
Odczucia słodko-gorzkie (Yellow Dog)Restauracja: Yellow Dog (14.12.2011) Wyszliśmy z Yellow Doga z mieszanymi uczuciami, ale pewnie tam jeszcze wrócę, bo tiramisu spróbować muszę! Cieszyłam się na tę knajpę od samego początku. Kiedy pewnego dnia na przeszklonej ścianie remontowanego wnętrza zauważyłam rysunek wielkich pałeczek trzymających coś okrągłego, mój żołądek sushiżercy już przygotowywał się na sushi-uczty na Krupniczej. Bo cóż to mogło być, jak nie idealnie okrągłe maki? Później zauważyłam napis - Yellow Dog - i pomyślałam: Hm, dziwna nazwa jak na bar sushi, ale mogło być gorzej. W końcu przechodząc ponownie Krupniczą zobaczyłam gotowy lokal, zerknęłam na wywieszone za szybą menu i z pewnym zawodem zdałam sobie sprawę, że to knajpa azjatycka. Od razu jednak kilka pozycji przypadło mi do gustu, więc dodałam Psinę do mojej listy restauracji potencjalnie godnych odwiedzenia i niebawem faktycznie ją odwiedziłam. W środku okazało się pustawo, zarówno pod względem klientów, jak i wystroju. Dla mnie jest tam za szaro i za "zimno", choć właściciele zmierzają w ciekawym kierunku. Na każdym stoliku leży wymięte już trochę, ale całkiem fajnie przygotowane menu. Wprawdzie przypomina ono trochę siecowego Sphinxa (tam też takie mają), ale to mały szczegół. Trochę zmartwiła mnie karta dań, bo, nie wiedzieć czemu, żyłam w przeświadczeniu, że mają tam większy wybór, ale nie zraziłam się, bo od razu znalazłam interesujące mnie pozycje: Singapursko-krakowska zupa kukurydziano-kokosowa (8zł) oraz Żeberka wieprzowe w tajemnym sosie Yellow Doga (22zł). Dzięki znajomemu, który skusił się na Wonton Mee (20zł), miałam okazję skosztować chińskich pierożków nadziewanych krewetkami i kurczakiem w bulionie sojowo-kurczakowym. Zamówienie przyjęła kelnerka o bardzo obojętnym, lekko niesympatycznym nastawieniu i mam nadzieję, że to tylko dlatego, że była zmęczona po całym dniu pracy. Nadszedł czas na zupę. Nie był to do końca krem, bo delikatne łupinki kukurydzy wciąż były wyczuwalne. Gęsta, o bardzo intensywnym, żółtym kolorze, a smak - jednocześnie słodki i pikantny. Dostatecznie intensywna nuta kokosowa nie była wcale mdła, za co plus. Bardzo mi smakowało to połączenie i muszę przyznać, że była to pierwsza zupa w moim życiu, która tak doskonale wykorzystała uwielbiany przeze mnie smak kukurydzy. Brawo! Żeberka też mnie nie zawiodły (choć zostały podane w nieporęcznej miseczce) - mięso doskonale odchodziło od kości, a słodki sos był naprawdę smaczny. Na talerzu obok miseczki był ryż oraz surówka - dziwna straszliwie - z białej kapusty z dodatkiem ananasa, który zupełnie niepotrzebnie wzmacniał słodki smak całości. Kiedy jestem w towarzystwie, lubię gdy osoba mi towarzysząca zamawia zupełnie inne danie - nie waham się wtedy poprosić o pozwolenie na spróbowanie. Tym razem oddano mi talerz bez oporów i po zjedzeniu pierożka wiedziałam już dlaczego. Był straszny. Nie czułam w nim ani kurczaka, ani krewetek, ani pierożka. Do tego zrobiłam brzydką minę, a to o tych pierożkach mówi wszystko, bo zwykle oszczędzam otoczeniu takiego ekspresywnego wyrażania emocji - chyba, że są pozytywne. Niestety, te pierożki jak i cała ta zupa za 20zł były wielką pomyłką wieczoru (jedynie bulion był do zaakceptowania, ale lepszy jem w pobliskim barze za 2,02zł). Przed złożeniem zamówienia ślinka mi ciekła na myśl o bananowym tiramisu (10zł), ale dobrze, że z decyzją poczekałam do końca kolacji, bo na końcu właśnie odkryłam, że pierwszy raz w życiu nie mam ochoty na deser. I tak wyszliśmy z Yellow Doga z mieszanymi uczuciami - ja byłam, nie licząc przesłodzenia do granic możliwości, ogólnie zadowolona, choć Wonton Mee ostro przyhamował mój entuzjazm. Ale coś czuję, że wpadnę tam jeszcze na tę zupę i wtedy dam Dogowi drugą szansę - bo tego tiramisu spróbować muszę! Podziel się ze znajomymi: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dołącz do nas na Facebooku: Anna Skwarek Tagi: Yellow_Dog, restauracja, azjatycka, zupa, żeberka, pierożki, wonton_mee Atria: Zabawne, pisałam u siebie recenzję na blogu również i akurat co do pierożków mam inne uczucia, zupa wonton bardzo mi smakowała i bulion też:)
Tutaj pisałam więcej o yellowdog:
http://ziolowyzakatek.com.pl/2011/12/yellow-dog-krakow/
Nie przypadł mi do gustu deser (panna cotta moi mzdaniem była nie dobra) i zupa miso, ale to może kwestia tego, że miso jest specyficzna. Obsługa była raczej na plus.
Jeszcze na pewno pójdę kiedyś, popróbować nowych smaków:)
Zawsze mnie zaskakuje (pozytywnie), jak skrajnie mogą różnić się opinie co do jednego dania lub restauracji:) | Autor: Anna Skwarek
Polecamy: Popularne tagi: restauracja, Walentynki, Walentynki_2012, konkurs, Kraków, sushi, japońska, Ceska_Chodba, czeska, Andromeda, zniżka, Zimowe_Smakowisko, Hawełka, Pałac_w_Paszkówce, wino, włoska, Solna_Grota, tarta, Youmiko, Aquarius |