Trattoria Ritorno - nowa woska restauracja na Kazimierzu
RestauracjeRecenzjeAktualnościRabatyKonkursy
Szukaj restauracji w Krakowie:

Zawartość paranoi w (Paranoyi)

Restauracja: Paranoya

(11.10.2011) Można restaurację Paranoya pokochać, można znienawidzić, ale nie można przejść obok niej obojętnie.


Małżeństwo jest co prawda instytucją uświęconą, ale wiąże się z nią wiele niebezpieczeństw i chorób. Na początku najgorsze, co jego praktykom grozi, to chroniczna szczęśliwość oraz różnego rodzaju otarcia i nadwyrężenia spowodowane bardzo żywiołowym i częstym dzieleniem małżeńskiego łoża. Z czasem niestety jest coraz gorzej. Mężczyźnie może grozić impotencja, a często także przetrącenie kręgosłupa, podczas gdy kobiety bardzo często zdradzają objawy paranoi.

Jak podają uczone źródła, Paranoja (1), to występowanie usystematyzowanych i logicznie ze sobą powiązanych urojeń. Najczęściej są to urojenia prześladowcze, ksobne, wielkościowe, hipochondryczne i erotyczne; obłęd; wypisz wymaluj kobieta po kilku latach stałego związku (to ostatnie jest już wolną twórczością autora i z uczonymi źródłami nic wspólnego nie ma - przyp. uczonego red.). Co tylko potwierdza, że małżeństwo to jedna wielka paranoja (2) - potocznie: coś niedorzecznego, pozbawionego sensu; wyrażenie o silnie pejoratywnym zabarwieniu, jednakowoż "obłęd", potocznie używany jest już znaczenie bardziej ambiwalentny i miewa pozytywne konotacje.

Wiadomo jednak, jak radzić sobie z przeróżnymi dolegliwościami, w tym i nadmiarem paranoi - należy potraktować klin klinem. Bywa to oczywiście niebezpieczne, bo człowiek gotów w różne nałogi popaść aplikując sobie wciąż nowe kliny, jednak w przypadku paranoi jest to teoretycznie bezpieczne, bowiem wystarczy udać się do restauracji Paranoya i parafrazując kultowe postacie, sprawdzić zawartość paranoi w Paranoyi (konia z rzędem temu, kto właściwie to odmieni - przyp. skonfudowanego red.).

Restauracja, a także, jak się okazało klub (co zresztą samo w sobie też jest paranoją jakąś - przyp. tropiącego paranoje red.), mieści się na Kazimierzu, ale jeśli żydowska dzielnica byłaby starą, babciną komodą, to okolice Paranoyi byłyby tą zapomnianą, od lat zatrzaśniętą na głucho szufladą, z której nocą dobiegają tajemnicze dźwięki. Innymi słowy Paranoya mieści się na Brzozowej, w tym jej odcinku, gdzie psy szczekają... na pewno nie paszczami.

Jednak prawdziwa paranoja zawsze pozostaje ukryta i nie wykryje jej pierwszy rzut oka, czy to w przypadku kobiety, czy też, jak się okazuje, Paranoyi. Na jednej ścianie człowiek zobaczy tam kolorową tapetę, a na jej tle nie mniej kolorowe meble, czyli tandetna podróbka już i tak tandetnego stylu Bollywood. Na drugiej znajdzie ni to blachę, ni to lustro, w każdym razie klimat zauważalnie industrialny. A pośrodku, jak gdyby nigdy nic, stoi sobie stara, drewniana komoda (czyżby to właśnie ta wspomniana, babcina? - przyp. szufladkującego red.) z winami. Ale najgorsza jest podłoga... Oczywiście z nie jednej się jadło czy piło, na niejednej się też w swoim czasie spało, ale po restauracji można spodziewać się pod nogami czegoś więcej niż gołego betonu czy wylewki. W ten oto sposób zrewidowany został pogląd, iż statystyczna jest szczytem niedorzeczności. Okazuje się że Paranoya ma jej znacznie więcej.

Obsługa to także jakaś paranoja, bo zdaje się, że do perfekcji opanowała sztukę ignorowania klienta. Jednak wobec braku innych cnót, chociaż cierpliwość można było w sobie pielęgnować. Dopiero gdy poziom cnotliwości przekroczył wszelkie dopuszczalne normy, a stanie przed barem zaczęło nużyć, nadszedł czas, przestać udawać niewidzialnego (a trzeba Wam wiedzieć, że niektórym osobnikom jest naprawdę trudno pozostać niezauważonym przez kobiety - przyp. bardzo niezauważalnego red.), upomnieć się o uwagę, zająć miejsce i przewertować kartę w poszukiwaniu swego obiadu.

Poziom cnotliwości wzrósł jeszcze o jakieś pół godziny, zanim na stole pojawiła się przystawka - Batata vada, czyli pikantne smażone kulki ziemniaczane. Podano do nich trzy dipy (dipy, czy bardziej naukowo chutney'e były dwa, bowiem trzecia kokilka zawierała... ale o tym za chwilę - przyp. budującego napięcie red.) - zielony, brunatno-czarny i bliżej nieokreślony, ale na pewno nie kojarzący się najlepiej. Ziemniaczane kulki z dodatkiem groszku okazały się tym właśnie. Dobrze je doprawiono, więc kierowanie ich do ust było przyjemne, ale dopiero z dipami nabierało to głębszego sensu. Zielony, najwyraźniej miętowy z dodatkiem czegoś ostrzejszego był taki, jak powinno być kobiece ciało - pełen smaku, wyrazisty, wręcz jędrny, a co najważniejsze, nie stroniący od pikanterii. Brunatno-czarny, którego podobieństwo do sosu sojowego okazało się czysto przypadkowe, nie mógł być niczym innym, jak dipem z tamaryndowca. W smaku lekko słodki, prosty, ale doskonale spełniający funkcje, do której został stworzony, czyli wypisz wymaluj ideał kobiecego psyche. Była też trzecia miseczka wypełniona czymś, co jak się później okazało, było pikle z mango z limonką. Pachniało to co najmniej dziwnie i wyglądało nieapetycznie, ale wrodzona ciekawość nie pozwoliła nie spróbować i... OBŁĘD! Smak niepodobny to niczego, co można spotkać w kuchniach europejskich. Pikantny, kwaśny, świdrujący i drażniący podniebienie, dla niektórych pewnie nawet obrzydliwy. Tym dziwniejsze było to, że po pierwszym kęsie, ręka sama sięgała się po następny i następny. Obłęd w najczystszej, smakowej postaci.

Danie główne cierpliwości nie wymagało już wcale, bo obsługa w magiczny sposób przeszła od opieszałości do nadgorliwości i Lamb madras, czyli jagnięcinę w sosie cebulowym z chili oraz Naan nadziewany warzywami, podała jeszcze zanim przystawka zniknęła z talerza. Na szczęście obłędnie wspaniały naan wynagrodził niedociągnięcia obsługi. Był gorący, ewidentnie dopiero co upieczony i bardzo miły podniebieniu. Warzywa w nim zawarte były, co prawda, mało wyraziste, ale tworzyły doskonałą całość i podłoże dla dania głównego. Niestety zarówno sos madras, zbyt mało zdecydowany i aromatyczny by uchodzić za prawdziwą hinduską kuchnię, jak i jagnięcina, poprzerastana niczym kobiece ego i podobnie jak ono, nie do przełknięcia, stanowiły najsłabszą część posiłku.

Mimo to Paranoya ze swoim doskonale bezsensownym wnętrzem, wybiórczo niedowidzącą obsługą i obłędnymi smakami, pozwoliła zapomnieć o paranojach i obłędach dnia codziennego i codziennych relacji z kobietami, oferując jeszcze większe stężenie absurdów. Można ją za to pokochać, można znienawidzić, ale nie można przejść obok niej obojętnie (tylko na Boga, niech nie nazywają kuminu kminkiem, bo przestajemy być już powoli narodem kulinarnych analfabetów, żeby jednego od drugiego nie odróżnić - przyp. oburzonego red.).

Podziel się ze znajomymi:
Umieść na Facebooku!Dodaj zakładkę w Google!Podziel się na Gronie!Wykop tego newsa!Blipnij to!Dodaj do elefanta!Twittuj o tym!Ustaw jako opis w Gadu-Gadu! (od wersji 8.0)

Dołącz do nas na Facebooku:

Aleks

Więcej na temat restauracji

Tagi: PAranoya, restauracja, indyjska, kontynentalna, batata_vada, tamaryndowiec, pikle, mango, madras, baranina, naan


bea: Obsluga chyba ma tam dosyc czesto gorsze dni, pani kelnerka mniej niz zero wiedzy o menu hinduskim, przynoszac zamowione dania leci tekstem - a tu mi sie nazwa zapomniala, zamowienie bylo przyjmowane w pozycji - krakowianka ci ja jedna - raczki pod boczki , a szczytem wszystkiego bylo jedzenie niedzielnego obiadu przez kelerow przy stoliku centralnie przy wejsciu, ale szcunek dla kucharza - jedzenie dobre , smaczne dobrze doprawione , jeden z minusow slabe desery , i placki z baranina posypane natka z pietruszki , wystroj rzecz gustu , moze byc , ceny przyzwoite
2011-10-17 00:12:18

Dorota: Nie mogę zgodzić się z opisem Paranoyi. Podłoga w restauracji nie jest wcale wylewką,tandetny wystrój to również kwestia gustu.Mnie się podoba i nie uważam się za osobę tandetną.Jedzenie super,jest świeże i wspaniale smakuje.Jestem stałym gościem i z obsługą nigdy nie miałam problemu,a nawet przeciwnie bo gdy zapytam na przykład o jakąś potrawę dostaję naprawdę wyczerpujących odpowiedzi.... POLECAM WSZYSTKIM
2011-10-15 00:09:09

Aleks: Ok, rozumiem, że wskazanie stolika nie zawsze jest przyjęte, zresztą pisałem o tym raczej w niewielkim cudzysłowie, chodziło mi raczej o brak zarejestrowania faktu pojawiania się gościa, lub całkowite zignorowanie tego faktu. Ja się nie czepiam, nie chcę też nikomu robić koło pióra, po prostu mnie to zafascynowała i nie mogłem o tym nie wspomnieć. Poza tym może, a nuż pomoże to w poprawie jakości obsługi, bo gości bardziej czułych na tym punkcie można tym bardzo skutecznie zrazić.
2011-10-13 14:55:44

Paranoya: Przyznajemy że obsługa jest paranoiczna- poddaliśmy się w tej walce. Z pozostałymi poglądami też nie będziemy walczyli, oprócz jednego. Z zasady nie wskazujemy gościom stolików, każdy sobie wybiera gdzie mu najwygodniej usiąść, a miejsc mamy dużo.
2011-10-13 14:49:06

Aleks: I to jest właśnie piękno recenzji - są subiektywne i nie odmawiają nikomu prawa do swego zdania. Mimo to do jednej rzeczy się ustosunkuję. Faktem jest, że obsługa WSZĘDZIE miewa gorsze, jednak to, że klient stoi przed barem (w okolicach którego krzątają się 3 osoby z obsługi) i nikt nie powie mu nawet "dzień dobry", że o wskazaniu stolika nie wspomnę, nie jest gorszym dniem, jest paranoją, która nawet w Paranoyi nie powinna się zdarzać. I mówi to człowiek, który obsłudze jest w stanie naprawdę wiele wybaczyć.
2011-10-11 21:58:47

Ewa: nie zgadzam się z opinią co do wystroju, tandetą tam nie wieje, jedzenie jest bardzo dobre, a obsługa WSZĘDZIE ma gorsze dni, więc nie przesadzajmy, czepianie się podłogi to już chyba lekka przesada, naprawdę polecam!
2011-10-11 21:26:03


Wpisz komentarz:
Podpis:
E-mail (nie pokazujemy go):
Przepisz wyrazy:
Autor: Aleks

Zwykły facet przechodzący kryzys wieku średniego. Skupiony na użalaniu się i bez reszty w sobie zakochany. Kocha muzykę, morze i córkę. Jak dotąd bezskutecznie poszukuje potrawy o doskonałej harmonii zmysłowych doznań.

Dowiedz się więcej
 
Polecamy:
Popularne tagi:
restauracja, kaczka, zniżka, Wine_Garage, pierogi, wino, rabat, konkurs, francuska, tajska, japońska, Edo_Fusion, pizza, wołowina, kurczak, szpinak, Michelin, krewetki, Scandale_Royal, curry
Copyright © 2008 Głębia Smaku   ::  Autorzy   Partnerzy   Regulamin   O nas   Współpraca   Kontakt   Newsletter