Walentynki i Karnawa³ w Skansenie Smaków
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Studium przypadku nagłego upadku (Studio Qulinarne)

Restauracja: Studio Qulinarne

(21.12.2011) Choć kiedy to robiłem, dziś Studia Qulinarnego nie poleciłbym już nikomu.


Z restauracją Studio Qulinarne zetknąłem się po raz pierwszy tuż po jej otwarciu podczas niedzielnego spaceru po Kazimierzu. Wyglądało ono niezwykle zachęcająco. Zlokalizowane w dawnym autobusowym garażu, przejęło schedę po swego czasu kultowej restauracji Brasserie. Uroku nie można było odmówić już tej pierwszej, mieszczącej się przy Gazowej restauracji, ale Studio Qulinarne wspięło się estetycznie na poziom jeszcze wyższy, nie często widywany w krakowskich restauracjach.

Z czasem coraz liczniejsze głosy zaczęły donosić, że i poziomu kulinarnego włodarze Studia nie muszą się wstydzić. Wręcz przeciwnie, jeśli wierzyć zasłyszanym opiniom, restauracja mogła spokojnie stawać w jednym szeregu z największymi i najsmaczniejszymi tuzami krakowskiej gastronomii. Można by pomyśleć, że w te pędy się tam udałem, by na własnym podniebieniu przekonać się, czy płynące z każdej strony zachwyty są zasłużone, ale nie zrobiłem tego z bardzo prozaicznej przyczyny, finansowej oczywiście. Jak można było się spodziewać, za najwyższej jakości jedzeniem i wystrojem, ceny nie mogły pozostać daleko w tyle.

Obiecałem sobie jednak, że jeśli tylko nadarzy się okazja wystarczająco godna lub gdy ktoś inny opiekować się będzie miał rachunkiem, Studio Qulinarne będzie pierwszym miejscem, które odwiedzę. Nie wahałem się też polecać tego miejsca znajomym, gdy to im odpowiednie okazje się przytrafiały, a ich komentarze potwierdzały trafność wyboru. W końcu i mi na horyzoncie zamajaczyła okazja do odwiedzin Studia, więc od razu dokonałem rezerwacji przekonany, że już niebawem będzie mi dane przeżyć coś wspaniałego.

Mój entuzjazm znacznie osłabł, gdy na jednym z portali znalazłem ogłoszenie mówiące, że w Studiu szukano nowego szefa kuchni. Rotacje personelu w restauracjach, nie często wychodzą na dobre, a już na tak newralgicznych stanowiskach, jak szef kuchni, są balansowaniem nad przepaścią. No ale tak czy inaczej musiałem się pogodzić z faktem, że tak zachwalane wcześniej Studio Qulinarne mogło nie być już tym samym co wcześniej. Mogło, ale przecież wcale nie musiało, w końcu świat słyszał też o zmianach na lepsze. Starałem się zatem nie uprzedzać i cierpliwie czekać na wizytę w restauracji.

Dzień ten w końcu nadszedł, więc wyciągnąłem z szafy najlepszy garnitur i obrałem azymut na ulicę Gazową. Wnętrze, jak i obsługa nie zawiodły i okazały się godnymi każdej praktycznie okazji. Z tym większą ekscytacją zacząłem przeglądać menu i rozważać wszelkie za i przeciw poszczególnych potraw. Ostatecznie zdecydowałem się na Krem z dyni z czarną truflą, w końcu wstyd byłoby nie wykorzystać sezonu na dynie, który był wtedy jeszcze w pełni, choć prawdę powiedziawszy, to trufla była tutaj czynnikiem decydującym. Drugie danie miało być szaleństwem i rozpustą w czystej postaci, na którą w normalnych warunkach nigdy bym sobie pewnie nie pozwolił. Okazało się jednak, że zamówić Bistecca Fiorentina nie można z tej prostej przyczyny, że w kuchni trafił się akurat deficyt tej konkretnej potrawy, a raczej mięsa z włoskiej, charakterystycznie białej krowy Chanina. A szkoda, bo byłaby to dla mnie pierwsza okazja do spróbowania tego znanego na świat cały rarytasu. Pozostało więc czekać cierpliwie na zupę.

Gdy nadeszła, okazała się niestety kpiną, nie tylko ze mnie, ale przede wszystkim z czarnej trufli, której nigdzie ani widu, ani słychu, ani, co gorsza, smaku nie stwierdzono. Krem był gęsty i słodkawy. Nie miał w sobie nic, co pozwoliłoby myśleć, że jest to coś więcej niż lekko podsmażona, zmiksowana, a następnie rozrzedzona dynia. Naprawdę NIC! Nawet przypraw użytych z jakąś fantazją, polotem, czy choćby dobrym smakiem. Zupa co prawda nie była droga (jeśli mnie pamięć nie myli kosztowała około 15 zł), ale stanowiła ogromne rozczarowanie i bardzo kiepskie rozpoczęcie przygody ze Studiem Qulinarnym.

Lepszym, aczkolwiek zaledwie o długość łyżki, okazał się Krem czosnkowy. Tutaj przynajmniej nie można było narzekać na mdły smak. Zresztą ktoś, kto byłby w stanie uczynić smak czosnku mdłym, byłby swego rodzaju geniuszem, a tego w żadnym razie o nowym Szefie Kuchni powiedzieć nie było można, bo jako się rzekło, krem czosnkowy był od poprzednika lepszy, ale też miał swoje, niemałe wady. Po pierwsze był nudny. Najwyraźniej nikt nie zadał sobie trudu, by uczynić go choć w najmniejszym stopniu oryginalnym. Faktura kremu też nie była taka, jak można by oczekiwać, bo choć zakładam, że mąki w nim nie było, to na usta ciśnie mi się przymiotnik "mączny" czy też "ziemisty". Tak czy inaczej, jego konsumpcja nie była rozkoszą, której w Studiu szukałem.

Nie traciłem jednak nadziei, bowiem wciąż czekało na mnie danie główne, którym w zastępstwie wspomnianego Bistecca Fiorentina został "zwykły" stek, czy inny potężny kawał mięsa, którego dokładnej nazwy skleroza nie pozwoliła zapamiętać. Z wyglądu ta masywna bryła mięsa przypominała turnedo (choć jestem pewien, że turnedo to nie było) i prezentowała się naprawdę okazale i efektownie. Niestety to właśnie zmysł wzroku pozostał tym, który ucztę miał najdoskonalszą. Nie mogę co prawda przyczepić się do techniki przygotowania, bo mięso, zgodnie z zamówieniem, dostałem medium rare, smak też nie był zły, może nawet i niezły, jednak czegoś zdecydowanie w nim zabrakło, a tym czymś mam wrażenie, że znów był polot szefa kuchni. Odnieść można było bowiem wrażenie, że każdą ze swych potraw robi on z niezwykłą starannością i dbałością o to, by była ona doskonale nijaka. Szkoda tylko, że za tę nijakość trzeba było zapłacić zupełnie nieprzystającą do niej kwotę bliską stu złotych.

W ten oto sposób miejsce, które miałem i chciałem zapamiętać na lata za doskonałe jedzenie i nie gorszą atmosferę, pozostało jedynie cieniem Studia Qulinarnego z samych początków swej działalności. Okazało się też kolejnym dowodem na prawdziwość powiedzenia, że im są więksi, tym boleśniejszy jest ich (bardzo szybki w tym przypadku) upadek.

Podziel siÄ™ ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym!Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: restauracja, Studio_Qulinarne, krem_z_dyni, trufla, krem_czosnkowy, bistecca_fiorentina


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Walentynki, Walentynki_2012, konkurs, Kraków, sushi, japońska, Ceska_Chodba, czeska, Andromeda, zniżka, Zimowe_Smakowisko, Hawełka, Pałac_w_Paszkówce, wino, włoska, Solna_Grota, tarta, Youmiko, Aquarius
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter