie. Niestety nawet b. ładny wystrój lokalu nie znieczula aż tak bardzo, żeby nie poczuć jakie paskudztwo serwują za wcale niemałe pieniądze. Myślę, że w zwykłym barze mlecznym można zjeść lepiej, choć może bez nastrojowej muzyki i bez obsługi kelnerki. Jak to mówią: do trzech razy sztuka - ten trzeci raz pozostawił niesmak i myśl, że moja noga tam więcej nie postanie. Ale ile jeszcze osób nabierze się na piękną fasadę???
2010-06-14 10:58:23

Ewa: Rzeczywiście Hulajdusza to bar, w którym delektować się można jedynie przyzwoitą ceną.Jedzenie pozostawia wiele do życzenia
2009-08-11 14:29:26


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter