
Na nastrój zmielony... (Cafe Młynek)Restauracja: Młynek, Cafe (04.06.2008) Młynek okazał się niezłym lekarstwem na kiepski humor. Jedzenie niezłe, choć do dobrego jeszcze trochę brakuje. Ale jest to miejsce bardzo miłe do posiedzenia. Pewnie każdy tak ma, że czasem budzi się i nawet zanim wstanie jeszcze lewą nogą, wie, że dzień będzie do kitu. Dźwięku alarmu w telefonie nienawidzę bardziej niż zwykle, nie cieszy słońce za oknem, bo wiem, że ten dzień i tak będzie okropny. W takiej chwili wiem, że kawa i wszelkie napoje energetyczne będą moimi najlepszymi przyjaciółmi, aż po późny wieczór, kiedy to przyjdzie mi po prostu poddać się zmęczeniu.I taki dzień się zapowiadał... Akurat mknęłam przez krakowski Kazimierz, kiedy poczułam głód. Przypomniałam sobie, że nie jadłam niczego od rana, a była już szesnasta. Głód się nasilił, a jak jestem głodna to robię się niesłychanie marudna i ponoć trudno ze mną wytrzymać. Dla dobra najbliższych i, oczywiście, dla dobra mojego żołądka zdecydowałam się zahaczyć o jakąś restaurację. I tym razem miała to być z założenia pierwsza knajpka na jaką trafię po drodze. I trafiłam na Cafe Młynek. Już sama nazwa mi się spodobała z racji swego pierwszego członu, w taki dzień, jak pisałam, na jednej kawie się nie kończy. Weszłam do Młynka i od razu bardzo mi się spodobało. Pech, który mnie prześladował ewidentnie poszedł na przerwę. Kawiarenka wydawała się stworzona do odpoczynku w samotności albo do zabawy w gronie przyjaciół. Wszystko jest w drewnie, a ściany przy barze ozdobione są różnymi ciekawostkami, jak stare zdjęcia czy ciekawe, krótkie teksty. To w sali sali przy barze, dla palących. Ja wybrałam tą drugą, dla niepalących. Siadłam sobie przy oknie, a że było tego dnia ciepło, chłodny wiaterek miło orzeźwiał. Poszłam do baru zamówić mój ulubiony napój energetyczny, który w niedługim czasie dostałam już do stolika. Dostałam także menu i po chwili wybrałam sobie zupę hiszpańską w cenie dziewięciu złotych oraz makaron z brokułami w sosie serowo-śmietanowym. Zanim przyniesiono zupę i makaron zdążyłam zamówić kolejny napój energetyczny i zgłodnieć jeszcze bardziej. Zupa, podana z opiekanymi kromeczkami chlebka czy weki, które na szczęście położone były na talerzyku obok, były chrupiące i pasowały do smaku zupy. Zupa ta była czymś na kształt zupy jarzynowej, a raczej kremu jarzynowego z silną nutą pomidorową oraz paprykową. W smaku okazała się całkiem niezła. Niestety drugie danie okazało się już mniej porywające. Sos był bardzo smaczny, delikatnie serowy, polane nim brokuły pyszne, ale makaron pozostawiał niestety wiele do życzenia. Był kompletnie niesłony, a na dole talerza zebrała się mętna woda - pozostałość po gotowaniu. A wystarczyło odcedzić i byłoby o niebo lepiej. Zjadłam więc brokuły z sosem, a makaron zostawiłam. Za dwa dania zapłaciłam około trzydziestu złotych. Na koniec powiem szczerze, że makaron zawiódł, ale nie zraził mnie na tyle, by nie wrócić kiedyś i nie spróbować innych dań w karcie. A już na pewno wrócę w lecie, żeby posiedzieć sobie przy oknie i wypić napój energetyczny albo kawkę. I plus duży dla Młynka za to, że pech tego dnia już nie powrócił. Aneczka Tagi: Młynek, Cafe, Wolnica, Kazimierz, kawiarnia, wegetariańska, zupa, hiszpańska, makaron | Autor: Aneczka
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |