
Samotność w Stodole (Stodoła 47)Restauracja: Stodoła 47 (04.05.2008) Do głowy przychodzi mi jedno słowo - "średnio". Jedzenie dobre, ale bez rewelacji, podobnie z wystrojem, nie zachwyca, ale i nie odstrasza. Przynajmniej ceny umiarkowane. Krzyczący kurczak, czy też kurczak dający upust swemu przerażeniu, takie właśnie logo stara się nas przyciągnąć do jednej z bram przy ulicy Floriańskiej. Nie wiedzieć czemu towarzyszy mu nazwa "Stodoła 47". I w ten właśnie sposób wyłoniliśmy zwycięzcę konkursu na największą niespójność pomiędzy logo, nazwą i charakterem restauracji. Stodoła 47 to bowiem, wbrew temu co swą stylistyką komunikuje logo, nie jest polskim odpowiednikiem KFC czy też innym fast foodem, a restauracją utrzymaną w stylu staropolskim. Cała w drewnie, z tradycyjnymi, drewnianymi stołami i ławami, gdzieniegdzie nawet przez oparcia przewieszone są futra. Trochę to wszystko przywołuje skojarzenia z góralską chatą, ale i ta specyfika nie jest jakoś z rozmysłem rozbijana czy budowana. No i jeszcze drobny wiosenny akcent - na niektórych stołach znalazły się wazoniki z tulipanami. Ktoś je postawił, ale niestety pozostawił samym sobie, bo widać było, że to już nie pierwszy dzień ich służby i znajdują się już na skraju wyczerpania. Pozostaje mieć nadzieję, że ktoś się jednak nimi zajmie, zanim zaczną sypać płatkami klientom do talerzy.Ja takich problemów nie miałem, bo stolik wybrany został na antresoli, a wysokości widać tulipanom nie służą, bo tutaj było ich brak. Nie było też zbyt wielu osób, więc kelnerka szybko przybyła z kartą i można było zabrać się za jej studiowanie. W pierwszej kolejności zwracało uwagę to, że jak na okolice, ceny były bardzo przystępne. Nawet zważywszy na to, że dodatki czy surówki zamawiać trzeba osobno. Z punktu widzenia klienta nie lubię takich praktyk, aczkolwiek patrząc przez pryzmat mojej edukacji uznać niestety muszę ich zasadność. Po namyśle postanowiłem dzisiejszy dzień uczynić dniem potraw tradycyjnych zamawiając kotleta de voile, ziemniaki zapiekane z kminkiem oraz zestaw surówek. Do tego, wyjątkowo, miałem ochotę na zimne piwko. Niestety, okazało się, że menu kłamie, bowiem Warka Stron okazała się Warką Jasną, a Heinekena w ogóle nie było. Skończyło się więc jak zwykle, na coli z lodem i cytryną. No i rozpoczęło się oczekiwanie, zważywszy na niewielką liczbę gości przydługawe. No ale postanowiłem wciąć to za dobry prognostyk zapowiadający świeże, pyszne jedzenie. Z głośników sączyły się hity lat minionych. Może niezbyt do wystroju pasujące, ale w tamtej chwili nawet się z tego cieszyłem, bo od tworzenia klimatu, ważniejsze było dla mnie wtedy zrelaksowanie się przy przyjemnej dla ucha muzyce. No ale w końcu dostrzegłem zbliżającą się kelnerkę, jednak już kiedy pokonywała kolejne schody w drodze na moją antresolę, wiedziałem, że kurczak z logo nie krzyczy z przerażenia, a co najwyżej z samotności. Kotlet został bowiem podany na ogromnym talerzu, na którym wyglądał on bardzo samotnie, opuszczony i zapomniany zarówno przez ziemniaki, jak i przez surówki, które znalazły sobie nieco mniejsze, ale znacznie przytulniejsze kwatery. Poczułem się w obowiązku, by ratować nieszczęśnika zabierając się do konsumpcji. I tutaj przekonałem się o kolejnym przekłamaniu w karcie, bowiem ziemniaki, które miały być zapiekane z kminkiem nie miały ani grama tego ostatniego. Było za to sporo koperku, nie przepadam za nim, szczególnie w takich ilościach, ale cóż, zacisnąłem zęby i się poświeciłem. O dziwo nie były takie złe. De Voile też niezły, wcale nie taki mały jak starał się zasugerować kontrast z ogromem talerza. Początkowo mięso wydawało się niesłone, jednak po dotarciu do maślanego złoża całość znacznie się poprawiła i trudno było mieć tutaj jakiekolwiek zastrzeżenia do smaku. Obyło się bez smakowych uniesień, ale było jak najbardziej poprawnie. Niestety na koniec nastąpił zgrzyt, bo w restauracji pojawiło się więcej klientów, a pani kelnerka jakby o antresoli zapomniała, przez co na rachunek się nie doczekałem i trzeba było samemu pofatygować się do kasy. Oczywiście nic mi w związku tym nie ubyło, tym bardziej, że kasa i tak po drodze do wyjścia była, ale jednak w restauracjach jakieś zasady obowiązywać powinny. Mimo to myślę, że do Stodoły 47 jeszcze kiedyś wrócę, by spróbować jakiegoś oryginalniejszego dania i pocieszyć osamotnionego kurczaka. Wojtek Tagi: Stodoła, Floriańska, restauracja, polska, staropolska, tradycja, kurczak | Autor: Wojtek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |