Trattoria Ritorno - nowa w³oska restauracja na Kazimierzu
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Co jest zakazane, to jest polecane (Zakazane Miasto)

Restauracja: Zakazane Miasto

(17.10.2011) Znalazłem swoje ulubione miejsce na nowohuckiej ziemi, z którego bez obaw zamawiam, a następnie z ogromnym smakiem jem.


No i znów siedziałem w pracy odczuwając narastający głód, zresztą nic w tym dziwnego, w końcu wytężony wysiłek czy to fizyczny, czy też umysłowy, zawsze wzmaga łaknienie. Niestety tym razem nic sobie uprzednio w domu nie przygotowałem, więc liczyć mogłem tylko na to, co znajdowało w najbliższej okolicy, a ta, jak już kiedyś wspominałem, gastronomicznie jest delikatnie mówiąc, przerażająco uboga. Moja sytuacja wyglądała tym gorzej, że chęć naszła mnie na chińszczyznę, z którą w okolicy osiedla Teatralnego miałem kiepskie doświadczenia.

Na szczęście przypomniałem sobie o mijanej każdego dnia knajpce Zakazane Miasto, która mieni się jedną z bardzo niewielu, prawdziwie chińskich restauracji. Hasło, nie powiem, chwytliwe, pytanie tylko, czy nie puste. Postanowiłem to sprawdzić, choć niewiadoma była jeszcze jedna, a mianowicie czy obszar, w jakim Zakazane Miasto posiłki dostarcza będzie odpowiednio duży...

Był, a ja na pierwszy ogień zamówiłem oczywiście mój test każdej chińskiej knajpy, czyli danie gong bao. Normalnie jest to kurczak, tym razem zdecydowałem się na wołowinę. Będąc całkowicie uczciwym wobec siebie i innych chińskich knajp, za ten test Zakazane Miasto powinno dostać pałę. Nie będzie literacką hiperbolą kiedy powiem, że w daniu nie było ani jednego orzeszka ziemnego, które są przecież kluczowym składnikiem dań z serii gong bao. Co z tego, że potrawa nie była zła, skoro ja nie tego oczekiwałem i nie za to płaciłem i nawet pomimo tego, że kwota była niziutka, to i tak nie byłem zadowolony. Mimo to, menu Zakazanego Miasta obfitujące w potrawy, których w pierwszym lepszym chińczyku się na pewno nie uświadczy sprawiło, że postanowiłem dać restauracji jeszcze jedną szansę.

Kolejnym razem wybrałem 8 skarbów na ostro, choć zważywszy, że była to kolejna z propozycji lunchowych (z których żadne nie jest droższe niż 12 zł), miałem bardzo poważne obawy czy aby danie nie powinno nazywać się "Resztki z dnia poprzedniego potraktowane ostrym sosem dla zabicia smaku". Obawy na szczęście okazały się płonne, a 8 skarbów wcale smaczne. Dominował w nich kurczak, ale o dziwo i kawałków innych, nieco bardziej szlachetnych mięs można się było tam dopatrzyć. Pewnie więc i było to danie przygotowywane na potrzeby zagospodarowania tego, co w kuchni było w nadmiarze, ale nie było co narzekać, skoro 8 skarbów okazało się nie gorsze od potraw w innych "chińczykach" (choć robione na jedno, jak one, kopyto), a od większości nawet lepsze. Danie zapracowało też na kolejną degustację Zakazanego Miasta.

Tym razem zamówiłem Kurczaka po malajsku, uprzednio dopytując się tylko zdawkowo, co czyni go malajskim - panierka i otoczenie papryki, jak mi równie zdawkowo wytłumaczono. Smakował całkiem nieźle. Panierki nie udało mi się zidentyfikować, ale też sama ujawniać się zbytnio chyba nie chciała, bo smak miała bardzo neutralny. Papryka również oczywiście była, zaprawiona chińskopodobnym sosem. Taka zwykła rzecz niby, ale jednak smakowała. Ale i tak w kurczaku po malajsku najciekawsze było jego internetowe życie, a raczej swoista schizofrenia. Próbowałem go bowiem wygooglać (chcąc, nie chcąc musimy zacząć to wyrażenie przyjmować do naszego słownika) i okazało się, że owszem, wielu internautów doskonale znało przepis na kurczaka po malajski, sęk w tym, że były one od siebie diametralnie różne i mojego dania raczej by nie przypominały.

Fenomen ów zafascynował mnie tak bardzo, że następnym razem postanowiłem zamówić danie, którego nazwa ponownie niewiele mi mówiła, a mianowicie Kurczaka La Dzy. Tym razem postanowiłem już nawet się nie dopytywać i nie sprawdzać kto on zacz, a iść po prostu na żywioł za jedyną informację mając adnotację, iż jest on bardzo ostry. Taki też był, może nie bardzo, ale odczuwalnie i przyjemnie ostry. O ile kurczak po malajsku podany był w kawałkach dość sporych, tak tutaj były one raczej niewielkie, ale pozbawione wszelkich niepożądanych elementów w postaci skór, chrząstek i żyłek. Niby nic wielkiego, ale w "chińczykach" z różnymi rzeczami spotkać się można, jednak Zakazane Miasto ma pod tym względem ogromny plus, bo nigdy mnie jeszcze nie zawiodło. No ale wracając do tajemniczego kurczaka o kryptonimie La Dzy... Był on smażony w ni to panierce, ni to glazurze, która choć zapewniała wspomnianą i awizowaną ostrość, w smaku była lekko słodka. Dodać do tego charakterystyczny sposób przypieczenie i nie trudno było się domyślić, że na którymś etapie musiała być w to zamieszana choć odrobina miodu. No i dobre to było, naprawdę dobre, ale że potrawa nie posiadała własnego sosu, ryż pozostał za suchy nieodwołalnie już stawiając się w roli najsłabszego ogniwa w całkiem sprawnie, poza tym, działającym mechanizmie Zakazanego Miasta.

Ostatnim, jak dotąd, zamówieniem z Zakazanego Miasta, a jednocześnie tym, które najbardziej mnie intrygowało, był Pieczony boczek wei gau lo z chińskimi warzywami (na które składały się całkiem polskie cebula, papryka i pieczarki) oraz ostrym sosem. Z zamówieniem tego specjału wstrzymywałem się dlatego, iż nie wiedzieć czemu, w głowie zalęgła mi się wizja sporego kawału boczku, który pomimo pieczenia zachował grubą warstwę czystego tłuszczu, czyli czegoś, co nigdy dla mnie apetyczne nie było. No ale w końcu się przełamałem, zamówiłem i z tego faktu byłem ogromnie rad. Oczywiście moja wizja od rzeczywiści była bardzo daleka, gdyż nie dostałem wcale jednego, sporego kawałka boczku, ale mnóstwo, pysznie upieczonych i świetnie doprawionych cieniutkich jego plasterków. W połączeniu ze wspomnianymi warzywami ryżem, który w końcu udało się przygotować jak należy, wszystko to dało danie naprawdę bardzo smaczne, wręcz pyszne. Również sos zrobił swoje, bo jego ostrość była wyraźnie wyczuwalna, ale nie przytłaczająca, a i ilość pozostała na szczęście umiarkowana, bo było to wszystko tak dobre, że topienie tego smaku w sosie byłoby barbarzyństwem.

Oczywiście nie wiem i pewnie nie szybko się dowiem, jak wiele potrawy z Zakazanego Miasta mają wspólnego z prawdziwą kuchnią chińską. Nie ulega jednak wątpliwości, że smak który oferują potrafi się znacząco różnić od tego, co do zaoferowania mają inne przybytki nazywające się chińskimi. Ja w każdym razie znalazłem swoje ulubione miejsce na nowohuckiej ziemi, z którego bez obaw zamawiam, a następnie z ogromnym smakiem jem.

Podziel siÄ™ ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym!Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dołącz do nas na Facebooku:

Wojtek

Więcej na temat restauracji

Tagi: Zakazane_Miasto, restauracja, chińska, orientalna, gong_bao, wołowina, kurczak_po_majalski, kurczak, boczek


Wojtek (autor): Niestety po tym, jak restauracja zaczęła pojawiać się na różnych zakupach grupowych poziom jedzenia bardzo się obniżył :( Widać, że faktycznie nic co dobre, nie trwa wiecznie :(
2012-04-12 11:37:50

AGATA: Ja równiez nie polecam. Tragedia! Byłam w wielu orientalnych restauracjach w Krakowie i po raz pierwszy zdarzyło mi się, że nawet nie tknęłam zamowionego dania (Kurczak po Seczuańsku i Kurczak po Tajsku) Dania krótko mówiąc NIEJADALNE! osoba która była ze mną również nie zjadła zamówionego dania. w sobotnie popołudnie byliśmy jedynymi klientami w tym lokalu więc po raz kolejny potwierdza się zasada, żeby od razu wiać z knajpy która świeci pustkami. A ceny? w centrum restauracje orientalne mają ceny średnio 4 zł niższe na każdym daniu. NIE POLECAM
2012-03-18 14:21:42

niezadowolona: nie polecam. obsługa bardzo słaba, jedzenie nie ma nic wspolnego z kuchnia chinska. na pewno nie warte tych cen. kelnerka nie ma pojecia o swoim zawodzie. odradzam!
2012-03-06 20:08:36


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Wojtek

Twórczy, pełen sprzeczności, wesoły i czasami niepoważny. Najważniejsza jest dla mnie praca twórcza i myślenie koncepcyjne. A jedzenie... zawsze i wszędzie, słodko i ostro.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter