
A nam w Krakowie wyrósł Bambus (Bambus)Restauracja: Bambus (02.05.2008) Miejsce polecam każdemu, bo i posiedzieć można, i napić się i zjeść smacznie. Przyznam się, że od dawna uwielbiam spacerować po Wzgórzu Wawelskim i krakowskim Rynku Głównym. Gdy byłam nastoletnią pannicą zaczytywałam się po prostu w książkach których bohaterki przenosiły się w czasie, cofały do wcześniejszych epok. Coś w tym co było zawsze mnie przyciągało, kusiło innymi obyczajami. A wszelką inność uwielbiam. I to właśnie wzgórze Wawelskie i Rynek Główny były dla mnie, i są nadal, miejscami najbardziej odpowiednimi by cofnąć się trochę w czasie. Czy to przejść przez małą furtkę w murze przy wawelskim ogrodzie, czy zniknąć niepostrzeżenie pośród tłumów turystów mknących przez Rynek... Takie rzeczy niestety zdarzają się tylko w snach lub marzeniach. Jednak na rzeczywistość narzekać nie zamierzam! A rzeczywistość Rynku Głównego, jego tu i teraz, przeplata się z czasami przeszłymi, minionymi latami. Przypominają mi o tym na każdym kroku kilkusetletnie kamienice i pałace, w których mieszczą się obecnie muzea, renomowane sklepy z ekskluzywnymi towarami i oczywiście restauracje. I o jednej z nich dziś parę słów.Są takie dni, że ma się ochotę po prostu wejść do jakiejś knajpki i zapaść się w przytulne, wygodne, miękkie fotele. I to był właśnie jeden z takich dni. Wiało i co chwile wstrętnie kropiło. Pogoda ewidentnie nie mogła się zdecydować czy to jesień czy to jednak wiosna. A i chmury zamiast porządnie wychłostać ulice i przechodniów deszczem tylko wyciskały z siebie jakieś nędzne drobinki mokrej substancji i pewnie dlatego cały dzień mokro było. Na szczęście na horyzoncie, tuż przy wlocie ulicy św. Anny do Rynku wyrósł całkiem dorodny Bambus!!! Ale nie myślcie, że doczekaliśmy się bambusowego krzewu w Krakowie na wzór palmy warszawskiej. O nie, my nie zwykliśmy kopiować. Bambus to po prostu jedna z naszych krakowskich wielu knajpek. Tak więc ZOBACZYŁAM, WESZŁAM i już ZOSTAŁAM. W Bambusie. I tu pierwsze miłe rozczarowanie. Tu można coś zjeść! A w taką pogodę to tylko jeść albo spać. Wybraliśmy (nie wspomniałam jeszcze iż do Bambusa wybrałam się z pewnym miłym Panem, ale o tym cicho sza) ostatnią małą salkę. Jak się potem okazało była to salka dla niepalących więc wybór bardzo trafny. Pozostało nam poczekać na menu. Więc czekaliśmy. Czekaliśmy. I wciąż czekaliśmy. I jeszcze czekaliśmy. Aż postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, ale tym razem na szczęście w bojowym nastroju nie byłam, więc jak na drugiej sali zobaczyłam kelnerkę, "ściągnęłam" ją wzrokiem i po chwili menu leżało przed nami. Menu ciekawe, urozmaicone, jest z czego wybrać, zwłaszcza jak na miejsce nie docelowo restauracyjne. Zdjęcia miło urozmaicały strony menu, ale nie było ich przy wszystkich pozycjach i trochę można się było przez to pogubić. Zdecydowaliśmy się (ja i miły Pan) na orientalną sałatkę z kurczakiem zawierającą, co też wymieniono w menu, sałatę, kurczaka, cebulę czerwoną, paprykę, kukurydzę, ogórka oraz sos ziołowy. Wzięliśmy też bruschette w wydaniu cztery sery. Zamówiliśmy też colę, którą podano nam dokładnie tak, jak zamawialiśmy. A to rzadkość, więc doceniam a miejscu dorzucam kolejnego plusa. Na jedzenie chwilkę musieliśmy poczekać, ale to czekanie już od standardów restauracyjnych nie odbiegało. Dostaliśmy nasze smakołyki. Spróbowaliśmy najpierw brushetty, która okazała się wyśmienita. Ale była to brushetta z piekła rodem. Bowiem na brushettcie znalazła się pokrojona w cieniutkie paseczki świeża papryczka chili. Jak dla mnie ok, ale radziłabym informować klientów, że to diabelsko piekące danie. Sałatka okazała się bardzo dobra. Sos powiedzmy bardziej czosnkowy niż ziołowy, ale smaczny. Na stole brakowało nam przypraw, a ja sałatki wolę bardziej słone. Całość kosztowała 43 złote więc umiarkowanie. A miejsce urzekło mnie jakoś swoją atmosferą przytulności. Bambus to miejsce, gdzie zapewne wybiorę się niejeden raz i które polecę każdemu, kto ma chęć, no i czas, posiedzieć w otoczeniu starych krakowskich murów, które wiele słyszały i wiele widziały. Zaletą ich jest to, że nikomu nie pisną ani słóweczka... Aneczka Tagi: Bambus, Rynek_Główny, kawiarnia, bruschetta, sałatka, kurczak Jane: To fajna knajpa na wieczor i w ciagu dnia. Tam nie przeszkadza dymek z papierosow a kawa smaczna. I jak na rynek to niedrogo | Autor: Aneczka
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry |