Restauracja Galimatias zaprasza
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Renesans smaku (Leonardo)

Restauracja: Leonardo

(17.01.2012) Dania, choć bardzo dobre, bożą iskrą nie rozpaliły mych zmysłów i nie sprawiły, że śnię o nich po nocach.


Leonardo wielkim poetą był i... Nie, to chyba nie tak szło. Co nie zmienia faktu, że Leonardo, da Vinci oczywiście, człowiekiem wielkim był. Włoch, malarz, wynalazca, twórca natchniony, prototyp i najdoskonalszy przykład "człowieka renesansu" i do dziś jego największa ikona. Postać niezwykła, według dowolnych standardów. Ale i postać, zbyt zamierzchła, by jej wizerunek mógł być prawnie chroniony, dlatego też bywa niemiłosiernie eksploatowany i używany, nie rzadko niestety na wyrost. Eksploatacja ta ma miejsce także na gastronomicznym gruncie, jednak czy restauracja Leonardo przynosi swemu "ojcu chrzestnemu" honor czy ujmę miałem się dopiero przekonać.

Kamienica Pod Słońcem, w której na poziomie -1 mieści się owa restauracja, wrażenie sprawia bardzo dobre. Bogactwem nie ocieka może nadmiernie i ostentacyjnie, ale klasowe, wysmakowane wnętrze wysyła jasny komunikat, że osoby niemajętne raczej nie mają tam czego szukać. Mimo to tam byłem i właśnie przekraczałem próg restauracji Leonardo. Widać, że w tym przypadku nie daleko padło jabłko od jabłoni, bo wszystko to, co powiedzieć można o całej kamienicy, idealnie odnieść można także do restauracji. I w tym przypadku pozory nie mylą, bo miejscem tanim faktycznie ona nie jest.

Ale w końcu raz się żyje, a w dodatku Leonardo nie od wczoraj miało opinię restauracji, którą odwiedzić warto, więc marny byłby ze mnie był gastroman (coś jak grafoman, ale tylko w tematach gastronomicznych), gdybym i ja się tam w końcu nie udał.

Zaczęło się jak nakazuje obyczaj, od przystawki. Wśród propozycji restauracji, największą chrapkę miałem na Carpaccio wołowe z rukolą i serem Grana Padano. Plastereczki wołowiny były bardzo delikatne, ulotne wręcz. Tak ulotne, że chyba tylko spora ilość sera zdołała zakotwiczyć je na talerzu. I choć nie do końca chyba o to w carpaccio chodzi, to i tak każdy jego kęs był niekłamaną przyjemnością.

Pierwszym daniem pierwszym było Risotto z grzybami leśnymi, choć przyznam szczerze, że wtedy wielkim fanem tej konkretnej potrawy jeszcze nie byłem. Zgodnie z oczekiwaniami, było ono gęste, ciężkie i kleiste. Jednocześnie risotto było bardzo subtelne w smaku. Choć grzyby oddały mu część swego aromatu, to bardzo spokorniały pod wpływem ryżu. Swą smakową spuściznę przelały głównie na sos, którym subtelnie urozmaicono okolicę risotto i który był najlepszym elementem dania. Ostatecznie całość, którą inni się zachwycali i do której wzdychali, dla mnie była owszem, dobra, ale nic więcej.

Dużo więcej oczekiwałem i obiecywałem sobie po drugim daniu pierwszym - Papardelle z borowikami, szynką parmeńską oraz suszonymi pomidorami i nie zawiodłem się. W pierwszym momencie poczułem niebo w gębie, tym bardziej, że smak uzupełniały podsmażane czosnkowe talarki. Była to zatem mieszanka bardzo zdecydowanych smaków, eksplodujących wręcz intensywnymi doznaniami. Jednak po kilku kęsach zachwyt osłabł, bo potrawa, której nie szczędzono także oliwy, okazywała się bardzo przytłaczająca. Dodano też do niej zbyt wiele suszonych pomidorów, czego ja, wielki ich amator, myślałem, że nigdy nie powiem. No ale tak było, bo ich nadmiar potrafił "przesolić" niektóre kęsy dania.

Jako danie drugie wybrałem Indyka z kurkami i suszonymi pomidorami. Jedząc go, dałbym sobie głowę uciąć, że gdzieś pośród indyka przebłysnęła mi marynowana cykoria, bo opiekanym ziemniakiem, które przy indyku pełniły wartę honorową, na pewno to nie było. Ale mniejsza z tym, bo najważniejszy był tutaj indyk, do złudzenia przypominający w smaku kurczaka, smaku zresztą bardzo dobrym. Żałowałem tylko, że sos nie był intensywniej kurkowy, bo o ich obecności przypomniałem sobie dopiero w połowie posiłku, gdy natrafiłem na pierwszego grzybka. Śmietanowy sos zresztą chyba więcej wziął od suszonych pomidorów, niż od kurek. Ale że mi to wszystko bardzo smakowało, to ani myślę się tutaj czegokolwiek czepiać i tylko owej tajemniczej chyba cykorii mogłoby być jeszcze więcej.

Na tym skończyła się moja z Leonardo znajomość. W trakcie jej trwania przekonałem się, że słynnemu geniuszowi restauracja wstydu nie przynosi, bo zdecydowanie plasuje się w górnej części gastronomicznej drabinki, a nawet w górnej części górnej części. Ale genialną nazwać jej na pewno nie można. Dania, choć bardzo dobre, bożą iskrą nie rozpaliły mych zmysłów i nie sprawiły, że śnię o nich po nocach, a bardzo bym chciał. Tym niemniej jest przyzwoicie i nikt pieniędzy wydanych w Leonardo żałować nie powinien.

Podziel się ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym!Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: restauracja, włoska, Leonardo, carpaccio, risotto, papardelle, indyk


M.: bardzo ciekawa i smakowita :)
2012-01-26 14:45:18

łasiczka: Ciekawa recenzja, ale dodaję małą poprawkę: risotto z grzybami leśnymi, było po prostu boskie;-).
2012-01-19 00:20:06


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Walentynki, Walentynki_2012, konkurs, Kraków, sushi, japońska, Ceska_Chodba, czeska, Andromeda, zniżka, Zimowe_Smakowisko, Hawełka, Pałac_w_Paszkówce, wino, włoska, Solna_Grota, tarta, Youmiko, Aquarius
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter