Restauracja Galimatias zaprasza
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Czy tak smakuje (Armenia)?

Restauracja: Armenia

(07.11.2011) W kwestii kebabów mała, ormiańska restauracyjka udowadnia raz za razem, że wiedzie zdecydowany prym w Krakowie.


Uboga jest niestety krakowska scena restauracyjna, bardzo uboga. Nie chodzi oczywiście o ilość, bo w tym względzie nie mamy co narzekać. Nie koniecznie chodzić musi też o jakość, bo obok miejsc zdecydowanie parszywych, mamy też kilka prawdziwych perełek, z których możemy być dumni. Ubogo bardzo jest natomiast, jeśli chodzi o różnorodność. Restauracyjny Kraków podzielić można na trzy części. Restauracje Polskie tworzone i prowadzone dla turystów, gdzie bardzo trudno o dobrą kuchnie i prawdziwie polskie tradycje kulinarne, chyba że za ową tradycje uznać koryto, w którym paszę podają, drewnianą ławę, na której można sobie zasiąść czy też kraśną dziołchę, która paszę poda. Restauracje Włoskie, które upodobali sobie miejscowi, w końcu wiadomo nie od dziś, że pizza i makaron pojawiły się w Polsce na długo przed pierogami, schabowym i bigosem. Oraz Cała Reszta z jej głównymi składowymi w postaci barów mlecznych, osiedlowych przybytków wypluwających z siebie twory pizzopodobne lub nieokreślenie orientalne, oraz budy czy też okienka z kebabami, bo jeśli coś w Polsce znamy dłużej niż pizze i makaron, to właśnie kebaby.

Rzadko, bardzo rzadko pojawia się w Krakowie knajpa inna od wszystkich, serwująca kuchnię dotąd nam nieznaną, a za każdym razem gdy tak się dzieje nie posiadam się ze szczęścia i w te pędy lecę nowe miejsce odwiedzić. I tak właśnie było w przypadku restauracji Armenia, która pewnego pięknego dnia otwarła się przy ulicy Filipa, po drodze do mojego ulubionego pubu K.O.T. Złośliwi mogliby mi co prawda wytknąć niekonsekwencję, bo w końcu Armenię zaliczyć można do trzeciej grupy restauracji, bo w końcu kebaby tam serwują, jednak poza nimi jest jeszcze w karcie sporo, rzekomo typowych ormiańskich specjałów, dlatego też od Całej Reszty restauracja ta odcina się może nie grubą, ale jednak kreską.

Odcinanie odcinaniem, ale fakty faktami, a te były takie, że moim pierwszym doświadczeniem był właśnie kebab, bo wychodząc z knajpy na to człowiek ma właśnie największą ochotę. Na swoją obronę powiem, że nie był to taki zwykły, pierwszy lepszy kebab, których na każdym rogu jest na pęczki, o nie. Był to natomiast jedyny chyba w Krakowie kebab z baraniną, a także, jak się niebawem okazało, kebab zdecydowanie najlepszy. Pełny wszystkiego, nawet oliwek, które może nie każdemu do kebaba pasują, ale ja akurat powitałem je tam z radością. Widać, że właściciel nie żałuje również samego mięsa, solidnie podpieczone i pokrojone w duże płaty, które zdecydowanie wyżej sobie cenię, niż wieprzowe wióry, które do kebaba sypią w większości innych tego typu przybytków. Porcja też była ogromna. Za 14 zł dostałem wypchaną po same brzegi i do granic wytrzymałości tortillę, z którą sam nie byłem sobie w stanie poradzić, i to nawet po piwie, które jak wiadomo apetyt na kebaba potęguje okrutnie. Jedynym, czego mi w kebabie z Armenii zabrakło, to idealnego podejścia do kwestii pikanterii. Owszem, gdy powiem, że mój kebab ma być maksymalnie pikantny, takiego właśnie dostanę, jednak jak wszędzie, jest to osiągane przez bardzo szczodre użycie standardowego pikantnego sosu, którego nadmiar sprawia, że część dziobowa i rufowa kebaba stają się zbyt rozmoknięte, by konsumpcja przebiegała bez problemu i plam. Mi natomiast marzy się miejsce, gdzie w zanadrzu mieć będą jeszcze jeden sos, specjalnie na takie właśnie okazje. Marzeniem jest to ściętej głowy, więc trzeba cieszyć się tym, co mam, a jedną z rzeczy, którymi cieszyć się należy, jest właśnie Armenia i ichniejszy kebab.

Po tej pierwszej wizycie wracałem do Armenii jeszcze nie raz. Za każdym razem obiecywałem sobie, że spróbuję czegoś innego niż kebab. Obiecywałem sobie i na tych obietnicach się zawsze kończyło, bo wizja tortilli lub też kebabowej bułki napchanej do granic możliwości smakowitą baraniną, warzywami i sosami była zawsze zbyt kusząca (choć dodatek koperku do jednego z sosów akurat mi się nie spodobał). No ale w końcu się udało, i to dwa razy. Za pierwszym razem skusiłem się na Lula Kebab, czyli zmielone mięso uformowane w podłużne paluchy, które jest ponoć jednym ze sztandarowych dań kuchni ormiańskiej. Jednak, jak na twarz Armenii, to ta wersja kebaba wypadła bardzo blado. Mięsu zabrakło przede wszystkim przypraw, a co za tym idzie smaku, bo całkiem dobry sos nie powinien musieć odwalać całej smakowej roboty, a tutaj musiał.

Natomiast podczas mojej ostatniej bytności w restauracyjce na św. Filipa zamówiłem zupę kabaczkową. Niestety i ona nie okazała się warta rezygnacji z kebaba. Smakowała jak najzwyklejsza, niezbyt przekonująca zupa warzywna z odrobiną mięsa. Fakt, było jej sporo i była ciepła, ale to właściwie jedyne plusy, jakie udało mi się w niej odnaleźć, a i te były raczej naciąganie.

Dlatego też na przyszłość zawsze trzymać się już zamierzam kebabów, bo na nich nigdy się nie zawiodłem. W tej kwestii mała, ormiańska restauracyjka udowadniała raz za razem, że wiedzie zdecydowany prym w Krakowie. Więc jeśli tylko przyjdzie Wam ochota na kebaba, to udajcie się koniecznie na św. Filipa, a na pewno nie pożałujecie. Przy okazji wstąpić też możecie do pobliskiego pubu K.O.T., bo to połączenie idealne na każdy niemal wieczór.

Podziel się ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym!Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: restauracja, ormiańska, Armenia, kebab, baranina, lula_kebab, zupa_kabaczkowa


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, Walentynki, Walentynki_2012, konkurs, Kraków, sushi, japońska, Ceska_Chodba, czeska, Andromeda, zniżka, Zimowe_Smakowisko, Hawełka, Pałac_w_Paszkówce, wino, włoska, Solna_Grota, tarta, Youmiko, Aquarius
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter