
Rządy sushi niech trwają lat tysiące (Horai)Restauracja: Horai (11.05.2008) Jak mówi znane japońskie przysłowie "I na okrągłym przedmiocie znajdą się kanty". I choć kuchnia bardzo dobra, to obsługę klienta możnaby poprawić, bo jak mówi drugie znane japońskie przysłowie "Nieoszlifowany diament nie świe Są takie miejsca na Świecie, gdzie czuje się jakby czas jednocześnie stał w miejscu i bardzo szybko płynął. Tego odczucia doświadcza się bardzo rzadko, ale gdy już przychodzi, to zostaje w człowieku na dobre. Takim miejscem jest dla mnie Kazimierz - niegdyś żydowska dzielnica Krakowa. Piszę niegdyś, gdyż obecnie jest to turystyczna dzielnica Krakowa. Czy z tego się cieszyć czy ubolewać... trudno powiedzieć. Ale z pewnością jest to takie miejsce, gdzie jak się człowiek na chwilkę zatrzyma, zamknie oczy i spróbuje usłyszeć ten gwar, pokrzykiwania żydowskich kupców i innych mieszkańców, to może łatwo zapomnieć, że mamy już XXI wiek. A jednocześnie czas płynie tam bardzo szybko, zwłaszcza wieczorem jak wyjdzie się posiedzieć lub potańczyć do jednego z niezliczonych miejsc ziemskich rozkoszy. Mam tu oczywiście na myśli rozkosz płynącą z umiarkowanego, tu mrużę oczko, korzystania z napojów mniej lub bardziej alkoholowych. No więc zdarza mi się czasem wyjść wieczorem na ten nasz kochany Kazimierz, który tak mnie wtedy zniewala, niemalże przywiązując do jakiegoś krzesła nie od kompletu, że aż zostaje do bardzo późnych godzin nocnych i wypijam albo piwo albo wino albo drinka. Ale zdarza mi się jednak czasem zaglądnąć na Kazimierz w celach innych niż nocne eskapady. Wtedy pojawiam się w dzień i myszkuję za ciekawymi miejscami, które można by przyłapać w ciekawych sytuacjach i uwiecznić na kliszy. A to jakaś kamieniczka się mrugnie odremontowanym oknem, a to ulica się uśmiechnie szczerbatą nawierzchnią i odbije kilka promyków Słońca. Ale takie dzienne eskapady absolutnie wykańczają no i zjeść coś wtedy koniecznie potrzeba. A więc o jedzeniu mowa będzie.Odkąd pamiętam fascynowały mnie inne kultury. Wiele z nich już poznałam, o kilku mogę powiedzieć, że poznałam dobrze. Moim wciąż niespełnionym marzeniem jest wyjazd do Japonii i poznanie jej obyczajów, kultury i odmienności. Na razie jednak pozostają mi kulinarne wycieczki i poznawanie japońskiej kuchni przez wizyty w restauracjach i barach serwujących sushi. Ostatnią na moim kulinarnym szlaku po Krakowie restauracją serwującą sushi była restauracja Horai. Niewiele myśląc, pewnego słonecznego dnia wybrałam się tam. O restauracji tej, a zwłaszcza o serwowanym jedzeniu słyszałam wiele opinii i wszystkie bardzo pozytywne. Ja jednak polegam najbardziej na własnym zdaniu więc wszystko sama muszę sprawdzić, spróbować i ocenić. Restauracja znajduje się na Krakowskim Kazimierzu i w klimat Kazimierza dobrze już zdążyła wrosnąć. Od razu po wejściu do restauracji muszę przyznać plus za pierwszą salę. Zdecydowanie japońsko. Można usiąść albo przy stołach, albo przy barze i przyglądać się jak sushi master przygotowuje różne przysmaki. Ponieważ wszystkie miejsca w pierwszej sali były zajęte zdecydowałam się usiąść przy dwuosobowym stoliku w sali jakby przechodniej. Stolik postawiono na wprost wejścia do toalety i ukryto za parawanem. I sala przechodnia i druga są w wystroju mniej japońskie, a bardziej jakby tajskie. Gdy tylko usiadłam, kelner podał mi menu. A z przyjęciem zamówienia poczekał i podszedł dopiero jak spokojnie przestudiowałam kartę. Muszę przyznać, że wybór w menu jest ogromny, a dania kuchni japońskiej i tajskiej kuszą tak, że trudno im się oprzeć. Zdecydowałam się na zestaw MAKI MAXI 16 sztuk. Były w nim futomaki klasyczne, kalifornia uramaki, sake uramaki, kappa maki oraz kampyo hosomaki. Zamówiłam też Nigiri Maguro z tuńczykiem. Przed jedzeniem podano mi zimny ręczniczek do odświeżenia rąk. Chrupki na przystawkę, o której słyszałam że przepyszna, niestety nie dostałam. Ale nic to, i tak kiedyś ją upoluję. Sushi zostało podane bardzo ładnie, pachniało niesamowicie kusząco i okazało się bardzo smaczne. Dostałam dużo chrzanu i imbiru czyli tak jak lubię. Medal należy się za Nigiri Maguro z tuńczykiem, bo w smaku była to po prostu rewelacja. Atmosfera byłaby mi milsza gdyby zamiast Stinga można by posłuchać jakiś spokojnych japońskich dźwięków. Być może przez zasłaniający mnie parawan lub przez to, że personel zajęty był głośną rozmową między sobą przerywaną słyszalnymi dla gości głośnymi salwami śmiechu, musiałam długo czekać aż ktoś zauważył że skończyłam jeść. W końcu jednak udało mi się zapłacić rachunek wynoszący 54 złote (sushi plus woda) i wyjść z restauracji z poczuciem, że nie był to czas stracony. Tę restaurację spokojnie każdemu mogę polecić a i sama przychodzić zamierzam. Aneczka Tagi: Horai, Wolnica, Kazimierz, sushi, tempura, restauracja, japońska, nigiri, hosomaki, uramaki, futomaki Ania: chrupkę podają jak poprosisz :D zawsze jek poproszę dostaje dwie :D misia: tą chrupkę dostaje się tylko do dań tajskich, wiem bo sie sama pytałam kelnera foxy: Byłam tam kiedyś, ale sushi mnie nie zachwyciło. Lepsze jest nawet w Edo, a to jeszcze nie jest to, co powinno być. Ale słyszałam, że kuchnie tajską mają w porządku. | Autor: Aneczka
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Kraków, Walentynki_2012, Walentynki, Sylwester_Kraków, Sylwester_2011, Sylwester, konkurs, Pałac_w_Paszkówce, Aquarius, sushi, Solna_Grota, Da_Pietro, Zimowe_Smakowisko, Paszkówka, Le_Scandale, Smakowisko, zniżka, Skansen_Smaków |